w

Zostawił samochód w autoryzowanym serwisie. Pracownik postanowił wykorzystać auto do wyścigu (wideo)

Zostawił samochód w autoryzowanym serwisie. Pracownik postanowił wykorzystać auto do wyścigu (wideo)

Ładny obiekt, ważna koncesja, miła obsługa – nic nie wskazuje na to, że ktoś wykorzysta Twoje zaufanie. Pozory mogą jednak mylić.

Przekonał się o tym użytkownik Chevroleta Corvette, który zostawił samochód w autoryzowanym serwisie w celu zdiagnozowania potencjalnie poważnej usterki. Mężczyzna słyszał spod maski hałasy, których być nie powinno. Zdecydował się udać do wykwalifikowanych mechaników w autoryzowanym serwisie licząc na to, że wszystko będzie przeprowadzone tak, jak należy.

Szybko okazało się, że przyczyną niepokojących dźwięków była świeca. Gdy została wymieniona, nie było już problemu. Mechanik postanowił jednak udać się na jazdę próbną żeby mieć pewność, że wszystko działa. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego styl jazdy.

Brawurowy test

Mężczyzna nie był na pewno świadomy, że auto posiada wbudowany moduł GPS zintegrowany z kamerą. System zarejestrował jego jazdę, która była slalomem pomiędzy jadącymi samochodami. Pracownik serwisu jechał 185 km/h, gdy dostrzegł czarnego Dodge’a Chargera.

To zadziałało, jak płachta na byka. W pewnym momencie prędkość wynosiła 238 km/h, co było skrajnie niebezpieczne i nierozsądne. Mechanik mógł doprowadzić do wypadku i uszkodzenia samochodu. Zachował się nieodpowiedzialnie.

Roszczenia klienta

O wszystkim dowiedział się właściciel samochodu, co akurat nie jest żadnym zaskoczeniem. Władze serwisu przeprosiły go za całe zajście i zaoferowały konserwację lakieru i wnętrza o wartości 500 dolarów. Mężczyzna nie zgodził się, bo miał już folię chroniącą lakier i nie było potrzeby stosowania takich zabiegów.

Zamiast tego zażądał przedłużenia gwarancji. Jeżeli dealer dotrzyma słowa, to klient nie będzie podejmował żadnych kroków prawnych. Wydaje się, że to uczciwe rozwiązanie. A co z pracownikiem? Tego nie ujawniono. Niewykluczone, że stracił premię, a może nawet pracę. Naraził firmę na duże koszty oraz osłabił jej reputację.

Ten drugi aspekt może być szczególnie dotkliwy, bo nagranie trafiło do sieci i obiegło cały świat. Potencjalni klienci mogli więc je zobaczyć i udać się do innego warsztatu, by nie podejmować ryzyka uszkodzenia własnego auta.

Napisane przez Wojciech Krzemiński

Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym i przedsiębiorcą. Od 2012 roku prowadzę NaMasce.pl. Tworzę dla Was materiały o tematyce samochodowej i motocyklowej, ale też zaglądam do światów technologii, fotografii i biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Auto w martwym punkcie lusterek i kolizja

Auto w martwym polu lusterek – kolizja, której można było uniknąć (wideo)

Nowy Fiat Punto Stellantis

Fiat Punto powróci. Tym razem skorzysta z innej technologii