w

Czterokołowe pudełko na prąd. Tak wygląda przyszłość jazdy w Europie?

Czterokołowe pudełko na prąd
Czterokołowe pudełko na prąd. Tak wygląda przyszłość jazdy w Europie?

Świat motoryzacji jest o krok przed rewolucją, która zmieni jego oblicze. Czy na zawsze? Tego nie można wykluczyć, choć należy mieć nadzieję, że dojdzie do refleksji lub postępu.

Aktualny stan rzeczy nie przetrwa, bo nie ma większego sensu. Wciąż nie ma mowy o samochodach ekologicznych – takowe nie istnieją. Te mniej szkodliwe dla środowiska mają oczywiście niewielkie gabaryty i wyróżniają się skromnym zużyciem energii. To czterokołowe pudełko na prąd jest tego przykładem.

Przypomina kei car, a nawet nim jest w rzeczy samej. Niewielkie, kwadratowe autka przyjęły się w Azji, gdzie liczy się prostota i pragmatyzm. Samochód nie musi podkreślać statusu społecznego. Przynajmniej nie zawsze.

Czterokołowe pudełko na prąd – co to?

Jasnozielony sprzęt, na który patrzysz to MG Comet EV. Pewnie tylko kojarzysz markę, która ma już swoją „brytyjskość” za sobą (choć studio projektowe wciąż znajduje się na Wyspach). Przypomnijmy w tym miejscu, że głównym udziałowcem tej marki jest SAIC, czyli chiński potentat motoryzacyjny. Tak czy inaczej, Comet nie tak widowiskowy, jak Cyberster – tylko jego skrajne przeciwieństwo.

Jeżeli chodzi o design, to trudno się rozwodzić na jego temat. Proporcje są zbliżone do kopyta, a te niewielkie kółka wyglądają, jakby projektant zainspirował się wózkami sklepowymi. I rzeczywiście, jazda takim autem po galerii mogłaby być całkiem przyjemna…

Czterokołowe pudełko na prąd
Brak szybkiego złącza sprawia, że czas ładowania do 100 procent sięga 7 godzin

Choć z pewnością pierwszy raz widzisz ten samochód, od dłuższego czasu istnieje pod inną marką. To Wuling Air z innym znaczkiem, co zdradza przede wszystkim przód. On też należy do chińskiego koncernu, a MG po prostu z tego korzysta.

Tak czy inaczej, serce auta jest elektryczny silnik o mocy 41 koni mechanicznych. Zintegrowano go z baterią o pojemności 17,3 kWh, która ma zapewniać do 230 kilometrów zasięgu. Co ciekawe, nie ma tu złącza DC, dlatego ładowanie od 0 do 100 procent trwa 7 godzin.

I tu wracamy do pytania z tytułu. Dlaczego sugerujemy, że w Europie mogą pojawić się takie samochody? Po pierwsze, auta bardziej przyjazne środowisku to te, które zużywają mało energii. Żaden SUV do nich nie należy. Jeżeli więc chodzi o ekologię, to przy aktualnej technologii bliższa jest jej Dacia Spring (wiemy, produkt „autopodobny”), aniżeli BMW iX, które jest za duże, za mocne i za ciężkie.

>Samochody elektryczne za ciężkie dla parkingów wielopoziomowych. Kuriozalna sytuacja

Po drugie, ceny aut elektrycznych są takie, że ich ekonomiczne uzasadnienie bywa rzadkością lub nie istnieje. Zwrot inwestycji po 300 tysiącach kilometrów ładowania z gniazdka to żadna korzyść biorąc pod uwagę dyskomfort użytkowy. Ktoś może powiedzieć, że nie każdemu chodzi o pieniądze, ale w większości przypadków właśnie one są wyznacznikiem możliwości klienta.

I tu płynnie przechodzimy do prywatnego budżetu nabywcy. Skoro auto elektryczne jest drogie „z natury”, to kupno dużego modelu będzie przywilejem bogatych. Tym uboższym (choć niekoniecznie ubogim) klientom pozostaną miejskie pojazdy – takie, jak to czterokołowe pudełko na prąd.

Czarnowidztwo? Być może. Liczne znaki wskazują jednak na to, że auta będą coraz droższe i niektórzy ich aktualni posiadacze będą wkrótce musieli zmienić środek transportu na publiczny.

Avatar photo

Napisane przez Wojciech Krzemiński

Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym i przedsiębiorcą. Od 2012 roku prowadzę NaMasce.pl. Tworzę dla Was materiały o tematyce samochodowej i motocyklowej, ale też zaglądam do światów technologii, fotografii i biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dyskryminacja płacowa wśród taksówkarzy

Dyskryminacja płacowa wśród taksówkarzy „z aplikacji”? Profesor prawa nie ma wątpliwości

Lamborghini Huracan 60th Anniversary Edition

Lamborghini Huracan 60th Anniversary Edition. Premiera w Mediolanie