Citroen DS4 2.0 HDi Sport Chic - jedyny w swoim rodzaju | NaMasce

Citroen DS4 2.0 HDi Sport Chic – jedyny w swoim rodzaju

0

Na fali mody retro trwa reanimacja wielkich motoryzacyjnych legend. BMW wskrzesiło Mini, Fiat model 500, a Citroen – równie słynnego jak poprzednicy i równie kultowego DS-a. O ile jednak Fiat czy BMW bazowały na legendarnych modelach, o tyle Citroen z dawnego DS-a wziął tylko owe dwie literki z nazwy…

Tak naprawdę pod eleganckim ubrankiem DS-a „siedzi” zwykły Citroen C4. Co wobec tego je odróżnia? A właśnie owe eleganckie ubranko (choć C4 w na „dziada” też nie wygląda), dopracowane aż do bólu detale i lepsze wyposażenie. Innymi słowy, choć DS powstał na „ceCzwórce” jest jednak, mimo podobieństw, zupełnie innym autem.

 

Z zewnątrz…
Na pierwszy rzut oka ogólna koncepcja stylistyczna została zachowana. Ale, kiedy przypatrzymy się nieco dokładniej, widać, że „DS-ka” tylko w bardzo ogólnym zarysie przypomina C4. Podobna jest linia przodu auta. Tył, to jednak zupełnie nowa konstrukcja.

 

Z przodu w oczy rzuca się powiększony grill. Linia świateł czy halogeny są identyczne jak w C4, ale w DS4 są dopieszczone chromowanymi listwami. Ciekawie prezentują się też chromowane lusterka. Wbrew pozorom, DS nie jest upstrzony chromowanymi gadżetami – poza lusterkami, kilkoma listwami z przodu czy logo DS na słupku B i wokół wydechu, więcej ich nie znajdziemy.

 

Jak już wspomniałem, tył DS4 to już zupełnie inne auto. Linię dachu pociągnięto tak, że zachodzi dużo głębiej na tylną szybę niż w C4. Nadaje to autu sportowego wygładu. W DS4 rejestracja powędrowała pomiędzy tylne światła, Niżej, tam gdzie C4 miał miejsce na tablice rejestracyjną, znajdujemy coś w rodzaju dyfuzora z pięknie wkomponowanymi końcówkami wydechu.

 

… i w środku
A w środku? No cóż, elegancja-Francja. Wprawdzie kokpit wraz z przednią częścią przedziału pasażerskiego są bardzo podobne do koncepcji znanej z C4, to jednak diabeł siedzi w szczegółach. Dzięki kształtowi tablicy przyrządów oraz ciekawemu podświetleniu wskaźników (kolor i natężenie możemy zmieniać), kierowca siedzi w samochodzie o wyjątkowo oryginalnym wyglądzie. I, przynajmniej od strony kierowcy, o całkiem niezłej ergonomii.

 

Jest wszak w konstrukcji DS4 tzw. plus ujemny. Finezyjny kształt nadwozia został okupiony użytecznością. O ile z przodu siedzi się bardzo wygodnie i nikomu nie powinno zabraknąć przestrzeni na nogi i głowę, o tyle zajęcie miejsca na tylnej kanapie nie wygląda już tak „różowo”. Winne są małe i „niestandardowo” wyprofilowane drzwi. Po ich uchyleniu, jeżeli już nie dostaliśmy w szczękę dziwacznie odstająca ich częścią, musimy się wręcz przeciskać przez niewielki otwór. To nie koniec problemów. Osoby o ponad standardowym wzroście nie znajdą wiele miejsca na nogi i przestrzeni nad głowami. To akurat wina ładnie opadającej, sportowej linii dachu (syndrom BMW X6). I na koniec to, co zirytowało nas najbardziej. Owszem, auto ma klimatyzację, ale czasem trzeba je przewietrzyć – z tyłu bowiem, kształt i szerokość drzwi uniemożliwiły wyposażenie DS-a w otwierane szyby (sic). Dziwne i irytujące.

 

Dwa łyki arytmetyki
Wymiarami, co pewnie nikogo nie zaskoczy, DS4 jest zbliżony do C4. Mierzy więc 4275 mm długości, 1810 mm szerokości i 1523 mm wysokości. Rozstaw osi wynosi 2612 mm. Pojemność bagażnika, 370 litrów, plasuje auto w „dolnej strefie stanów wysokich”. Na szczęście przestrzeń załadunkowa ma regularny kształt. Nie ogranicza jej nawet zamontowany w aucie subwoofer.

 

Technologia
Testowego DS-a napędzał 163-konny motor Diesla. Jednostka napędowa generowała 340 Nm momentu od około 2000 obrotów. Dzięki temu auto przyspieszało do pierwszej setki w niespełna 8,6 sekundy. W sumie, według producenta (nie sprawdzaliśmy…) DS4 może jechać 212 km/h. Wynik, jak dla auta, nomen omen rodzinnego, zacny. Napęd na przednie koła przenosiła manualna, 6-przełożeniowa skrzynia. Do jej pracy trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Biegi wchodzą lekko i omalże intuicyjnie.

 

Auto, jest już w tzw. standardzie doskonale wyposażone. Kierowca ma do dyspozycji: ABS (system zapobiegający blokowaniu kół podczas hamowania), BAS (system wspomagania nagłego hamowania), EBD (system rozdziału siły hamowania kół skracający drogę hamowania), ESS (automatycznie uruchamiane światła awaryjne podczas gwałtownego hamowania), ESP (elektroniczny układ stabilizacji toru jazdy), ASR (układ antypoślizgowy kół podczas przyspieszania) oraz FSE (elektroniczny hamulec postojowy z systemem wspomagania ruszania na wzniesieniu).

 

Wrażenia z jazdy
Auto prowadzi się bardzo pewnie. Bardzo dobrze sprawdza się układ kierowniczy ze zmienną siłą wspomagania, który natychmiast reaguje na ruchy kierownicą. Układ jest precyzyjny i dokładnie przekazuje nasze polecenia na przednie koła. Działa też z lekkim oporem, dzięki czemu nie mamy wrażenia bezwładnego kręcenia wieńcem.

 

DS4 doskonale reaguje też na pedał gazu. Dzięki sporemu momentowi obrotowemu auto jest bardzo dynamiczne. Świetnie poradzi sobie z wyprzedzaniem nawet kolumny TIR-ów. Podane przez producenta 8,6 do 100 km/h naprawdę czuć.

 

Trudno jest również przyczepić się do ekonomiki jazdy. Producent zapewnia, że auto spala 6,6 oleju napędowego w mieście, 4,3 na trasie i 5,1 średnio. My, w całym teście wykręciliśmy 5,0/100 km. Czyli mniej, niż podaje producent! I jesteśmy z tego dumni…

 

Okiem przedsiębiorcy
Citroen DS4 to auto…. drogie. Niestety, producent życzy sobie za najtańszego DS4 około 73 tys. złotych. Testowy egzemplarz kosztował około 120 tys. I jest to, naszym zdaniem, cena zbyt wygórowana.

 

Jak sfinansować zakup? Poprzez Citroen Bank. Oferta jest dostępna u każdego dealera. Podobnie zresztą, jak oferta leasingu operacyjnego. W ofercie znajdziemy kredyt bez wpłaty własnej i okresem od 6 do 86 miesięcy.

 

W przypadku leasingu, dealerzy podchodzą do ewentualnych leasingobiorców bardzo indywidualnie. Można więc wynegocjować całkiem dobre warunki. Wpłata własna w przypadku leasingu wynosi minimum 10% wartości, a okres trwania umowy leasingowej – do 60 miesięcy.

 

Podsumowanie
DS4 to auto bardzo oryginalne. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Ale za tę oryginalność producent każe sobie zbyt dużo płacić. I nie jest to tylko moje zdanie…

 

Autor: Artur Balwisz
Zdjęcia: Citroen, Artur Balwisz

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

Skomentuj artykuł