Volkswagen T-Cross 1.0 TSI DSG Style - Kolorowo-miejski | NaMasce

Volkswagen T-Cross 1.0 TSI DSG Style – Kolorowo-miejski

0

Volkswagen doskonale wie, że aktualnie panujące trendy utrzymają się jeszcze wiele lat. Właśnie dlatego na rynek wypuszcza kolejne SUV-y i crossovery. Najnowszy z nich to T-Cross, który musi odnaleźć się w trudnym, mocno obsadzonym segmencie. Czy poradzi sobie z wymagającą konkurencją?

Karoseria
Miejskie crossovery mają zazwyczaj dość zabawkowy design. Muszą bowiem w niewielkich karoseriach przemycić coś ciekawego, innego. Nowy reprezentant niemieckiej marki idealnie wpisuje się w tę praktykę. Został narysowany z polotem i budzi sympatię już przy pierwszym kontakcie. Zgrabnie wkomponowane reflektory, łączący je grill i masywny zderzak tworzą spójną całość. Profil auta zdradza natomiast unoszącą się linię drzwi i delikatnie opadający dach. Dzięki temu zabiegowi sylwetka ma w sobie odrobinę dynamiki. Z tyłu najbardziej rzucają się w oczy kafelkowe lampy i szeroka listwa umieszczona między nimi. Do tego dochodzą dodatkowe osłony biegnące wokół dolnych krawędzi nadwozia, 5-ramienne, atrakcyjne felgi i turkusowy lakier. I taka konfiguracja zwraca na siebie uwagę bardzo skutecznie.

Wnętrze
Volkswagenowski porządek – tak w skrócie można opisać kokpit prezentowanego modelu. Projekt czerpie garściami zarówno z Polo, jak i kompaktowych modeli marki. Zastosowano tu cyfrowe wskaźniki z szerokimi możliwościami personalizacji. Wśród wszystkich tego typu rozwiązań, specjaliści VAG-a stworzyli to najbardziej czytelne. Przed Virtual Cockpitem znalazła się bardzo dobrze leżąca w dłoniach, wielofunkcyjna kierownica. Na konsoli centralnej znajdziemy ekran dotykowy wyróżniający się bardzo szybką reakcją na dotyk i ergonomicznym interfejsem. Poniżej umiejscowiono dwie dysze nawiewu i osobny panel klimatyzacji, który wpływa na łatwość obsługi.

Nie zabrakło również wielu praktycznych przestrzeni na rozmieszczenie różnych przedmiotów. Poza naprawdę dużymi kieszeniami w drzwiach, zastosowano praktyczne półki (przed dźwignią automatu i na podszybiu ), cup holdery (tunel środkowy) oraz dwa schowki (przed pasażerem i w podłokietniku). Cieszy także zastosowanie aż czterech gniazd USB, które umożliwiają podłączenie urządzeń mobilnych. Materiały? Co ciekawe, gorsze niż w Polo. Nie ma tu nigdzie miękkich elementów, ale spasowanie stoi na wysokim poziomie.

Fotele są częścią pakietu R-Line i prezentują się naprawdę dobrze. Co jeszcze ważniejsze, oferują bardzo przyzwoite podparcie boczne. Do tego mają odpowiednie rozmiary, dlatego wygodnie usiądą na nich nie tylko filigranowe przedstawicielki płci pięknej. Gdybym mógł coś poprawić, to wydłużyłbym tylko siedziska. Zakres regulacji pozwala na dobranie odpowiedniej pozycji i tym niższym, i tym wyższym. Drugi rząd pozytywnie zaskakuje przestrzenią. Wystarczy tu miejsca dla dwóch osób średnie wzrostu. Kąt pochylenia oparcia jest niezły i można zanotować wygodną podróż.

Pod atrakcyjnie narysowaną klapą kryje się całkiem spory bagażnik – w 5-osobowym ustawieniu oddaje do dyspozycji 370-385 litrów pojemności. To mniej więcej tyle, ile w kompaktowych hatchbackach. Szeroki otwór załadunkowy umożliwia wkładanie większych przedmiotów. Ponadto, można liczyć na solidne wykończenie – na większość elementów została nałożona tapicerka.

Technologia
Do miejskich crossoverów najlepiej pasują jednostki benzynowe. T-Cross nie jest oczywiście wyjątkiem. W testowanym egzemplarzu drzemie 1-litrowa jednostka z rodziny TSI generująca 115 KM (przy 5000 obr./min.) i 200 Nm (przy 2000 obr./min.). Napęd? Przedni, rzecz jasna. Inny nie miałby najmniejszego sensu. Za przeniesienie całego potencjału na asfalt odpowiada 7-biegowa przekładnia automatyczna. Warto dodać, że ten wariant silnikowy może współpracować również z manualem o 6 przełożeniach. T-Cross w takim zestawieniu waży 1270 kg. Nie jest to niska wartość, ale osiągi są dobre. Rozpędzanie do pierwszych 100 km/h trwa 10,2 sekundy, a przyspieszanie kończy się dopiero przy 193 km/h. Czy dynamika idzie w parze z niewielkim apetytem? W cyklu mieszanym (dystans 900 km) udało się uzyskać średnią na poziomie 7 litrów. Jako że był to zupełnie nowy egzemplarz bez przebiegu, można spodziewać się, że za kilka tysięcy kilometrów przy tym samym stylu jazdy (umiarkowanym, ale nie pro-ekonomicznym) uda się zejść przynajmniej o pół litra.

Wrażenia z jazdy
Wysoka, acz wąska sylwetka pozwala sugerować, że T-Cross nie przepada za wysokimi prędkościami. Okazuje się jednak, że samochód świetnie sobie radzi na autostradach czy drogach szybkiego ruchu. Nie ma najmniejszych problemów z wyczuciem położenia kół czy wrażliwością na podmuchy wiatru. Owszem, jest wtedy w kabinie nieco głośniej, ale to nie oznacza, że mniej pewnie. Poza tym, niemieckie auto całkiem dobrze (jak na ten segment) radzi sobie z zakrętami i gwałtownymi zmianami toru jazdy.

Komfort jazdy? Jest, choć trudno go nazywać rewelacyjnym. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z samochodem o stosunkowo krótkim rozstawie osi i miejskim charakterze, dlatego tłumienie nierówności nie jest na poziomie aut stricte kompaktowych. Mimo tego, poziom pokonywania dziur jest akceptowalny. T-Cross nadrabia zwrotnością i widocznością. Świetnie wpisuje się w luki parkingowe, łatwo wyczuć jego gabaryty i nie budzi najmniejszych obaw nawet podczas cofania. Zresztą, są i czujniki, i kamera, dlatego bardzo trudno uszkodzić sobie zderzak.

Nie zabrakło też trybów jazdy i licznych systemów bezpieczeństwa wspierających kierowcę. Pod tymi względami prezentowany Volkswagen jest w pełni dorosłym pojazdem. A jak sprawuje się zespół napędowy? Do charakterystyki pracy i brzmienia 1-litrowej jednostki trzeba się przyzwyczaić, ale z pewnością nie można jej zarzucić braku wigoru. Cały zespół napędowy świetnie sobie radzi z masą auta i większe stado koni nie jest raczej potrzebne. Bardzo dobrze spisuje się sama skrzynia, która szybko dobiera przełożenia i nie zdarzają się jej pomyłki.

Okiem przedsiębiorcy
Przejdźmy do cennika. Za T-Crossa trzeba zapłacić przynajmniej 67 190 zł. Dużo? Porównywalnie do konkurencji. W podstawie klient otrzymuje pierwszy poziom wyposażenia, 95-konne 1.0 TSI oraz 5-biegową przekładnię manualną. Z drugiej strony oferty znajdziemy wersję Style z 1,5-litrowym silnikiem benzynowym i 7-biegowym DSG za 92 690 zł. Testowana wersja (1.0 TSI DSG Style) kosztuje natomiast 88 890 zł.

Tym autem mogą zainteresować się zarówno klienci flotowi, jak i prywatni. Dla tych pierwszych przygotowano dwa promocyjne rozwiązania: EasyDrive (opłata wstępna od 0 do 45% wartości pojazdu, umowa na okres 23, 35, 47 lub 59 rat, wartość wykupu od 1% do 25%) oraz EasyBuy (opłata wstępna od 0 do 30% wartości pojazdu, umowa na okres 23, 35 lub 47 rat, na koniec zwrot lub wykup pojazdu). Z kolei klienci indywidualni mogą postawić na kredyty o tych samych nazwach: EasyDrive (wpłata własna od 0 do 30% wartości auta, umowa na okres 24, 36 lub 48 rat, na koniec zwrot pojazdu lub spłata – jednorazowa albo w ratach) oraz EasyBuy (wkład własny od 30 do 50%, umowa na okres 36 lub 48 rat, oprocentowanie 0%).

Podsumowanie
T-Cross wpisuje się w aktualne trendy. Ciekawie wygląda, ma duży bagaż nowoczesnej technologii i paletę silników, która powinna sprostać skrajnie różnym użytkownikom. W prezentowanej wersji stanowi udany kompromis między osiągami a zużyciem paliwa.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

8.2 8.2

T-Cross wpisuje się w aktualne trendy. Ciekawie wygląda, ma duży bagaż nowoczesnej technologii i paletę silników, która powinna sprostać skrajnie różnym użytkownikom. W prezentowanej wersji stanowi udany kompromis między osiągami a zużyciem paliwa.

  • 8.2
Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Skomentuj artykuł