Robert Kubica wraca - wielka wygrana motorsportu | NaMasce

Robert Kubica wraca – wielka wygrana motorsportu

0

Kilka lat temu Robert miał szansę założyć czerwony kombinezon i spełnić marzenie – swoje i ogromnej grupy kibiców. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej. Dziś owym marzeniem jest włożenie któregokolwiek z kombinezonów umożliwiających start w wyścigu F1. I ta historia tworzy się na naszych oczach.

Nie chce sięgać pamięcią do wypadku podczas Ronde di Andora, bo to już zamknięty rozdział. Wrócę jednak do analogicznego okresu w 2017 roku. Wtedy Robert już „witał się z gąską”, ale jego drogę przecięła rosyjska lokomotywa z wagonami wypełnionymi pieniędzmi. Niestety, taki właśnie jest ten sport – sam Niki Lauda musiał się „wkupić” do legendarnego teamu, by wystartować we właściwej serii. Różnica między nim a Sirotkinem jest jednak znacząca (nie chce użyć mocniejszych słów, a mógłbym…). Krótko pisząc, pieniądze są potrzebne, ale nie prowadzą bolidu.

Można więc stwierdzić, że Williams popełnił błąd taktyczny i nie wybrał najlepszej opcji. Dwóch młodych kierowców bez doświadczenia i umiejętności w konfigurowaniu bolidów to zwyczajne ryzyko. Jego konsekwencją jest ostatnie miejsce w tym sezonie i bardzo skromna zdobycz punktowa.

Wielu twierdzi, że posada dla Sirotkina w kończącym się sezonie była lwią przysługą dla Kubicy, ponieważ bolid pozostawiał wiele do życzenia, o czym głośno mówili wszyscy w padoku. Gdyby jednak Williams nie zwlekał tak długo z decyzją i powierzył auto właściwemu zawodnikowi, mogłoby się to potoczyć inaczej. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, który wariant byłby lepszy dla Roberta.

Dziś międzynarodowe media donoszą jednoznacznie: Robert Kubica wraca do F1 jako etatowy kierowca. Jak można było przypuszczać, pozostanie w Williamsie – innej ścieżki w tej dyscyplinie z pewnością nie było. Jeżeli to prawda, mamy do czynienia z jedną z najlepszych historii jakie wydarzyły się w tym sporcie. Sponsorem ma zostać Orlen, który podobno wyłoży na stół 10 mln euro. Jak widać, przykre słowa premiera Morawieckiego mogły przynieść jakieś pozytywne konsekwencje…

Uciekając jednak od pieniędzy i polityki, warto spojrzeć na to z perspektywy zwykłego człowieka. Utalentowany kierowca z ogromną liczbą tytułów popełnił błąd, który kosztował go najlepsze lata w tym sporcie. Dzięki upartości w dążeniu do celu i konsekwentnym działaniom wrócił, choć niewielu dawało mu szanse – były tylko nadzieje. I to powinna być motywacja dla nas wszystkich. Nikt nie jest wolny od błędów (także tych zmieniających życie), ale każdy jest panem swojego losu, ma szansę wrócić na właściwy tor i osiągać jeszcze więcej.

Chciałbym, aby Robert został Mistrzem Świata F1. Wydaje się jednak, że największym jego osiągnięciem jest już sam powrót, którego nic nie zdoła przebić. I dla mnie nie musi mieć na koncie żadnego punktu, bo jego historia jest znacznie cenniejsza dla ludzi borykających się z różnymi kłopotami, niż wszystkie trofea.

Fani motorsportu będą oczywiście kalkulować. Moim zdaniem trudno przewidzieć przebieg wydarzeń. Bolid i wymagania dotyczące przyszłego sezonu mogą się znacząco zmienić. Świadomość i wiedza Roberta na temat zachowania bolidu także. Jeżeli Polak pokaże się z dobrej strony, to z pewnością nie będzie to jego ostatnie słowo w Formule 1. Wbrew temu, co mówią niektórzy przedstawiciele mediów, nie jest już za stary. Wystarczy przypomnieć, że Lewis Hamilton (tegoroczny Mistrz F1) ma jedną wiosnę mniej w dowodzie, a ostatnio triumfujący w wyścigu Kimi Raikkonen jest starszy od Roberta o 4 (!) lata.

Trzymajmy więc kciuki i kibicujmy naszemu Rodakowi – wielokrotnie udowodniliśmy, że jesteśmy w tym najlepsi na tej planecie. Szał na fanpage’ach Williamsa dopiero się zacznie…