BMW 530 MLE - zapomniany protoplasta rodziny M (Video) | NaMasce

BMW 530 MLE – zapomniany protoplasta rodziny M (Video)

0

Debiut modelu M1 jest przez wielu określany jako narodziny sportowych samochodów spod znaku M. Ten dział historii BMW ma jednak nieco więcej wątków i… nie jest taki oczywisty.

Zacznijmy od tego, że niegdyś ta firma bardzo poważnie traktowała rynki Południowej Afryki. I właśnie na tamtejszej ziemi oferowane było BMW 530 MLE (Motorsport Limited Edition) będące drogową wersją (z homologacją) modelu E12. Jak można się domyślać, był to niezbędny krok, by marka uzyskała licencję i zgodę na start w serii wyścigowej.

Pod względem stylistycznym nie ma mowy o fajerwerkach, ale już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to słaby zawodnik. Uwagę zwracają przede wszystkim poszerzone błotniki, przednia dokładka do zderzaka, lekkie felgi Mahle i lotka na tylnej klapie.

Sercem 530 MLE jest rzędowa szóstka o pojemności 3 litrów, która generuje 200 KM i 277 Nm momentu obrotowego. Cały potencjał trafia oczywiście na koła tylne. Dzięki przyzwoitej mocy, bawarski sedan osiąga pierwszą setkę w 9,3 sekundy i rozpędza się do 208 km/h.

Należy też wspomnieć o zaawansowaniu konstrukcyjnym, które w tamtych latach musiało robić wrażenie. Znaczna liczba elementów nadwozia została wykonana z aluminium, co miało obniżyć masę własną. Taki sam efekt uzyskiwano dzięki nawiercaniu części stalowych.

Powstało tylko 227 takich aut, które zostały podzielone na Type 1 (110 sztuk, 1976 r.) i Type 2 (117 sztuk, 1977 r.) – oba warianty powstały więc przed debiutem M1 (1978). Co ciekawe, śmiałkowie z BMW South Africa znaleźli jeden z egzemplarzy tego wyjątkowego modelu. Auto jest w kiepskim stanie, ale ma pewną historię i poprawny numer nadwozia (770100). Jak ustalono, jego pierwszym posiadaczem był kierowca wyścigowy – Peter Kaye-Eddie.

Właśnie trwa renowacja tego ciekawego samochodu. Efekty działań grupy, w której są osoby pracujące dekady temu nad tworzeniem 530 MLE, można zobaczyć po wpisaniu hashtagu #bmw530mle w mediach społecznościowych.

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Skomentuj artykuł