w ,

Volkswagen Amarok 2.0 BiTDI Highline – Just a rock

Amarok w języku Eskimosów znaczy ?Wilk?. Mnie, zwalista sylwetka nowego pick-upa z koncernu Volkswagena z tym zwierzęciem na pewno się nie kojarzy. Zwalisty Amarok prezentuje się bowiem niczym skała – i na co dzień właśnie taki jest.

 

To trzecie tego typu auto niemieckiego koncernu. W roku 1979 rozpoczęto produkcję bazującego na Golfie I modelu Caddy Pick-Up. W RPA zakończono ją zaledwie rok temu. Drugi pick-up powstawał gdzieś w dalekiej Japonii i z niemiecką firmą łączył go w zasadzie znaczek. Do tego był malutki, typowo azjatycki i rynku nie zdobył. Tym razem, nowy gracz Volkswagena wygląda mocarnie, jak typowe amerykańskie pick-upy. Jego rynkiem docelowym miała być Ameryka Północna, ale od pewnego czasu żaden szanujący się koncern nie może sobie pozwolić na ?pick-upową? lukę produktową w Europie. Szczególnie, że auta tego typu są na Starym Kontynencie coraz popularniejsze. Także w Polsce, gdzie od ceny pick-upa można odliczyć cały VAT.

 

Z zewnątrz?
Pick-up nie musi być piękny. Służy wszak do ciężkiej pracy. No ale jak już jest, to wcale mu nie szkodzi. Dzięki ?mocnej? sylwetce niemiecki pick-up ze słonecznego Meksyku wzbudza jak najlepsze skojarzenia. Jest potężny, czyli bezpieczny a przy okazji – ładny i nieudziwniony. Ma być ?praktisz, kwadratisz gut? i… jest ? wszystko według sprawdzonego, niemieckiego standardu. Typowa sylwetka, kształtna pięcioosobowa kabina z czterema drzwiami, orurowania dodające autu agresywnie terenowego wyglądu i w zasadzie tyle.

 

W tego typu samochodach najważniejsza jest jednak ?paka? ładunkowa. Ta w Amaroku mieści 2500 litrów. Jest wyłożona wytrzymałą, plastikową matą i łatwo ją wyczyścić lub po prostu umyć zwykłym wężem ogrodowym.

 

? i w środku
Także we wnętrzu nie ma bajerów. Jest prosto i bardzo funkcjonalnie. Jedynym przejawem luksusu jest uchwyt na kubek z kawą, który można przełożyć bliżej lub dalej od kierowcy. Tablica i panel środkowy, znane z innych Volkswagenów a więc o jakimkolwiek braku ergonomii mowy być nie może. Wszystko duże, czytelne i? standardowe.

 

Fotele i tylna kanapa są wygodne i dostatecznie sprężyste, aby po całym dniu ?powożenia? bez bólu opuścić kabinę. Na brak miejsca też narzekać nie można. Do środka da się bez trudu zapakować 5 kowbojów (nawet z siodłami).

 

Auto dysponuje tez całą masą tak przydatnych ?w robocie? schowków. Do dyspozycji mamy spore kieszenie w drzwiach, szuflady pod fotelami oraz tradycyjny zamykany schowek i dwie półki w desce rozdzielczej. W górnej części zamontowano dodatkowo gniazdko, które znacznie ułatwi podłączenie nawigacji. W aucie nie ma oczywiście tradycyjnego bagażnika. Zastępuje go możliwość podniesienia tylnych siedzeń, które można złożyć asymetrycznie, a powstałą przestrzeń wykorzystać do przewozu kabinowego cargo.

 

Dwa łyki arytmetyki
Jak już pisałem na wstępie, Amarok wygląda imponująco. Mierzy bowiem 5254 mm długości, 1944 mm szerokości i 1834 mm wysokości. Kąt natarcia wynosi 28 stopni, zjazdu 23,6 stopnia, a rampowy ? 23 stopnie. Do tego auto może pociągnąć przyczepę o masie 2800 kg z hamulcem lub 750 kg bez hamulca najazdowego.

 

Technologia
Pod maską testowego auta pracował 163-konny (przy 4000 obrotach) dwulitrowy diesel biturbo generujący aż 400 Nm (już od 1500 obrotów). Motor nie jest nowością, ale ciągle świetnie się sprawdza w autach koncernu Volkswagena. Według katalogu, powinien konsumować 9,7 litra w ruchu miejskim, 7 litrów w trasie i około 8 litrów średnio. I w zasadzie, bez włączonej klimatyzacji i z napędem tylko na jedna oś, tyle konsumował. Dodam jeszcze, że w średnio trudnym ternie, Amarok palił około 10 litrów, co jest wynikiem bardzo dobrym.

 

Auto, o czym wspomnieliśmy wyżej miało napęd na obie osie. Można je jednak zamówić z trzema rodzajami napędu: na oś tylną oraz na dwie osie, ale z dwoma różnymi mechanizmami: lepkościowym Haldexem albo mechanizmem Thorsen. W opinii fachowców (i mojej także), do off-roadu ten trzeci rodzaj napędu jest najlepiej przystosowany. Ale, jeżeli auto nie będzie pracowało w ekstremalnie ciężkich warunkach, to zwykły Haldex też da sobie z Amarokiem radę. Jest przy tym tańszy w zakupie i eksploatacji.

 

Amaroka naszpikowano elektroniką. Jest więc wszystko, co w takim aucie przydać się może. System kontroli zjazdu pozwala bezpiecznie pokonywać najbardziej strome wzniesienia. Nawet jeśli niewprawiony do jazdy w terenie kierowca ?zadusi? silnik, hamulce wciąż będą powoli i bezpiecznie opuszczać samochód na dół. Aby dezaktywować system trzeba wyjąć kluczyk ze stacyjki. Urządzenie działa do prędkości 30 km/h, zarówno podczas jazdy do przodu, jak i do tyłu.

 

Kolejny elektroniczny system pomoże nam ruszyć ze wzniesienia. Gdy na nim stoimy, możemy zdjąć nogę z hamulca. Następnie mamy 2,5 sekundy na zwolnienie sprzęgła. Resztę załatwi wysoki moment obrotowy. Terenowego Volkswagena zaopatrzono także w off-roadowy system ABS, znacznie skracający drogę hamowania na nawierzchni pokrytej kamieniami, żwirem lub piaskiem.

 

Wrażenia z jazdy
W terenie Amarok spisuje się idealnie. Nie jest to jednak samochód typowo terenowy. Wprawdzie napęd na przednie koła dołącza mechanizm thorsen, ale pick-up od VW jest maszyną roboczą z możliwością (!) jazdy w trudnym terenie. I jako takie, jest wynikiem kompromisu. Oznacza to mniej więcej tyle, że prawie z każdego błota się wykopie i prawie pod każdą górę podjedzie. Ale ?prawie?, jak wiadomo, może czynić różnicę

 

Podczas jazdy, aerodynamika pokazuje, że pojazd o finezji stodoły z pionowo zakończoną tylną ścianą kabiny i uskokiem skrzyni ładunkowej nie może być szczególnie cichy przy prędkościach powyżej 120 km/h. I na pewno nie jest to osobowa bulwarówka. Cudów nie ma. Wyraźnie słychać nie tylko szum powietrza, ale również koła i silnik. Trzeba jednak przyznać, że Amarok jest dużo bardziej komfortowy dla kierowcy i pasażerów od Toyoty Hilux i Isuzu D-Maxa.

 

Okiem przedsiębiorcy
Dla kogo przeznaczono Amaroka? Dla każdego, kto potrzebuje potężnego auta do ciężkiej pracy w trudnym ternie. Auto ma bowiem pojemną przestrzeń ładunkową, może do tego ciągnąć sporych rozmiarów przyczepę. Ceny auta zaczynają się od około 80 tys. złotych, a kończą powyżej 150 tys. Tyle kosztował testowy, wszystko mający Amarok Highline.

 

Osoby zainteresowane zakupem mogą zdecydować się na kredyt lub leasing realizowany poprzez Volkswagen Bank w salonie sprzedaży. Kredyt, aż 3 rodzaje, w zależności od preferencji: Kredyt Niska Rata, Wygodna Spłata lub dopasowane rozwiązanie. Leasing także realizowany jest poprzez Volkswagen Bank ? okres finansowania trwa od 24 do 60 miesięcy przy wpłacie własnej od 10 do 45%.

 

Podsumowanie
VW Amarok to obok wspomnianych Isuzu D-Maxa i Toyoty Hilux najmocniejszy gracz na krajowym rynku pick-upów. Niemcy nie proponują wprawdzie tyle opcji nadwoziowych, co Japończycy, ale pozwalający na przewiezienie sporego ładunku, przyczepy i pięciu osób w komfortowych warunkach samochód jest doskonałą propozycją dla firm z branży budowlanej. No bo ten VAT…

 

Tekst i zdjęcia: Artur Balwisz

 

Napisane przez Rafał Łakus

Jeden komentarz

Dodaj odpowiedź
  1. całkiem niezły, choć wg mnie lepszy w tej klasie jest wspomniany isuzu, bardziej odpowiada mi silnik w d-maxie i spalanei trochę mniejsze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mazda 3 MPS otrzyma napęd na cztery koła

Nowa seria słuchawek Panasonic HX