VW Beetle 1,2 TSI – Powrót do korzeni | NaMasce

VW Beetle 1,2 TSI – Powrót do korzeni

1

Trzecia generacja Garbusa, zwanego teraz lifestylowo „Bitlem”, debiutowała w ubiegłym roku. Zapewne nigdy nie powtórzy sukcesu pierwszej generacji (nie ta cena), ale powinien sprzedawać się lepiej, niż jego poprzednik.

 

Garbus pierwszej generacji, genialne w swej prostocie jajo profesora Ferdynanda Porsche, sprzedał się w ponad 21 milionach sztuk. Był bowiem tani i niezawodny. Druga generacja, wyglądała na żarcik z legendy. Było zbyt… metroseksualnie i drażniło nie tylko fanów marki. Tych ostatnich, do szalu doprowadzał wazonik na kwiatuszka na desce i tylna kanapa mieszcząca wygodnie… laptopa albo psa wielkości „jamnik średni”. Trzecia generacja to zdecydowanie nawiązanie do legendy.

 

Karoseria
Tak, Beetle jest wreszcie podobny do Garbusa, a przy okazji do Porsche 356, czyli popularnej miednicy. Ma podobnie zawadiackie spojrzenie wyłupiastych reflektorów oraz dach „lekko na bakier” niczym czapka cyklistówka. Krótko mówiąc, Chrabąszcz nr III jest uroczy. I tyle. Jeśli dodamy do tego tylny sportowy spoilerek, koła plus kołpaki „z epoki” to w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Ale nie ma też o czym mówić, bo Beetle jaki jest, każdy widzi.

 

Wnętrze
Kabina godna exterieru. Ponieważ auto należy do kategorii gwiazda motodesignu, inaczej być nie mogło. Zegary, znane z innych modeli, wkomponowano w plastik w kolorze nadwozia. Identycznie zresztą jest z panelem środkowym Prosty zabieg stylistyczny, a efekt, rewelacyjny. Sterowanie klimatyzacją i lewarek zmiany biegów nie łączą się z tym, od radia i nawigacji. Im też dołożono kilka smaczków stylistycznych. Do tego schowek (niestety, niezbyt pojemny) ze srebrnym przyciskiem otwierania i wyszło świetnie, a do tego bez barokowej przesady.

 

Jako były posiadacz Garbusa I generacji, pamiętam udrękę jaką było wsiadanie na tylną kanapę. Ten sam problem miał Betele II generacji. Tym razem koncern VW wyciągnął wnioski i… nareszcie do tyłu nowego Chrabąszcza wsiadamy bez konieczności zgłębiania tajników jogi. Ba, miejsca jest tam tyle, że na nieźle wyprofilowanych fotelach daje się podróżować. Osobom o konwencjonalnych gabarytach nie zabraknie na tylnej kanapie miejsca ani na głowę, ani na nogi.

 

Technika
Beetle jest autem z pogranicza segmentów B i C. Ma prawie 4,3 metra długości, 1,8 metra szerokości i prawie 1,5 metra wysokości. Do tego nieco ponad 2,5 metra rozstawu osi. Jednak pojemność kabiny ogranicza nieco linia dachu. Stąd moje zastrzeżenie, że podróżować z tyłu mogą osoby o standardowych wymiarach. Także bagażnik w tym aucie do przepastnych nie należy. Pomieści 310 litrów albo nieco ponad 900 przy złożonych fotelach, ale przestrzeń bagażowa nie jest zbyt głęboka. Rada? No cóż, relingi i bagażnik zewnętrzny. Inaczej załadunek i wózek, nawet spacerówka, mogą nie wejść…

 

Pod maską auta mogą pracować 3 silniki benzynowe TSI (105, 160 i 200-konne) oraz 2 diesle TDI o mocy 105 i 140 koni. My testowaliśmy najsłabszego „benzyniaka”. Najsłabszy nie znaczy słaby. 105 koni wbrew pozorom radziło sobie z niezbyt lekkim autem nadspodziewanie dobrze. Nie, żeby do razu gumki „poupalać”, ale w trasie TIR-a wyprzedzimy bez strachu. Czyli, nieźle. Ale, w naszej opinii lepsza opcja to 140 KM w dieslu. Poczciwy „klekocik” ma spory moment obrotowy i przy nikłym apetycie na paliwo całkiem sprawnie przyspiesza.

 

By the way, apetyt na paliwo. Nasza testówka według katalogu miała palić 7,5 litra w mieście, 5 litrów na trasie i około 6 litrów w cyklu mieszanym. Nasze wyniki są równo litr gorsze, niż te katalogowe. Tylko, że my jeździliśmy w realnym świecie…

 

Wrażenia z jazdy
Auto prowadzi się doskonale. Stąd moje wcześniejsze odniesienie do Porsche. Naprawdę powiadam wam, nie jest to stwierdzenie na wyrost. Jedyne zastrzeżenie to… 105 koni. Ale przy manualnej skrzyni dało się z tym żyć. Producent powinien jednak zamontować na desce każdego 105-konnego „benzyniaka” kontrolkę z napisem: „obroty głupcze”, bo dopiero przy około 3 tysiącach, auto chce jechać. Że nieco więcej pali, no cóż. Nie ma róży bez… ognia. A może odwrotnie…

 

Dzięki niskiej, aerodynamicznej sylwetce Beetle świetnie czuje się w zakrętach. Zawieszenie zestrojone na twardo, nie ma absolutnie żadnych narowów. Auto nawet ostro potraktowane w jeszcze ostrzejszym łuku nie ma tendencji „gubienia” zadanego toru jazdy.

 

Okiem przedsiębiorcy
Dla kogo jest to auto? No cóż, na pewno nie do wożenia czegoś więcej niż właściciel i jego pasażerowie. W bagażnik wejdą kije golfowe i dwie walizki „kabinówki”. Auto daje jednak prestiż. A tak, prestiż. Choć to „tylko” Volkswagen. Za to taki z górnej półki, bo kosztujący podobnie jak Audi A3. No właśnie, ceny – Beetle kosztuje od około 71 do… 105 tysięcy. I to nie jest cena okazyjna. Dlaczego aż tyle? Wiadomo, bajecznie wyposażenie, legenda, design.

 

Zakup auta można sfinalizować w salonie przez Volkswagen Bank Polska. W przypadku kredytu, oprocentowanie wynosi od 2,99% do 5,99% w zależności od liczby rat, (od 12 do 84) lub poprzez leasing 109% od 24 do 60 miesięcy przy 10% opłacie własnej. W ramach bonusu otrzymamy ubezpieczenie pakietowe 2,9%

 

Podsumowanie
W krótkich, żołnierskich słowach Volkswagen Beetle to świetne, designerskie auto. Czy jest warte tyle, na ile wycenił go producent? Nie jestem stanie odpowiedzieć na to pytanie. Dotykanie legendy musi kosztować? Czy aż tyle? No cóż, skoro są nabywcy, to pewnie tak…

 

Autor i zdjęcia: Artur Balwisz

 

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

1 komentarz

  1. Avatar

    Jakie korzenie? Puszka może i podobna do tej z minionego wieku, ale nie silnik. To już nie jest ten kultowy „pyrkoczący” benzyniak, który przeżyje i ciebie i twoje dzieci. Rozrząd w twoim super TSI rozsypie się szybciej niż opanujesz sztukę ecodryvingu. Takie czasy, takie VW…

Skomentuj artykuł