MINI John Cooper Works - Mały, ale wariat! - NaMasce

MINI John Cooper Works – Mały, ale wariat!

0

Zakup auta miejskiego jest związany ze ściśle ustalonymi celami. Przeważnie dotyczą one codziennej poręczności i niewielkich kosztów. Są jednak tacy klienci, którzy oczekują czegoś skrajnie innego – wrażeń i emocji. Czy jednak w segmencie B da się je zaspokoić? A i owszem, da. Poznajcie MINI John Cooper Works!

Karoseria
Właśnie tak wygląda biżuteryjność w stylu retro. Brytyjski zawadiaka kipi swoją innością z każdej strony. Pierwsze, co rzuca się w oczy to żółty lakier uzupełniony czarnymi pasami – szybkie połączenie… Potem można dostrzec elementy wpływające na muskularność karoserii . Są to przede wszystkim sportowe zderzaki, nakładki na progi, tylna lotka i charakterystyczne felgi. Nie zabrakło również dwóch, centralnie umieszczonych końcówek wydechu, które zdradzają, że nie jest to byle jaki sportowiec.

Wnętrze
Oryginalność widać także we wnętrzu. Kokpit jest jedyny w swoim rodzaju. Projekt wygląda bardzo ciekawie i tylko na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowany. Rolę centrum dowodzenia pełni ekran zintegrowany z panelem multimedialnym znany z BMW – bardzo wygodna rzecz. Jeśli chodzi o jakość materiałów wykończeniowych, nie sposób narzekać – uległa ona znacznej poprawie w porównaniu do poprzedniej generacji. Wyróżnikiem tej wersji są dodatkowe wskaźniki umieszczone na podszybiu (ciśnienie doładowania, ciśnienie oleju, lap timer), sportowe fotele, aluminiowe pedały i obszycia czerwoną nicią, które można znaleźć na świetnie leżącej w dłoniach kierownicy.

Zajęcie odpowiedniej pozycji nie stanowi najmniejszego problemu. Siedziska mają spory zakres regulacji i można je osadzić naprawdę nisko, co spodoba się kierowcom o sportowym zacięciu. Fajnym pomysłem jest połączenie kolumny kierowniczej z zegarami. Dzięki temu rozwiązaniu w każdej konfiguracji widać wszystkie wskazania. W drugim rzędzie jest natomiast ciasno, nawet jak na ten segment. Jeśli jednak osoby z pierwszego rzędu będą wyrozumiałe, to z tyłu zmieszczą się jeszcze dwie istoty średniego wzrostu.

Większą wadą praktyczną MINI jest skromny bagażnik. Dysponuje on pojemnością 211 litrów, co oznacza, że do rekordu w tej klasie sporo brakuje. Aczkolwiek należy mu oddać to, iż ma regularne kształty, szeroki otwór i podwójną podłogę, która umożliwia rozdzielenie bagażu. Po złożeniu tylnych miejsc przestrzeń załadunkowa rośnie natomiast do 731 litrów.

Technologia
Po podniesieniu sporej maski ukazuje sie całkiem interesujący widok. Mieszka tu bowiem 2-litrowa, doładowana jednostka benzynowa, która generuje 231 KM (przy 5200-6000 obr./min.) i 320 Nm (przy 1250-4800 obr./min). Współpracuje z nią 6-biegowa przekładnia automatyczna, dzięki której wszystkie argumenty trafiają na oś przednią. Mimo dość dużej masy (1280 kg), MINI JCW osiąga pierwszą setkę w zaledwie 6,1 sekundy i rozpędza się do 246 km/h. Praktycznie żaden konkurent nie oferuje takich rezultatów. Co więcej, auto potrafi być całkiem oszczędne. Delikatne obchodzenie się z pedałem gazu i umiejętność przewidywania sytuacji na drogach pozwala na uzyskanie około 7,2 litra w cyklu mieszanym. Ostre traktowanie będzie natomiast oznaczać wynik w okolicach 10 litrów.

Wrażenia z jazdy
Mały, ale wariat – tak można najkrócej zdefiniować ten model. Wersja JCW czyni z MINI-aka jeszcze skuteczniejszą zabawkę. Inżynierowie popracowali nad zestrojeniem zawieszenia (kolumny MacPhersona z przodu, układ wielowahaczowy z tyłu), które na krętych drogach spisuje się po prostu genialnie. Idzie z nim w parze bardzo bezpośredni układ kierowniczy, który wzorowo informuje o tym, co dzieje się z przednią osią pojazdu. Godny uwagi jest także brak przesadnej podsterowności, która jest charakterystyczna dla wszystkich przednionapędówek.

Charakter auta jest więc bezdyskusyjnie sportowy. Czy coś go zaburza? Nie do końca wiem, czy najlepszym rozwiązaniem jest tu skrzynia automatyczna. Zrozumiałe jest to, że czasy się zmieniają i tego typu konstrukcje są dopracowane pod niemal każdym względem (tak też jest w tym przypadku), ale przekładnia manualna bardziej pasowałaby do charakteru miejskiego sportowca. Z drugiej jednak strony, automat nie ogranicza osiągów, ma łopatki za kierownicą i zwiększa wygodę podczas codziennej eksploatacji. Coś za coś.

Bezkompromisowość JCW zdradza również sposób tłumienia nierówności. Auto jest po prostu twarde, co daje się we znaki wszystkim podróżnym. Na pochwałę zasługuje natomiast całkiem niezła zwrotność i dobra widoczność ułatwiające manewrowanie na zatłoczonych parkingach. Godne uwagi jest również wyciszenie kabiny, które skutecznie oddziela kierowcę od świata zewnętrznego. W MINI praktycznie nie czuć prędkości, co w miejskich autach jest czymś niespotykanym.

Okiem przedsiębiorcy
I teraz zaczyna się zabawa. Podstawowe, 3-drzwiowe MINI kosztuje 80 200 zł. Ta kwota wystarcza na odmianę ONE ze 100-konnym silnikiem pod maską. Tu jednak bierze udział topowy wariant. Ile więc kosztuje John Cooper Works? Przynajmniej 133 700 zł. Prezentowany egzemplarz wyposażony w wiele opcji, to natomiast wydatek około 170 tysięcy złotych. Miejskie hot hatche zwykłych marek kosztują prawie dwa razy mniej…

Zakup tak drogiego mieszczucha w wielu przypadkach będzie więc realizowany przy pomocy kredytu. W takich przypadkach MINI oferuje umowę do nawet 120 miesięcy. Warto zaznaczyć, że istnieje także możliwość stworzenia tzw. raty balonowej. Z kolei przedsiębiorcy mogą zdecydować się na ofertę leasingową (finansową lub konsumencką) z umową na okres od 6/24 do 60 miesięcy.

Podsumowanie
Komu w zakręt, temu MINI. Wersja John Cooper Works potrafi dać ogromne pokłady frajdy z jazdy zostawiając w tyle praktycznie całą konkurencję. Jej wyjątkowy charakter podkreśla także cena, która dla wielu okaże się zaporowa. Fani marki uznają to jednak za zaletę, bo istnieje małe prawdopodobieństwo, że sąsiad kupi taki sam samochód.

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

8.5 8.5

Komu w zakręt, temu MINI. Wersja John Cooper Works potrafi dać ogromne pokłady frajdy z jazdy zostawiając w tyle praktycznie całą konkurencję. Jej wyjątkowy charakter podkreśla także cena, która dla wielu okaże się zaporowa. Fani marki uznają to jednak za zaletę, bo istnieje małe prawdopodobieństwo, że sąsiad kupi taki sam samochód.

  • 8.5
Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

Skomentuj artykuł