Isuzu D-Max 2,5 TD - Po prostu twardziel - NaMasce

Isuzu D-Max 2,5 TD – Po prostu twardziel

6

Isuzu to jeden z największych na świecie producentów aut użytkowych. Każde auto japońskiego producenta ma w genach ciężką pracę. Japońska firma przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się z Isuzu Gemini, autami, które w latach 80. można było kupić za waluty wymienialne (czyt. dolary) w Pewexie. Montowany wtedy silnik o pojemności 1,7 litra był niezniszczalny, palił około 4 litrów oleju napędowego i okazał się tak dobry, że do dziś w każdym silniku 1,7 koncernu GM można znaleźć jego geny.

 Ale produkcja aut osobowych to dla Isuzu epizod. Zyski od zawsze przynosiły japońskiej firmie ciężarówki, auta terenowe i pickupy, z których najbardziej znany, D-Max, świętował w ubiegłym roku 50. urodziny. I właśnie po urodzinach redakcja Namasce.pl testowała szacownego jubilata.

 

Karoseria
Wbrew pozorom, 50-latek trzyma się dobrze. Szczególnie, że po raz ósmy w swojej historii przeszedł kurację odmładzającą. I to bardzo gruntowną. W zasadzie, poza Toyotą Hiluxem, ciężkie pick-upy są nudne niczym flaki z olejem. Jeszcze poprzedni B-Max do aut specjalnie porywających nie należał. Ale „to se newrati”. Auto z okazji półwiecza obecności na rynku po prostu wyładniało. Zyskało znacznie poprzez odświeżoną, agresywną zarazem sportową sylwetkę. Spore wrażenie robi przód auta. Nowy grill zaakcentowano chromami. Lampy cofnęły się nieco na błotniki, a wlot powietrza pod masywnym zderzakiem nadaje mu sportowej lekkości. Tak, nowy D-Max może się podobać, choć tak naprawdę nikt od niego tego nie wymaga…

 

Wnętrze
Zmiany na „pięćdziesiątkę” dotknęły też wnętrze auta. Tym razem producent postawił na podwyższenie poziomu komfortu w kabinie, de facto, roboczego auta. Motyw przewodni – by siedziało się lepiej. I to zarówno kierowcy, jak i pasażerom. I jest lepiej i wygodniej. A przede wszystkim, wygodniej, bo to w autach przeznaczonych do ciężkiej pracy właśnie liczy się najbardziej. Przestronna kabina daje więcej miejsca zarówno siedzącym na przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie. Zaprojektowane na nowo, szersze drzwi i umieszczone na przednim słupku uchwyty czynią wsiadanie łatwiejszym. Komfortowe fotele, zapewniające niezłe trzymanie boczne, co wśród pick-upów jest rozwiązaniem bardzo rzadkim

 

Sporo zyskały też zegary i panel środkowy. Są po prostu czytelne, ergonomiczne i… ładne. Moje zdziwienie wzbudziły zarówno doskonałe materiały, którymi wykończono kabinę jak i ich spasowanie. Tzw. obce odgłosy, nawet w czasie jazdy w terenie są w aucie rzadkością, co dobrze wróży na przyszłość. Nikt przecież nie lubi, gdy plastiki są głośniejsze od silnika…

 

Technika
A` propos, silnik. W testowym Isuzu D-Max pracował dziarsko 2,5 litrowy turbodiesel z intercoolerem generujący 400 Nm od około 1700 obrotów. Napęd na tylne koła przenosiła automatyczna skrzynia biegów. Auto wyposażono w napęd 4WD. Pokrętłem umieszczonym obok lewarka automatycznej skrzyni biegów można było dołączyć napęd na przód bez blokady dyferencjału, także w czasie jazdy z prędkością do 100 km/h albo z blokadą, po zatrzymaniu pojazdu. To dość wygodne rozwiązanie, bo permanentny napęd na obie osie równa się spalanie wyższe nawet o 2 litry na 100 km.

 

D-Max to auto o imponujących parametrach. W zależności od długości kabiny, mierzy od 5315 mm (kabina krótka) lub 5300 mm (kabina długa). Pozostałe parametry są identyczne dla obu typów nadwozia. Rozstaw osi 3095 mm, wysokość bez relingów 1780 mm, a szerokość bez lusterek, 1860 mm. Ładowność auta wynosi 1105 kg lub 1055 kg, a maksymalna waga ciągniętej przyczepy to aż 3 tony! D-Maxem można więc przewozić ładunek o ciężarze niczym w małej ciężarówce. Zadziwiająco dobrze z takimi ładunkami radzi sobie 163 konny silnik.

 

Wrażenia z jazdy
Isuzu D-Max, pomimo gabarytów, jest autem wyjątkowo przyjemnym w prowadzeniu. Pomimo ciężarowego rodowodu, auto ma precyzyjny układ kierowniczy. Jeżeli nie zapomnimy, że to „tylnonapędowiec”, jazda D-Maxem może być naprawdę przyjemna. Szczególnie, że zawieszenie nie jest tak twarde, jak moglibyśmy się po dużym pick-upie spodziewać. Nasz test wypadł w czasie ostrego ataku zimy. Dzięki temu mogliśmy sprawdzić jak auto jeździ i ile naprawdę pali w załączonym permanentnie napędem na obie osie. Powiem tylko, że byliśmy przyjemnie rozczarowani. Według producenta auto ze skrzynią automatyczną konsumuje około 10 litrów w mieście, 7,3 na trasie i 8,4 w cyklu mieszanym. Z napędem na 4 koła, spaliło niecały litr więcej. Wynik, w naszej opinii lepiej niż dobry

 

Okiem przedsiębiorcy
Isuzu D-Max na pewno nie jest tzw. bulwarówką. To twardziel wywodzący się od niezawodnych aut ciężarowych. Jest stworzony do pracy, a więc dla biznesu. Szczególnie, że jako ciężarówka „załapuje się” na pełne odliczenie podatku VAT od zakupu auta, ale także od paliwa.

 

Kwestie finansowania zakupu auta można załatwić na miejscu u dealerów marki. Tak jak i bardzo korzystny pakiet ubezpieczeń i długą gwarancję. D-Max zakupiony w krajowej sieci dealerskiej jest objęty 5-letnią gwarancją z limitem 150 tys. kilometrów. I jest to obecnie najdłuższa tego typu opieka „pozakupowa” w tym segmence w Polsce.

 

Podsumowanie
Wszystko wskazuje na to, że Isuzu będzie chciało sprzedawać na polskim rynku nie tylko pick-upy. Ale D-Max jest forpocztą. Od tego, jak przyjmie się na rynku zależy dalszy los firmy w Polsce. Konkurencja nie jest zbyt wielka. W szranki z D-Maxem mogą stawać jedynie zbliżone wielkością Toyota Hilux i Ford Ranger. Ale D-Max jest od całej konkurencji tańszy. Ceny brutto auta zaczynają się od 87 tysięcy, a kończą na 132 tysiącach. A wspomniana konkurencja tak naprawdę od tego zaczyna…

 

Autor i zdjęcia: Artur Balwisz

 

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

6 komentarzy

  1. samochod jak marzenie, mało pali a jest bardzo wytrzymały, ładowny i przyjemny dla oka. Dla mnie kluczowy w podjęciu decyzji był silnik, a Isuzu jest z nich znane

  2. rzeczywiście, jeżeli chodzi o proporcję ceny do jakości to isuzu nie ma chyba sobie równych, w dużej mierze właśnie przez niesamowicie oszczędny silnik… drednio poniżej 8l/100 – z takim wynikiem to sporo osobowek ma problem

  3. dokładnie – nie dość, że najładniejszy to jeszcze zdecydowanie najlepsze oferty dają na niego. już za okolice 100tys. można nówkę na mocnym wypasie zamówić

  4. w tej chwili zdecydowanie najlepsza propozycja na rynku – gwarancja na 5 lat, komfort, ekonomia, niezłe prowadzenie i bardzo sensowna cena w porównaniu do konkurencji

Skomentuj artykuł