Grand Prix Rosji - dublet Mercedesa, wstyd Williamsa | NaMasce

Grand Prix Rosji – dublet Mercedesa, wstyd Williamsa

0

Formuła 1 znowu przyniosła całkiem sporo emocji. Z pozornie przewidywalnego wyścigu zrobiła się walka na strategie, które nie każdemu przyniosły szczęście.

Zwycięstwo odniósł Mercedes. Hamilton dojechał jako pierwszy, a tuż za nim znalazł się Bottas. Vettel, który miał największe szanse na utrzymanie pozycji lidera w Rosji (świetny start, dobre tempo i taki też pit stop), musiał odpuścić, bo silnik w jego samochodzie miał awarię i kontynuacja nie była możliwa. Trzecie miejsce przypadło Leclercowi, który nie do końca był zadowolony z początkowych poleceń zespołu – jego kolega był jednak wyraźnie szybszy i miało to sens. Dobrze pojechali kierowcy Red Bulla, który zajęli czwarte (Verstappen) i piąte (Albon) miejsca. Punktowali także: Sainz, Perez, Norris, Magnussen i Hulkenberg.

Poza Vettelem, byli też inni pechowcy. Wśród nich znalazł się Grosjean, który już na początku miał kontakt z Giovinazzim i stracił koło. W tej samej kolizji uczestniczył Ricciardo, który także nie ukończył wyścigu. I w tym miejscu dochodzimy do Williamsa…

Russell utrzymywał naprawdę niezłe tempo, ale na jednym z zakrętów wyleciał prosto w bandy. Trudno podejrzewać go o błąd w takim miejscu, dlatego najprawdopodobniej była to poważna usterka samochodu. Jeszcze większe zdziwienie dotyczyło Kubicy, któremu kazano zjechać do boksu, by wycofać się z rywalizacji. Polak był oczywiście zaskoczony tą decyzją i usłyszał przez radio, że zostanie to wyjaśnione po wyścigu. Oficjalny komunikat zespołu zasugerował, że było to podyktowane… chęcią zaoszczędzenia części. To pokazuje, czym jest Williams. Może byłoby najlepiej wycofać się z kolejnych wyścigów? Wtedy uda się zachować więcej podzespołów. Nie liczmy, że sytuacja się poprawi. Niestety, powrót Roberta był czymś pięknym, ale dziś możemy mówić o zmarnowaniu. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że będzie… trzeci powrót w przyszłym sezonie, bądź w 2021 roku.

 

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Skomentuj artykuł