Ford Edge 2019 - pierwsza jazda | NaMasce

Ford Edge 2019 – pierwsza jazda

2

Topowy SUV z polskiej oferty Forda doczekał się pierwszej kuracji odmładzającej. Czy była niezbędna? Polemizowałbym podając rozsądne argumenty, ale konkurencja nie śpi, ,dlatego amerykańska marka nie może osiadać na laurach i zapominać o unowocześnianiu któregokolwiek modelu. Jaki więc jest nowy Edge?

Zmiany stylistyczne nie są rewolucyjne, ale zdecydowanie widoczne. Reflektory mają teraz inny kształt, podobnie jak grill, który został przeprojektowany i zmniejszony. Z kolei zderzak wydaje się jeszcze bardziej masywny. Charakterystycznym elementem tylnej części karoserii była ledowa listwa łącząca lampy. Po liftingu już jej nie uświadczymy. Są za to nowe klosze, klapa i atrapy końcówek układu wydechowego. Summa summarum, Edge zyskał dawkę elegancji.

Największą nowością wnętrza jest nowy system multimedialny – to oczywiście SYNC3, który znamy już z innych modeli Forda. Poza tym, polepszyły się i tak już godne materiały wykończeniowe oraz ich spasowanie. Kierowcy mogą także liczyć na rozbudowany komputer pokładowy zintegrowany z zegarami i konsolę środkową, na której nie zabrakło fizycznych przycisków – dobrze, że nie powierzono wszystkiego „dotykowi”, który nie każdemu przypada do gustu.

Fotele są bardzo, ale to bardzo duże. Nie mają podparcia bocznego rodem z aut sportowych, ale oferują naprawdę wysoki komfort i szeroki zakres regulacji. Cieszą także funkcje podgrzewania, wentylowania i pamięci ustawień (3 konfiguracje). W drugim rzędzie nie zabraknie miejsca nawet wysokim pasażerom. Co istotne, istnieje możliwość zmiany kąta pochylenia oparcia. Nie bez znaczenia jest również obecność gniazdek 12V i 230V… Bagażnik oferuje natomiast 602 litry pojemności (do linii okien). Po złożeniu drugiego rzędu, jego zdolności rosną do 1847 litrów.

W gamie jednostek napędowych Edge’a znajdziemy tylko diesle z rodziny EcoBlue. Wszystkie mają 2 litry pojemności i zostały zintegrowane z 8-biegowymi przekładniami automatycznymi. Różnią się jednak mocą: 150, 190 i 238 KM. Najsłabszy wariant oferowany jest wyłącznie z napędem na przednią oś. Dwa pozostałe posiadają AWD.

Premierowe jazdy odbyłem za kierownicą topowej wersji silnikowej. Do tej pory flagowy SUV z polskiej oferty Forda nie dysponował taką mocą. I to czuć. Choć auto lekkie nie jest, potrafi przyspieszać do pierwszej setki w 9,6 sekundy i osiągać 216 km/h. To naprawdę przyzwoite wyniki. W przypadku zużycia paliwa, jest nieco mniej kolorowo. Obchodząc się ostrożnie z gazem w trasie, średnia wyniosła 9 litrów. W cyklu mieszanym powinniśmy spodziewać się ok. 10,5 litra na 100 km.

Mimo słusznych rozmiarów, Edge prowadzi się bardzo przyzwoicie. Układ kierowniczy jest precyzyjny i nie ma najmniejszych problemów, by się z nim zintegrować. Co ważne, tworzy dobry duet ze sprężystym zawieszeniem, które z jednej strony sprawnie tłumi nierówności, a z drugiej – nie pozwala na przesadne przechyły nadwozia. Na przyjemność z podróżowania wpływa też nowy zestaw audio B&O, który oferuje bardzo dobrą jakość dźwięku.

Warte uwagi są także systemy bezpieczeństwa. Najnowszy Edge potrafi sam parkować i utrzymywać się za poprzedzającym pojazdem (aktywny tempomat) oraz posiada asystentów monitorowania martwego pola, omijania przeszkód, ostrzegania przed kolizją i utrzymywania pasa ruchu. Informuje też o zbliżających się pojazdach podczas cofania. Wszystkie te elementy nie są gadżetami do pochwalenia się znajomym – mogą realnie zapobiec niebezpiecznym sytuacjom, których na naszych drogach nie brakuje.

Bazowy wariant Edge’a po liftingu kosztuje niewiele ponad 170 tysięcy złotych. W tej cenie otrzymujemy oczywiście podstawowe wyposażenie i 150-konną jednostkę napędową. Z drugiej strony cennika znajdziemy najmocniejszy silnik (238 KM), napęd AWD i wersje Vignale. Cena? Niemal 230 tysięcy złotych.

Edge został odświeżony w kilku aspektach i każda z modyfikacji wyszła mu na dobre. Istotną rolę odgrywa szereg systemów bezpieczeństwa, ale najciekawszym elementem pozostaje „mocniejsza oferta”. Klienci decydujący się na ten model rzadko sięgają po podstawowe konfiguracje, dlatego 240-konny wariant powinien znaleźć wielu zwolenników.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

2 komentarze

  1. Avatar

    Wyglada pięknie. Jest o wiele tanszy od konkurencji (Audi, BMW,) a posiada wszystko. Wybieram się Forda na przejażdżkę.

Skomentuj artykuł