w

Szef Citroena: Elektryfikacja aut stanowi zagrożenie

Citroen e-Berlingo
Szef Citroena: Elektryfikacja aut stanowi zagrożenie ekonomiczne

Sytuacja w przemyśle motoryzacyjnym wydaje się bardzo trudna. Świat jest niewiele ponad dekadę przed prawdziwą rewolucją, która może wywrócić aktualny porządek do góry nogami.

Słowa ważnych reprezentantów tego środowiska nie napawają optymizmem. Wśród nich jest Arnaud Ribault, szef Citroena w Europie, który twierdzi, że elektryfikacja stanowi „prawdziwe zagrożenie” dla aut budżetowych i ekonomicznych. I nie tylko.

Takie głosy pojawiają się coraz częściej po nagłośnieniu decyzji parlamentu Unii Europejskiej, która zakłada, że od 2035 roku zostanie wprowadzony zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych i hybrydowych. To oznacza, że w ofertach pozostaną tylko nowe auta w pełni elektryczne. Przynajmniej w teorii.

Szef Citroena: To naprawdę zagrożenie

Przyszłość jest niepewna i może zmienić podejście do samochodu. Arnaud Ribault udzielił wywiadu dla Autocar, gdzie stwierdził, że: „Elektryfikacja podniosła cenę samochodu tak bardzo, ze ludzi już na nie nie stać.  To realne zagrożenie nie tylko w przypadku Citroena”.

Problem dotyczy wszystkich producentów. Nikt nie ma dziś wyjścia – samochody mają nie emitować żadnych szkodliwych substancji. Nikt jednak nie mówi o stratach środowiskowych związanych z produkcją i utylizacją oraz problemach z użytkowaniem takich aut. Nie tylko w Polsce.

Tak gruntowna zmiana w przemyśle motoryzacyjnym wymagała od marek restrukturyzacji i ogromnych nakładów finansowych, które zostały przeniesione na finalną cenę produktu. Jak zwykle w takich przypadkach, zapłaci za to sam konsument.

Auto dobrem luksusowym?

Załóżmy, że plan Unii Europejskiej zostanie utrzymany. Co wtedy? Wyobraźmy sobie, że nie ma już kierowców korzystających z paliw płynnych (wycofanie aut spalinowych z dróg to kolejny krok). Czy państwowe koncerny stwierdzą, że to żadna strata? Oczywiście, że nie.

Gdzieś będzie trzeba znaleźć rekompensatę finansową. „Ratunek” znajdzie się najpewniej właśnie w energii elektrycznej. Krótko mówiąc, będziemy płacić za prąd znacznie więcej niż dziś. A jako że docelowo tylko auta elektryczne będą miały rację bytu, eksploatacja stanie się naprawdę kosztowna.

Na tym oczywiście nie koniec problemów. Złoża litu są ograniczone i mówi się o tym od dawna. A właśnie ten ważny surowiec jest konieczny do produkcji aktualnie stosowanych baterii. Jeżeli producenci wymyślą coś nowego, to spora gałąź przemysłu znów upadnie, a cena samochodu, jak to zwykle bywa, ponownie urośnie.

Szef Citroena wyraża zaniepokojenie
Jeżeli na rynku pozostaną tylko auta elektryczne na baterie litowo-jonowe, to należy spodziewać się wzrostu kosztów przy niewielkim zysku dla środowiska

Sama eksploatacja auta elektrycznego też bywa irytująca. Wszystko za sprawą czasu ładowania, który jest wielokrotnością okresu tankowania. W pewnym sensie cofamy się więc w rozwoju. Odporność konstrukcyjna też nie imponuje. Nawet stosunkowo niegroźna kolizja może poważnie uszkodzić układ baterii znajdujący się pod podłogą. Nietrudno zatem o „całkę”.

Samochody elektryczne mogą mieć sens, jeżeli korzystamy z nich w określonych, stałych warunkach: ładujemy u siebie lub za darmo „pod pracą” i nie potrzebujemy ich w nagłych sytuacjach. Nie są w stanie zastąpić aut spalinowych, bo ich eksploatacja jest znacznie bardziej uciążliwa.

Jeżeli użytkownik auta elektrycznego nie ma własnych, tanich źródeł ładowania (wallbox w garażu albo zwykłe gniazdko) i musi korzystać z komercyjnych stacji, to może okazać się, że tańsze będzie tankowanie pojazdu z silnikiem V6. I nie łudźmy się, że ceny spadną, gdy technologia pójdzie do przodu. Pamiętajmy, że auta elektryczne mają proste układy, co spowoduje spadek konieczności odwiedzania serwisu. Producenci będą musieli to wliczyć w koszty, czyli… do ceny modelu.

Wkrótce może okazać się, że auto zostanie dobrem luksusowym. Jeżeli rynek zostanie pozbawiony urozmaicenia technologicznego, zostaniemy uzależnieni od jednego typu pojazdów, które mogą być ekonomicznie niedostępne dla większości społeczeństwa.

Ekologiczne czy mniej szkodliwe? A alternatywy?

Warto przy tym zaznaczyć, że auta elektryczne na baterie litowo-jonowe nie są w pełni ekologiczne. Nie emitują szkodliwych substancji, ale ich produkcja też jest uciążliwa dla natury. Krótko mówiąc, w całym „cyklu życia”, są szkodliwe dla środowiska, choć mniej, niż te spalinowe. Pamiętajmy jednak, skąd pochodzi prąd w wielu krajach. Jeżeli energia, która zasila nasz samochód pochodzi ze spalania węgla, to jaki w tym sens? Wtedy nie ma mowy o jakichkolwiek zyskach środowiskowych.

Układ elektryczny zasilany wodorem wydaje się znacznie bardziej ekologiczny, ale tu pojawiają się inne komplikacje: kłopoty z produkcją, magazynowaniem i rozmiarami konstrukcyjnymi. Krótko mówiąc, z bateriami litowo-jonowymi jest znacznie łatwiej. Nie można jednak wykluczyć przełomu, który zrewolucjonizuje podejście do auta elektrycznego – w nie wiadomo którym kierunku.

Problem w tym, że ekologiczne lobby, które sprowokowało dzisiejszą sytuację doprowadziło do ogromnych inwestycji w tym zakresie. To oznacza, że nawet jeśli tęgie głowy wymyślą coś realnie ekologicznego i taniego, to nie oznacza natychmiastowego wprowadzenia na rynek. Co z tymi wszystkimi fabrykami, wyprodukowanymi autami, ładowarkami? No właśnie, środowisko jest ważne, ale każdy świadomy człowiek wie, że na szczycie tego całego łańcucha znajdują się, niestety, pieniądze.

 

Napisane przez Wojciech Krzemiński

Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym i przedsiębiorcą. Od 2012 roku prowadzę NaMasce.pl. Tworzę dla Was materiały o tematyce samochodowej i motocyklowej, ale też zaglądam do światów technologii, fotografii i biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wypadek na skuterze

Wywrotka skuterzysty. „Pomógł” mu jeden z kierowców (wideo)

Carlos Sainz

Grand Prix Wielkiej Brytanii 2022: Sainz ze zwycięstwem!