Niemiecki model użytkowy od dekad uchodzi za wzór w swojej klasie. Czy jego najnowsza generacja pozwoli utrzymać świetny wizerunek? Ma na to szanse, choć łatwo nie będzie.
I nie chodzi jedynie o konkurencję. Marka z Wolfsburga postanowiła ograniczyć koszty związane z rozwojem i produkcją, dlatego Volkswagen Transporter T7 został opracowany wraz z Fordem. To też oznacza, że jego bliźniakiem jest Ford Transit Custom.
Nie jest to zła wiadomość, ponieważ amerykański model był już w naszych rękach i okazał się dopracowaną konstrukcją. Problem w tym, że między tymi samochodami nie będzie na tyle dużych różnic, by debiutant mógł uchodzić za wyjątkowy model w swoim segmencie.

Projektanci starali się jednak utrzymać indywidualną tożsamość swojego legendarnego dostawczaka. Efektem tego jest oryginalnie wyglądający pas przedni z zadziornie spoglądającymi reflektorami (z ciemnym wypełnieniem, szerokim grillem i masywnym zderzakiem.
Tył jest oczywiście mocno ścięty, ale jego urozmaiceniami są reflektory z motywem litery „C” oraz klapa, w którą wkomponowano wyraźne przetłoczenia. Jak można się domyślać, nowy Transporter będzie dostępny w przeróżnych wersjach nadwoziowych.

Wśród nich znajduje się PanAmericana, która zapewnia najciekawszy design. Oprócz tego, można liczyć na klasyczny furgon, podwójną kabinę, wysoki dach i wersję z wydłużonym rozstawem osi. Jest zatem w czym wybierać.
We wnętrzu trudno szukać zaskoczeń. Większość elementów jest zbieżna z tymi, które są oferowane we wspomnianym Fordzie. Do dyspozycji kierowcy są cyfrowe wskaźniki osadzone na 12-calowym wyświetlaczu oraz ekran multimedialny o przekątnej 13 cali. Do tego dochodzą oczywiście liczne schowki, wnęki i kieszenie.
Volkswagen Transporter T7 – dane techniczne
W zależności od wersji nadwoziowej, Volkswagen Transporter T7 ma od 5050 do 5450 milimetrów długości i 3100 lub 3500 milimetrów rozstawu osi. W porównaniu do poprzednika, jest dłuższy i szerszy, a jego przestrzeń załadunkowa może mieć od 5,8 do 9 metrów sześciennych. Z kolei ładowność sięga 1330 kilogramów.
Miłośnicy diesla nie będą mieli powodu do narzekania. Do wyboru będą trzy warianty mocy, z których najsłabszy oddaje do dyspozycji 108 koni mechanicznych. Konfiguracje z tą jednostką oferują napęd na przednią oś lub opcjonalny układ 4×4.
Klienci mogą wybrać także układ hybrydowy typu plug-in, który został oparty na wolnossącym benzyniaku o pojemności 2,5 litra. Natomiast najdroższa będzie wersja elektryczna, która generuje 282 konie mechaniczne. Co ciekawe, początkowo ma być oferowana wyłącznie z napędem na tylne koła.
Volkswagen Transporter T7 jest już dostępny w Niemczech. Jego ceny startują od 43 768 euro – już z podatkiem VAT. Tyle trzeba zapłacić za podstawowy Furgon uzupełniony najsłabszą jednostką wysokoprężną.


