Polscy fani tej marki nie musieli za długo płakać za Avensisem, który nie doczekał się u nas nowej generacji. Do oferty dołączono jednak jeszcze większy model o wyższym poziomie wykończenia.
Toyota Camry, bo o niej mowa, okazała się strzałem w dziesiątkę. W pewnym momencie, popyt na nią wyraźnie przebijał podaż. Jest jednym z najpopularniejszych dużych sedanów nad Wisłą. Czy można mówić o zaskoczeniu?
W pewnym sensie tak, ponieważ mówimy o przedstawicielce segmentu E, czyli naprawdę dużym samochodzie. A nie od dziś wiadomo, że u nas dominują kompakty – hatchbacki, SUV-y i crossovery. Rozsądna oferta sprawiła jednak, że klienci zaczęli zmieniać swoje plany.
Mówiąc wprost, Camry można dostać w cenie nieźle wyposażonego Passata. Co więcej, bazowe wyposażenie jest naprawdę niezłe, dlatego kupno topowej wersji nie jest konieczne – szczególnie w przypadku pragmatycznych klientów.

Jeżeli chodzi o stylistykę, to trudno mówić o rewelacjach. Flagowa Toyota wygląda po prostu poprawnie. Nie ma w niej żadnych ciekawych motywów czy oryginalnych detali, ale też trudno przyczepić się do któregokolwiek elementu. Być może jest to sposób na spowolnienie procesu starzenia.
Toyota Camry wymaga sporego garażu lub miejsca parkingowego. Jak wynika z oficjalnych danych technicznych, ma 4885 milimetrów długości, 1840 milimetrów szerokości i 1445 milimetrów wysokości. Jej rozstaw osi to 2825 milimetrów.
Tylko jeden układ napędowy
Japoński producent postanowił ograniczyć ofertę do jednego układu napędowego. Jest to oczywiście hybryda typu HEV (samoładująca). Jej fundament to czterocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 2,5 litra. Generuje 178 koni mechanicznych i 221 niutonometrów.
Benzyniak nie pracuje jednak sam, bo wspiera go jednostka elektryczna, która oferuje 120 koni mechanicznych i 202 niutonometry. Z kolei potencjał systemowy tego układu to dokładnie 218 koni mechanicznych. I jest to moc wystarczająca biorąc pod uwagę przeznaczenie samochodu.
>Polacy uwielbiają ten japoński model. Jest tańszy, niż Toyota C-HR
Osiągi są przyzwoite. Przyspieszenie do setki trwa 8,3 sekundy. Z kolei prędkość maksymalna została elektronicznie ograniczona do 180 km/h. Najważniejsze pozostaje jednak zużycie paliwa. W cyklu mieszanym można zmieścić się w 6 litrach (w warunkach rzeczywistych), co jest godne rywalizacji z silnikami Diesla. I za to należą się niskie ukłony.
Na co użytkownicy Camry mogą kręcić nosem? Przede wszystkim na charakterystykę pracy przekładni eCVT. To konstrukcja bezstopniowa, która zdecydowanie nie lubi ostrzejszego traktowania. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że to niezawodny element. Jeśli dodamy do tego ogólny charakter tej Toyoty, to w sumie można przymknąć oko.
Toyota Camry – cena
Jak już wspomnieliśmy, układ napędowy jest jeden, co oznacza, że nie ma żadnego wyboru. Klient musi wziąć hybrydę opartą na 2,5-litrowym silniku benzynowym wspieranym przez jednostkę elektryczną. Koniec, kropka.
Wybór ogranicza się zatem do wersji wyposażenia. Aktualnie są trzy: Comfort, Prestige i Executive. I każda z nich została wyraźnie przeceniona. Dlaczego? Powód jest prosty. Wkrótce na rynek wyjedzie Toyota Camry po liftingu, która zastąpi tę prezentowaną.

Za odmianę Comfort trzeba zapłacić 169 600 złotych. Z kolei Prestige to wydatek 177 000 złotych. Natomiast najbogatsza konfiguracja o nazwie Executive została wyceniona na 189 100 złotych. I według nas najlepiej postawić na wariant kompromisowy.
Co oferuje Toyota Camry Prestige? W skład wyposażenia wchodzą m.in.: 18-calowe felgi aluminiowe, przyciemniane szyby, nawigacja satelitarna, dostęp bez kluczyka, skórzana tapicerka, ekran multimedialny z funkcjami Apple CarPlay i Android Auto, reflektory Bi-LED, pakiet asystentów bezpieczeństwa, inteligentny tempomat i automatyczna klimatyzacja.
W dobrej cenie można mieć rozsądnie wyposażonego, komfortowego i dużego sedana, który ponadprzeciętnie utrzymuje wartość. Jak wynika z analizy INFO-EKSPERT, wartość rezydualna Camry po trzech latach i 60 000 kilometrów przebiegu może wynosić 64,3 procenta. To świetny wynik.


