Niektóre samochody wyglądają, jak żywcem wyjęte z toru wyścigowego. Rzadko jednak są czymś więcej niż konceptami. Tym razem jednak mamy dla Was historię z lepszym zakończeniem.
Oto zupełnie nowy bolid, który będzie dopuszczony do ruchu drogowego. Poważnie. Jego design absolutnie nie sugeruje, że użytkownik będzie miał możliwość podjechać nim po bułki do sklepu. Przynajmniej teoretycznie…
Zacznijmy od marki, która dla wielu fanów motoryzacji może być czymś zupełnie nieznanym. Nazywa się Delage, a jej historia sięga początków XX wieku. Niektórych może zaskoczyć, że samochody tego producenta cieszyły się takim samym uznaniem, jak konkurenci z logo Ferrari czy Bugatti.

Firma zawiesiła jednak swoją działalność w latach 50. W końcu została wskrzeszona. Kiedy dokładnie? W 2019 roku. Jej dyrektorem generalnym jest znany i lubiany Laurent Tapie.
Nowy bolid z silnikiem V12
Na zdjęciach znajduje się pierwszy model po wznowieniu historii tej firmy. Oto Delage D12, który ma być jednym z najdoskonalszych samochodów sportowych w historii. Czy Mercedes-AMG Project One może czuć się zagrożony? W pewnym sensie tak.
Nie ma jednak mowy o walce rynkowej. W obu przypadkach mówimy o krótkiej serii. Podaż francuskiej maszyny ma sięgać zaledwie 30 egzemplarzy. To niewiele, jak na cały świat, ale wystarczająco dużo, by media zwróciły wzrok na D12.

Auto doczekało się już czterech sztuk. Wyprodukowanie wszystkich może potrwać nawet pięć lat. Ostatni szczęśliwcy na liście muszą więc uzbroić się w cierpliwość. Wydaje się jednak, że warto czekać.
Co wiemy o tym modelu? Jego sercem jest V12 o pojemności 7,6 litra. Wspiera je silnik elektryczny. Potencjał systemowy tego zestawu to 1100 koni mechanicznych i 1076 niutonometrów.

Karoseria tego pojazdu jest nie tylko piękna, ale też lekka. Nowy bolid francuskiej marki został w dużym stopniu wykonany z włókna węglowego. W jego wnętrzu znajduje się centralne miejsce, jak w jednomiejscowych maszynach wyścigowych.
>Mercedes-AMG GT Black Series kontra Project One. Absolutna deklasacja
Auto nie będzie w żadnym stopniu tolerancyjne. Ma być maksymalnie zbliżone do tego z Formuły 1. Nie otrzyma nawet stabilizatorów. Konstrukcja przypomina maszyny Mclarena i Ferrari startujące w Grand Prix w latach 90. Coś wspaniałego.
O cenie nie możemy jednak mówić tego samego. Delage D12 kosztuje w Stanach Zjednoczonych około 2,7 miliona euro. Znajduje się zatem w Top 50 najdroższych aut na świecie.


