Nie ma wątpliwości, że samochody elektryczne są najbliższą przyszłością motoryzacji. Czy będą w stanie w pełni zastąpić auta spalinowe? Dziś jeszcze nie, ale kto wie, co będzie za kilka lat.
Jednym z najbardziej popularnych samochodów na prąd jest Tesla Model 3. Wydaje się, że nie ma dla takiego auta lepszego sprawdzianu, niż intensywne użytkowanie związane z pracą taksówkarza. W takich warunkach można sprawdzić użyteczność, trwałość i jakość pojazdu.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mówimy o konkretnym egzemplarzu, a nie próbie na kilkuset sztukach. Ta historia pozwala jednak na wyciągnięcie pewnych wniosków, które mogą pomóc w uniknięciu problemów w innych samochodach elektrycznych.
Czy Tesla Model 3 to materiał na taksówkę?
Właścicielem auta jest pan Dobson, który na co dzień pracuje jako kierowca Ubera. Wcześniej jeździł Toyotą Camry, ale postanowił ją zamienić na lekko używaną Teslę Model 3 z 2019 roku, którą kupił za 53 tysiące dolarów. Wtedy jeszcze nie było takich obniżek w salonach amerykańskiej marki, co w pewnym stopniu tłumaczy tę kwotę.
Od czasu zakupu minęło kilkanaście miesięcy, dlatego kierowca pozwolił sobie na małe podsumowanie. W tym czasie zdołał zaoszczędzić aż 10 tysięcy dolarów na eksploatacji pojazdu.
Wynikało to z braku konieczności tankowania oraz ograniczonych prac serwisowych związanych z przeglądami. Auta elektryczne są prostsze w budowie i posiadają układy napędowe złożone ze znacznie mniejszej liczby elementów. I to są ich niewątpliwe zalety.
>Tesla Model 3 2024 bez tajemnic. Ma większy zasięg i unowocześniony design
Czas na mniej pozytywne informacje. Od lipca 2022 roku, taksówkarz przejechał 120 tysięcy mil, czyli około 193 tysiące kilometrów. Pracował sześć dni w tygodniu pokonując około 300 mil dziennie. Skutkowało to dwukrotnym doładowywaniem baterii każdego dnia.
Niestety, po 15 miesiącach jego jazdy okazało się, że akumulator odmówił posłuszeństwa. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że przy 150 tysiącach kilometrów przebiegu degradacja akumulatora wynosiła 11 procent. Producent sugeruje, że to mogła być wada baterii, która taki stopień degradacji powinna mieć przy znacznie wyższym przebiegu.
Pewnego razu Dobson naładował auto w nocy i rano dysponował zasięgiem 270 mil (432 kilometry), ale po doładowaniu w ciągu dnia komputer wskazał, że maksymalny dystans możliwy do pokonania to zaledwie 55 mil (88 kilometrów). Użytkownik udał się do serwisu, aby specjaliści zdiagnozowali problem.
Redukcja oszczędności
Mechanicy nie pozostawili złudzeń. Akumulator był do wymiany. To oznaczało koszt 9000 dolarów, czyli niemal wszystkie oszczędności eksploatacyjne zostały „wyzerowane”. Dobson zgodził się na usługę, by móc kontynuować pracę.
Wątpliwości wzbudziła jednak tylko roczna gwarancja na baterię. Taksówkarz ma więc podejrzenia, czy dostał nowy podzespół, czy jednak zregenerowany/odnowiony. Zauważył, ze jego Tesla Model 3 po serwisie zapewnia zasięg o 14 procent mniejszy, niż identyczny samochód z zupełnie nowym akumulatorem.

Producent zalecił, by akumulator był ładowany do 80 procent. To znacznie skraca proces jego degradacji, ale przy tym zmniejsza zasięg. Jest to zatem pewien dyskomfort użytkowania. Wszystkie kwestie związane z tą historią są opowiedziane w materiale na kanale Kim Java.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną kosztownej awarii. Specjaliści sugerują, że ma to związek z ładowaniem. Niewykluczone, że uzupełnianie energii do 100 procent było błędem. Niektórzy twierdzą, że powodem mogła być wzmożona częstotliwość ładowania w związku z wykonywaną pracą.
Tak czy inaczej, koncepcja aut elektrycznych powinna być wciąż rozwijana. Na tym etapie absolutnie bezsensownym pomysłem jest likwidacja samochodów spalinowych i hybrydowych. Układy napędowe na prąd nie są w stanie zastąpić tych konwencjonalnych. To rynek powinien więc zdecydować, co jest lepsze. Niestety, dziś decydują o tym politycy i ekologiczne lobby, czyli… pieniądze.



droga ta używka, droższa niż nówka w salonie
” Teslę Model 3 z 2019 roku, którą kupił za 53 tysiące dolarów. Wtedy jeszcze nie było takich obniżek w salonach amerykańskiej marki, co w pewnym stopniu tłumaczy tę kwotę.”
auta elektryczne są po To aby nadać niezmotoryzowanym prawa człowieka. dotychczas umierali przedwcześnie dla wygody kierowców. Zatem koszt eksploatacji takich aut jest morderczo wysoki, dlatego niezmotoryzowani nie mieli praw do zdrowia, spaliny są kierowane na nich gdyż kierowca nie kupił by auta które zabiera mu zdrowie, to zbyt drogo.
elektroqrestwo na śmietnik historii trafią szybciej niż się komu wydaję samochody które trują na potęgę taka jest prawda
Elektryki, to ślepa uliczka.
Wojciech Krzemiński
Przelicz te 300 mil/dziennie – doba jest zbyt krótka.
A taka izere będzie można ladowac na 130% i nic się nie stanie , cieniasy z Tesli
Powinieneś wykładać logikę na jakimś uniwerku!
Szmelc