Jak wynika z oficjalnych danych dotyczących sprzedaży, amerykański rynek motoryzacyjny ma się coraz lepiej. Świadczy o tym wzrost wynoszący 2,2 procenta. Skromnie, ale jednak do przodu.
To jednak nie oznacza, że wszyscy zyskują. Przykładem może być jeden z największych koncernów motoryzacyjnych na naszej planecie. Stellantis ma problem za oceanem, co wiąże się ze słabnącym popytem. W czym tkwi problem?
Sytuacja jest złożona. Dealerzy wskazują kilka poważnych czynników wpływających na wyniki poniżej oczekiwań. Istotne znaczenie ma tu strategia poszczególnych marek, która jest narzucona odgórnie.
Nic więc dziwnego, że przedstawiciele salonów samochodowych połączyli siły i postanowili zgłosić się do Carlosa Tavaresa, dyrektora generalnego Stellantis. Czy to przyniesie oczekiwane rezultaty? No cóż, jeśli tak, to na pewno nie od razu. Jest to proces długofalowy.
Stellantis ma problem
Sprzedaż marek należących do koncernu spadła na rynku amerykańskim o 16 procent w pierwszej połowie bieżącego roku. Ostatni kwartał oznaczał „zjazd” o 21 procent. To niepokojący trend, który może się utrzymać.
Dealerzy nie mają wątpliwości, że Stellantis ma problem z podażą. Skargi dotyczą przede wszystkim odebraniem możliwości zamówienia ważnych modeli, wśród których są takie tuzy, jak Jeep Grand Cherokee czy Wrangler.

Według przedstawicieli salonów, problemem są także przesadnie wysokie ceny. Polityka firmy jest w tym zakresie przesadnie optymistyczna, co skłania klientów do odwiedzania konkurencji. Pojawiły się więc pierwsze obniżki. Czy to wystarczy? Czas pokaże.
>Jeep Renegade z układem miękkiej hybrydy? Wciąż potrafi więcej, niż konkurenci
Kłopotów jest jeszcze więcej. Za jeden z najistotniejszych uważa się luki w gamie produktowej. Takie marki jak Chrysler, Dodge i Jeep mają za małą liczbę modeli, by rywalizować z kluczowymi konkurentami. Nowe pojazdy mają się pojawić w przeciągu kilku lat, ale to nie oznacza, że zainteresowani będą czekać.
Pozostaje wierzyć, że strategia Stellantis zostanie skorygowana i uda się wygenerować odpowiednie wzrosty. W tak dynamicznej, a zarazem wątpliwej sytuacji przemysłu motoryzacyjnego coraz trudniej cokolwiek przewidzieć.


