w

Paradoks norm emisji spalin. Małe spalinówki złe, ciężkie SUV-y dobre

Paradoks norm emisji spalin
Paradoks norm emisji spalin. Małe spalinówki złe, ciężkie SUV-y dobre

Nie uciekniemy od nowych technologii. I bardzo dobrze, jeśli mają one pozytywnie wpływać na świat. Problem w tym, że na ten moment trudno mówić o dużych korzyściach – zarówno tych ekologicznych, jak i ekonomicznych.

Prawo konstruowane „pod butem” ekologicznego lobby wydaje się fragmentami absurdalne. Nietrudno odnieść wrażenie, że to droga donikąd. Wszystko dzieje się zdecydowanie za szybko. Paradoks norm emisji spalin jest tego znakomitym przykładem.

O co w tym wszystkim chodzi? O zmniejszenie emisji szkodliwych tlenków i innych związków chemicznych –  z CO2 na czele. Co ciekawe, dziś mówimy tylko o bezpośrednim generowaniu spalin poprzez auta z konwencjonalnymi układami napędowymi.

To, że ich elektryczne odpowiedniki nie puszczają „dymka” z rury wydechowej, nie oznacza, że są przyjazne dla planety. Wystarczy spojrzeć na koszty środowiskowe związane z wydobyciem litu i samą produkcją. To oczywiście tylko ułamek problemu. Do tego dochodzą kwestie związane z odpornością baterii, ich wrażliwością i potencjalnymi skutkami pożarów.

>Zagrożona przyszłość Skody Fabii. Powodem normy Euro 7

Tak, pożary to zdecydowanie najbardziej „gorący” wątek całej dyskusji. Jak sugerują statystyki, auta elektryczne ulegają samozapłonom minimalnie rzadziej, niż te spalinowe. Skąd więc obawy? Trzeba wziąć pod uwagę dwa czynniki.

Po pierwsze, liczba aut na prąd jest zdecydowanie mniejsza – trudno więc o rzetelną (czyt. porównywalną) próbę w tym zakresie. Po drugie, większość z nich ma kilka lat. Co będzie, gdy pojazdy elektryczne będą eksploatowane w taki sposób i na taką skalę, jak te spalinowe? Czy 15-letni pojazd na prąd będzie użyteczny i wydajny? Już widzimy to całe oszczędzanie na serwisie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pożar auta elektrycznego jest niezwykle szkodliwy dla środowiska i wymaga bardziej skomplikowanych procedur, by został opanowany.

Paradoks norm emisji spalin

A teraz odkrycie godne największych naukowców: samochody przyjazne dla środowiska nie istnieją. Mogą być jednak mniej lub bardziej szkodliwe. Do jakiej grupy zaliczamy te elektryczne? Wbrew pozorom, nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Auto, które jest mniej szkodliwe dla środowiska to takie, które zużywa mniej energii (bez względu na jej pochodzenie) i jest po prostu niezawodne. Dlaczego? Mniej energii, to mniej obciążenia. Wyższy poziom niezawodności, to mniejsza konieczność stosowania części zamiennych, których produkcja też nie jest dobra dla natury.

>Unia Europejska złagodzi normy Euro 7. Rychło w czas

Jak łatwo wywnioskować, auto miejskie z małolitrażowym silnikiem spalinowym będzie więc znacznie mniej niszczyć środowisko, niż 2,5-tonowy SUV z silnikiem elektrycznym o mocy 500 koni mechanicznych. Paradoks norm emisji spalin polega na tym, że te pierwsze samochody nie zdołają przetrwać na rynku, a te drugie cieszą się coraz większym popytem.

I tu należy wspomnieć o prostej fizyce. Im cięższe auto, tym potencjalnie większe zużycie nie tylko energii elektrycznej, ale też ogumienia oraz układów hamulcowych. Czy pozostawianie drobin gumy i ścieranych klocków hamulcowych jest dobre dla fauny i flory? Odpowiedź jest oczywista.

Paradoks norm emisji spalin
Auta na prąd mogą przetrwać, mimo że ich część znaczniej obciąża środowisko, niż małe auta spalinowe z małolitrażowymi silnikami

Pozostawienie samochodów spalinowych, choćby z instalacjami gazowymi, byłoby na pewno lepsze nie tylko pod względem użytkowym, ale i środowiskowym. Kogo jednak obchodzi logika? No właśnie, nikogo, kto ma na tym zarobić. Producentom nie opłaca się tworzyć miejskiego modelu z niezawodnym, wolnossącym silnikiem, ale luksusowy SUV, najlepiej elektryczny, z ogromną mocą i taką też masą własną spełnia już wszystkie normy i nikt nie ma problemu, że stanowi duże obciążenie dla natury.

Skutki środowiskowe są oczywiste, podobnie zresztą jak te ekonomiczne. Wkrótce pojawią się dodatkowe opłaty za użytkowanie aut spalinowych. Politycy już głośno o tym mówią. Z kolei modele na baterie wciąż będą stosunkowo drogie, a wszystkie alternatywy mają być już wkrótce „wygaszone”. W efekcie należy spodziewać się zmniejszenia zainteresowania klientów.

>Niemiecki minister transportu nie chce cła na chińskie auta elektryczne. To już nawet nie jest śmieszne

Łatwo również dojść do wniosku, że chińskie marki (mające łatwiejszy dostęp do surowca i tańszą siłę roboczą) „pomogą” renomowanym firmom z Europy zawinąć swój biznes. Teoretycznie, przeciętny Polak i Niemiec mogą mieć to gdzieś, ale pamiętajmy, że nie chodzi o samą sprzedaż. Skutkami mogą być także problemy gospodarcze Starego Kontynentu, a co za tym idzie – utrata pracy w licznych sektorach, które są ze sobą powiązane.

Niektóre kraje i koncerny motoryzacyjne zaczęły już głośniej wyrażać sprzeciw wobec norm Euro 7, dlatego pojawił się plan złagodzenia przepisów. Nie zapominajmy jednak, że technologia na baterie litowo-jonowe została już wprowadzona i pochłonęła miliardy. Żeby mogła się zwrócić, musi z nami pobyć dłużej, niż kilka lat.

Nie jesteśmy zwolennikami teorii spiskowych, ale wydaje się, że nawet jeśli ktoś wymyśli wspaniałą, prawdziwie ekologiczną alternatywę dla aut elektrycznych we współczesnym wydaniu, to i tak nie zdoła się przebić w skali globalnej. A na pewno nie w najbliższym czasie. Należy zatem spodziewać się wzrostu popularności najmu krótkoterminowego…

Avatar photo

Napisane przez Wojciech Krzemiński

Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym i przedsiębiorcą. Od 2012 roku prowadzę NaMasce.pl. Tworzę dla Was materiały o tematyce samochodowej i motocyklowej, ale też zaglądam do światów technologii, fotografii i biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Toyota Epu Pick-up Concept 2023

Elektryczny pick-up Toyoty już w drodze. Czy ktoś tego potrzebował?

Mercedes Klasy E All Terrain

Mercedes Klasy E All Terrain – cena 2023. Diesel otwiera ofertę