Rynki rozwijające się mają nieco inną charakterystykę. Dotyczy to bardzo dużej liczby kategorii. Motoryzacja nie jest tu wyjątkiem.
Nie jest tajemnicą, że normy bezpieczeństwa, homologacyjne i emisji spalin to sprawy umowne, które są uzależnione od konkretnego rynku. Nie ma wątpliwości, że ten nowy 10-osobowy SUV nie miałby szans na powodzenie w Europie.
Określenie „nowy” oznacza, że to samochód debiutujący na tamtejszym rynku, co nie ma niczego wspólnego ze stopniem zaawansowania konstrukcyjnego. Pod tym drugim względem możemy mówić o relikcie przeszłości, który wygląda jak swego rodzaju współczesna wizja auta zaprojektowanego w Bloku Wschodnim.
Czas na konkrety. Nosi nazwę Force Citiline, co brzmi niemal militarnie. Pozory oczywiście mylą, ale to nie oznacza, że ten samochód nie ma wartości, którego go wyróżniają. Wręcz przeciwnie. Nie znamy normalnego, nawet dużego SUV-a, który oferowałby kabinę dla 10 osób.
10-osobowy SUV z czterema rzędami siedzeń
To nie jest żart. Force Citiline posiada kabinę z czterema rzędami w układzie 2+3+2+3. Prostokątna kubatura pozwoliła na wygospodarowanie przestrzeni, która umożliwia zmieszczenie dziesięciu dorosłych osób. Nie będą to koszykarze, ale jednak. Pierwsza drużyna piłkarska zmieści się prawie w całości. Najwyżej bramkarz dojedzie w samotności…

I kto wie, czy ten ostatni nie będzie najszczęśliwszym z całego składu. Stylistyka miała nawiązywać do G-Klasy, choć wyraźnie przedłużonej. Wyszło raczej karykaturalnie. Rozstaw osi w Force Citiline sięga 3050 milimetrów, a długość całkowita to 5120 milimetrów. Fakt, samochód jest duży, ale nie na tyle, by mówić o komfortowym i bezpiecznym środku transportu dla kierowcy i dziewięciu pasażerów.
>Indie. Samochód spadł z wiaduktu. Niezwykłe szczęście pieszej (wideo)
Wystarczy spojrzeć na rzut z tyłu i wziąć pod uwagę tamtejsze normy bezpieczeństwa, by zdawać sobie sprawę, że potencjalne zderzenie z jakąkolwiek 1,5-tonową przeszkodą, nawet przy skromnej prędkości, może okazać się tragiczne.

Bezpieczeństwo to także kwestia potencjału silnikowego. A ten jest, delikatnie mówiąc, ubogi. Sercem jest czterocylindrowy diesel o pojemności 2,6 litra konstrukcji Mercedesa. I nie byłoby w tym nic złego (to sprawdzona konstrukcja) gdyby nie jej moc wynosząca 90 koni mechanicznych i 250 niutonometrów. Przenoszeniem mocy zajmuje się pięciobiegowa skrzynia manualna. Wyobrażasz sobie wyprzedzanie z kompletem pasażerów albo jazdę po autostradzie takim autem? My też nie.
Na koniec pozostaje cena, która jak powszechnie wiadomo potrafi czynić cuda. Indyjski SUV kosztuje na rodzimym rynku 18 430 dolarów, co przy aktualnym kursie (4,29) oznacza wydatek około 79 tysięcy złotych. Fakt, w Polsce więcej kosztuje nawet Polo, ale coś nam się wydaje, że w niemieckim aucie miejskim można czuć się bezpieczniej – w każdych warunkach.



Czym to się różni od typowego busa do przewozu osób?
Diesel 90KM jest zły?
Ano tak, każdy recenzent samochodów, to zawsze pseudo rajdowiec i mało mu koni.
To ma być tani pojazd i tanio jechać. Na indyjskie drogi w zupełności wystarczy.
Z wyglądu przypomina Hyundaia Gallopera