Niemiecki producent pokazał światu swojego kolejnego dużego SUV-a. Choć jego nazwa jest zupełnie nowa, sama koncepcja nadwoziowa była już oferowana – także na polskim rynku.
Oto nowy Volkswagen Tayron. Fakt, mówimy o debiutancie, ale jest to tak naprawdę nowe wcielenie Tiguana Allspace. Marka z Wolfsburga postanowiła zmienić nomenklaturę, by nieco odróżnić od siebie te samochody. Tym samym zrobiła to samo, co Renault w przypadku Australa i Espace, które są podobnie spokrewnione.
Stylistyka tego samochodu też wydaje się oczywista. Pas przedni czerpie garściami z „krótszej wersji”, co oznacza charakterystyczne reflektory, dwie blendy LED i masywny zderzak. Ciekawostkę stanowi logo, które zostało podświetlone również z tej strony.

Tył też nie jest jakiś zaskakujący, choć świecąca listwa poprowadzona przez klapę bagażnika ma nieco inny kształt, niż w Tiguanie. Największe modernizacje ujawnia profil samochodu. Widać, że linie dachu i przeszkleń biegną nieco łagodniej od środkowego słupka. Tylny zwis nadwozia jest nieco większy.
Potwierdzają to wymiary samochodu. Nowy Volkswagen Tayron ma 4770 milimetrów długości (o 231 milimetrów więcej, niż w Tiguanie), 1852 milimetry szerokości, 1660 milimetrów wysokości oraz 2791 milimetrów rozstawu osi. Różnice są więc znaczące.
Volkswagen Tayron – wnętrze
Kabina wygląda bardzo znajomo, co też nie stanowi żadnego zaskoczenia. Kokpit jest ułożony z tych samych klocków, co w tym krótszym SUV-ie niemieckiej marki. Rolę centrum dowodzenia pełni dotykowy ekran multimedialny, który może mieć 15 cali.
Zegary są oczywiście cyfrowe i podobnie jak w innych Volkswagenach można je szeroko personalizować. Przed nimi znalazła się kierownica, która zachowała fizyczne przyciski. I to jest bardzo dobra wiadomość.

Kokpit został wykonany z takich samych materiałów, co oznacza dobrą jakość oraz staranne spasowanie. Nie bez znaczenia jest także estetyczne oświetlenie. Jedyne, co budzi mieszane uczucia, to plastikowy dekor od strony pasażera. Matowa, bardziej szlachetna struktura wyglądałaby w tym miejscu znacznie lepiej, ale to już kwestia gustu.
Volkswagen Tayron wyróżnia się oczywiście trzema rzędami siedzeń. Ostatnie dwa fotele są chowane w podłodze bagażnika. Podejrzewamy, że miejsca jest tam mniej, niż z przodu, ale lepiej je mieć, niż jeździć „na dwa razy”.

W konfiguracji siedmiomiejscowej, można liczyć na 345 litrów wolnej przestrzeni na bagaże, co stanowi naprawdę niezły rezultat przy tych gabarytach. Po złożeniu drugiego rzędu, jest już imponująco. Możliwości załadunkowe rosną do 885 litrów.
Na tym nie koniec, ponieważ można położyć również ten drugi rząd, co poskutkuje wzrostem pojemności do około 2000 litrów. A to zapewnia przewożenie sporych urządzeń AGD lub paczek ze sklepów meblowych.
Tayron – dane techniczne
Bez względu na wybór wersji napędowej, nowy Volkswagen Tayron występuje seryjnie z dwusprzęgłową skrzynią automatyczną. W przypadku wariantów plug-in, dysponuje ona sześcioma przełożeniami. W pozostałych konfiguracjach ma siedem biegów.
Wspomniane wersje PHEV oferują wyłącznie przedni napęd, podobnie jak podstawowe wersje spalinowe. Bazą będzie jednostka 1.5 eTSI generujący 150 koni mechanicznych i 250 niutonometrów. To miękka hybryda.

W ofercie znajdzie się także diesel 2.0 TDI – w dwóch wariantach. Ten słabszy ma 150 koni mechanicznych i 360 niutonometrów. Z kolei mocniejszy generuje 201 koni mechanicznych i 400 niutonometrów. Posiada także napęd na obie osie.
Volkswagen Tayron będzie dostępny również z jednostką 2.0 TSI. W podstawowym wydaniu ma wytwarzać 190 koni mechanicznych i 320 niutonometrów. W tym mocniejszym zaoferuje 260 koni mechanicznych i 400 niutonometrów.
Jeżeli chodzi o hybrydy plug-in, to mają oferować 200 lub 270 koni mechanicznych – w zależności od wersji. Obie bazują na 1,5-litrowej jednostce TSI, którą zintegrowano z silnikiem elektrycznym i akumulatorem trakcyjnym o pojemności 19,7 kWh. Ten ostatni ma zapewniać do 100 kilometrów zasięgu w trybie elektrycznym.


