Ten samochód dopiero trafia do świadomości potencjalnych nabywców. Jego najnowsze wcielenie stanowi duży krok naprzód – i to dla całej marki. Czy niemiecki SUV odniesie sukces na polskim rynku? Istnieje taka szansa, choć w mocno obsadzonym segmencie nie będzie miał łatwo. Dobrze, że cena nie jest zaporowa.
Zmiana warty
Prezentowany model doczekał się dwóch generacji. Ta poprzednia była produkowana w latach 2017-2024. Trudno jednak szukać podobieństw. I nie chodzi jedynie o stylistykę karoserii czy projekt wnętrza. Wydaje się, że to dwa zupełnie różne pojazdy.
Niemiecki SUV w najnowszym wydaniu jest znacznie większy. Różnica sięga niemal 20 centymetrów. To sprawia, że niektórzy widzą w nim klasę średnią, ale to wciąż kompakt, tyle że znajdujący się po drugiej stronie „stołu”.

Opel Grandland sprawia wrażenie solidnego samochodu. Został stworzony zgodnie z najnowszym językiem designu, co oznacza podobieństwo wybranych elementów do Astry. Uwydatnia to pas przedni z charakterystycznymi reflektorami i litym panelem zastępującym klasyczny grill.
Profil auta udowadnia, pokaźne rozmiary. I tu należy wspomnieć, że nowość ma 4650 milimetrów długości. To wyraźnie więcej, niż Citroen C5 Aircross, ale mniej od Peugeota 5008. To oznacza, że jest wystarczająco duży, by spełnić rodzinne oczekiwania.
Niemiecki SUV bez diesla
Brak jednostki wysokoprężnej to zdecydowany minus w przypadku tego auta. Przynależność do koncernu Stellantis mogłaby zaowocować posiadaniem w ofercie silnika BlueHDi (najlepiej dwulitrowego). Niestety, to powszechna tendencja, która nie podoba się purystom. Dotyczy to również blisko spokrewnionego Peugeota 3008.
Podstawowy napęd to miękka hybryda, której bazą jest doładowany benzyniak o pojemności 1,2 litra. To konstrukcja, która nie cieszy się dobrą opinią, ale po aktualizacji rozrządu i zamiany paska na łańcuch, oferuje znacznie wyższy poziom trwałości. Potencjał systemowy to 145 koni mechanicznych. Przenoszeniem mocy na przednią oś zajmuje się dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna o sześciu przełożeniach.

Wyżej pozycjonowana jest hybryda plug-in. Jej fundamentem jest doładowany silnik benzynowy o pojemności 1,6 litra. Wspiera go elektryczność, dzięki której potencjał systemowy to 195 koni mechanicznych. Przenoszeniem mocy na przednią oś zajmuje się siedmiobiegowy automat z dwoma sprzęgłami. Niemiecki SUV w takiej wersji pozwala na pokonanie około 80 kilometrów w trybie EV.
Nowy Opel Grandland dysponuje także elektrycznym układem napędowym – i to w czterech wydaniach. Dwa pierwsze mają tę samą moc (213 koni mechanicznych), ale zróżnicowane baterie: 73 kWh lub 82 kWh). Cennik obejmuje również wersję 230-konną z akumulatorem trakcyjnym o pojemności 98 kWh. Jest jeszcze 320-konna propozycja z napędem 4×4 i baterią 73 kWh.
Co oferuje Grandland drugiej generacji?
Wolelibyśmy nieco inne proporcje w ofercie silnikowej. Dwie wersje diesla mogłyby zastąpić tyle samo wariantów elektrycznych. Wtedy byłoby naprawdę świetnie. Niemniej jednak oferta otwierająca jest bardzo przyzwoita.

Nowy Grandland startuje od 136 700 zł, co wiąże się z promocją, która sięga 10 000 zł. Taka konfiguracja dysponuje układem miękkiej hybrydy o mocy 145 koni mechanicznych. Siedmiobiegowy automat jest standardem. Wyposażenie nosi nazwę Edition i obejmuje m.in.:
- grafitowe wstawki w zderzakach
- 19-calowe felgi ze stopów lekkich
- podświetloną nazwę marki na klapie bagażnika
- cyfrowe zegary (10 cali)
- ekran multimedialny (10 cali)
- wielofunkcyjną kierownicę
- fotele Intelli-Seat z regulacją w sześciu kierunkach
- dzieloną podłogę bagażnika
- dwustrefową klimatyzację
Niemiecki SUV to ciekawa alternatywa dla Kii Sportage i Mazdy CX-5. Ma największe wnętrze, eleganckie nadwozie i całkiem niezłe wyposażenie seryjne. Powinien zdobyć uznanie polskich klientów, choć i tak brakuje konwencjonalnych układów opartych na jednostkach czterocylindrowych.


