W sieci aż zawrzało. Siedmiokrotny Mistrz Świata Formuły 1 ponownie stał się głównym bohaterem wszystkim mediów zajmujących się sportem motorowym.
Lewis Hamilton jest od kilkunastu lat związany z ekipą Mercedesa. Zdobył z nią tytuły i stał się marką samą w sobie. Jego sukcesy przeszły do historii. Swoją legendą zrównał się, a może nawet przebił Michaela Schumachera.
Niewielu zdaje sobie sprawę, że utalentowany Brytyjczyk ma już 39 lat. Jest zaledwie dwa miesiące młodszy od Roberta Kubicy, a nikt go nie wysyła na emeryturę. Ciekawe, prawda? Alonso udowadnia, że przy dzisiejszych standardach w F1 wiek nie jest barierą, gdy ma się talent i dobrą formę fizyczną.
Wróćmy jednak do głównego wątku. Media ujawniły plotki, z których ma wynikać, że Lewis Hamilton przejdzie do Ferrari. Na zdementowanie tych informacji nie trzeba było długo czekać. Problem w tym, że w F1 to czas jest prawdą, a nie słowa. Takie „kłamstewka” zawsze są wybaczane, bo każdy traktuje je jako przykrywkę i elementy gry politycznej w padoku.
Lewis Hamilton może przejść do Ferrari
Teoretycznie, nikogo nie powinno to dziwić. Brytyjczyk wspomniał kiedyś, że byłoby dobrze w swojej karierze założyć czerwony kombinezon. To marzenia miał też wspomniany już Robert Kubica, który pochodzi z tego samego pokolenia wybitnych kierowców.
Hamilton ma już swoje lata i wielokrotnie mówi o swoich zróżnicowanych planach. Zajmuje się filmem, modą, social mediami oraz innych ciekawymi dziedzinami. Mówiąc wprost, nie jest to człowiek skupiony jedynie na jednej działalności. Jego karierowa dywersyfikacja jest wprost imponująca.

Lewis zapowiadał także opcję z przerwą od startów. Być może miał na myśli wstrzymanie swojej jazdy dla Mercedesa i pauzę do sezonu 2026, kiedy to nastąpią istotne zmiany regulaminowe, które mogą pozwolić na istotne przetasowania w stawce.
Mercedes nie trafił ostatnio z koncepcją bolidu i Hamilton od dwóch sezonów nie walczy o najwyższe pozycje. Praktycznie wszystko zgarnia Red Bull, który ma Verstappena i znakomity bolid. Czy to budzi frustrację? To wie już tylko sam Lewis.
Andretti czy Lewis Hamilton – kto „głośniejszy”?
A teraz skupmy się na tym, co już się wydarzyło. Przejście Hamiltona do Ferrari byłoby na pewno hitem tego roku, ale oprócz dementowania, pojawiły się wcześniej wypowiedzi wspierające jego współpracę z Mercedesem.
Brytyjski kierowca podkreślał, że dobrze mu w swoim zespole i nie zamierza zmieniać barw. Z kolei Toto Wolf, kluczowa postać w ekipie Mercedesa, jasno deklaruje, że chce zbudować bolid, by Hamilton mógł wygrywać. Już nawet nie szczypie się w język w kontekście Russella, który też ma ogromny talent. To jest team podporządkowany pod Lewisa i reszta musi to zaakceptować. Podobnie jest z Red Bullem i Verstappenem.
>Beton w F1? Andretti odrzucony!
Wczoraj natomiast odrzucono aplikację Andrettiego, który chciał dołączyć do stawki wraz z General Motors i marką Cadillac. Amerykanin przyprowadził ze sobą sponsorów, stworzył odpowiednie struktury, zaczął pracę nad bolidem, dostał zgodę od FIA, zorganizował 200 milionów dolarów regulaminowego wpisowego, a i tak nie dostał zielonego światła.
I to jest właśnie ta ciemna strona sportu motorowego. Władze F1 uznały, że Andretti i Cadillac nie wniesie żadnej nowej wartości i może nie być konkurencyjny. Gdy przez ostatnie lata Williams zamykał stawkę swoimi taczkami (trudno to nazywać bolidami) nikomu to nie przeszkadzało. Dziś to ekipa Haasa jest pogubiona i praktycznie niczego dobrego nie oferuje.
Andretti jest marką samą w sobie i zrobił praktycznie wszystko, co mógł. Zarzucono mu jedynie brak własnego silnika. Fajnie, ale połowa stawki też korzysta z jednostek innych teamów. Wszystkie te argumenty są zasłoną dymna.
Zawsze chodzi o pieniądze
Jaki jest więc kluczowy powód? Jak zwykle, pieniądze. Podział zysków musiałby obejmować nie dziesięć, tylko jedenaście zespołów, co zmniejszyłoby każdemu udziały. Poza tym, Andretti ma lepszy dostęp do amerykańskich sponsorów, na których mają chrapkę aktualne ekipy F1.
Najgłupszy argument odnosił się do kibiców. Zaburza bowiem rzeczywistość. Znakomita większość chciała jedenastego teamu, tym bardziej że miejsc jest dwanaście. Skoro F1 chce kolejnych wyścigów w Stanach Zjednoczonych, to dorzucenia prawdziwej, amerykańskiej ekipy wydaje się strzałem w dziesiątkę – przynajmniej z perspektywy kibiców. Niestety, najważniejsze są pieniądze, co jest najbardziej przykre w tej całej historii.
A teraz wróćmy do Hamiltona w Ferrari. Ogromne niezadowolenie w związku z niedopuszczeniem Andrettiego wywołało falę krytyki wśród środowisk kibicowskich. Wszyscy zaczęli mówić o betonie we władzach F1, dla których najważniejsze są pieniądze. Być może właśnie dlatego do sieci wyciekła potężna plotka, która mogłaby odwrócić uwagę od realnego problemu.
Jeśli Lewis przejdzie do włoskiej ekipy, otworzy to kolejne możliwości transferu (Sainz do Mercedesa?). Jeśli nie, trudno. To jednak nie zmienia faktu, że kibice nie powinni zapominać o niesmaku w kontekście Andrettiego i postawy Formuły 1.


