Sytuacja rosyjskiego przemysłu motoryzacyjnego transformuje z tragedii w komediodramat. Lokalnym klientom nie będzie jednak do śmiechu.
Niewielu z nas wpadnie na pomysł, by kupić Ładę na Wschodzie. Wojna wciąż trwa i raczej niewielu Europejczyków będzie w najbliższym czasie odwiedzać tamtejsze „rejony”. Klienci z rodzimego rynku mogą mieć jednak różne plany i nabycie takiego pojazdu będzie dla nich sporym ograniczeniem.
Niedawno pisaliśmy o tym, że nowe Łady otrzymają niemal ascetyczne wyposażenie – pozbawione nawet ABS-u. Teraz wiemy, że problemem będzie także jednostka napędowa, która nie spełnia odpowiednich norm emisji spalin.
Kupić Ładę na Wschodzie – zostać tam na zawsze
Teoretycznie, problem nie wydaje się duży. Patrząc na to z drugiej strony, bardzo wielu obcokrajowców zza wschodnich granic przyjeżdża do Polski i sąsiednich krajów właśnie takimi samochodami.
Teraz jednak brakuje wielu komponentów niezbędnych do wytwarzania Łady z odpowiednimi standardami. Właśnie dlatego lokalne fabryki improwizują i stosują tylko to, co jest niezbędne na wybranym rynku – nie przejmując się resztą.

Przypomnijmy, że każdy samochód, którym chcemy wjechać na teren Unii Europejskiej, musi spełniać normy Euro 5. Tymczasem nowa Łada Granta po koniecznym „zubożeniu” łapie się jedynie na Euro 2. To oznacza, że nie posiada żadnych systemów oczyszczania spalin. Nie ma więc mowy, by mogła przekroczyć granicę – tę fizyczną i cywilizacyjną…


