Kolejny wyścig European Le Mans Series za nami. Po raz kolejny genialnie spisał się zespół, którego członkiem jest polski kierowca.
Zmagania na torze Red Bull Ring okazały się bardzo emocjonujące. Na przetasowania w stawce miały wpływ opady deszczu. W zespole WRT rywalizację rozpoczął Yifei Ye. Niestety, stracił piątą pozycję (startową) i do wyjazdu samochodu bezpieczeństwa spadł na dziewiąte miejsce. Potem jednak zaczął nadrabiać i po niecałej godzinie walczył już w pierwszej trójce.
Kubica wsiadł do auta po 1 godzinie i 40 minutach od rozpoczęcia zmagań. Wyjechał na tor na trzeciej pozycji. Pokonywał kolejne zakręty bardzo pewnie i nie popełniał błędów. Wielu kierowców wypadało z trasy przez obfite opady deszczu. Pojawił się samochód bezpieczeństwa, który zjechał dopiero wtedy, gdy pozostała niecała godzina wyścigu. Robert Kubica dalej był na torze – na pierwszej pozycji.

Kubica szybko zwiększył przewagę z 35 do ponad 50 sekund. Niestety, sędziowie zaczęli rozważać karę (drive through), która mogła wpłynąć na utratę pozycji lidera. Gdy pozostały ostatnie 43 minuty, polski kierowca zjechał na pit stop.
Wizyta w boksie zaowocowała zmianą za kierownicą – na tor wyjechał Deletraz, który rozpoczął swój stint na drugiej pozycji. Nie miał łatwego zadania, ponieważ przed nim był spory tłok. Strata do G-Drive Racing sięgała 35 sekund, ale liderzy musieli jeszcze zjechać do boksów na tankowanie. Po powrocie na tor, team G-Drive Racing było tylko 0,5 sekundy przed WRT. Pozostało 25 minut i wszystko w rękach Deletraza. Tor nie był w pełni suchy, co zwiększało ryzyko.

Na 17 minut przed zakończeniem zmagań, Deletraz wyszedł na prowadzenie, ale młody kierowca G-Drive Racing nie odpuszczał. Konieczne było utrzymanie koncentracji do końca. Walka wciąż trwała i mały błąd mógł zaważyć o kolejności na mecie.
Przewaga WRT stopniowo rosła. Tymczasem do potencjalnej kary nie doszło. Na 8 minut przed końcem, przewaga zespołu urosła do 12 sekund. Ostatecznie, belgijski zespół, w którym startuje Robert Kubica odniósł drugie zwycięstwo.


