To jeden z najpopularniejszych samochodów – nie tylko w swoim segmencie, ale też na polskim rynku. Co sprawia, że cieszy się dużym popytem? Mnogość konfiguracji i niezłe ceny. Sprawdziłem, jak sprawuje się hybrydowy SUV Hyundaia w zimowych warunkach, które nawiedziły nasz kraj.
Edycja specjalna
Choć jest dostępny w Polsce od kilku lat, jego sylwetka nie zdążyła się znudzić odbiorcom. To zasługa naprawdę odważnego, charakternego projektu, który wyróżnia się na tle konkurentów. Poza tym, auto ma za sobą lifting. Ten jednak nie był ewolucyjny – zachował pierwotną tożsamość stylistyczną tej generacji.
Hybrydowy SUV Hyundaia zwraca na siebie uwagę znacznie skuteczniej, niż choćby Ford Kuga. Prezentowany egzemplarz robi to jeszcze lepiej ze względu na obecność pewnych dodatków będących częściami edycji specjalnej. Nosi ona nazwę „20th Anniversary”, co oczywiście wiąże się z okresem, który minął od wprowadzenia pierwszego wcielenia.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to matowy, szary lakier, który świetnie pasuje do oryginalnej sylwetki. Uzupełniają go ciemne felgi o dedykowanym wzorze. Nie zabrakło również oznaczenia na klapie bagażnika (aby nikt nie miał wątpliwości).
Poza tym, to wciąż znany i lubiany Tucson z charakterystycznym frontem, który zdobi kilka krótkich blend LED do jazdy dziennej. Są one optycznie spójne z atrapą chłodnicy. Niżej umieszczono główne reflektory.
Tylna część karoserii też ma swój sznyt, co jest zasługą przede wszystkich lamp złączonych długą listwą. Przypominają one świecące pazury i ładnie komponują się z mocno pochyloną szybą. Jest w tym motywie odrobina sportowego animuszu.
Hybrydowy SUV Hyundaia od środka
Futurystyczny styl nie jest kontynuowany w środku. Koreańczycy uznali, że nowoczesność musi być użyteczna, dlatego zaawansowane instrumenty pokładowe zostały okraszone dobrą ergonomią i wygodą obsługi. I bardzo dobrze.
Cyfrowe zegary osadzono w tej samej ramce, co ekran multimedialny. Z takiego samego motywu korzysta dziś nawet BMW. Wskaźniki można personalizować. Z kolei centralny wyświetlacz ma czytelny interfejs. Działa całkiem sprawnie (bez zacinania).

Ogromną zaletą są dodatkowe przyciski funkcyjne, a także niezależny panel klimatyzacji, który umieszczono w intuicyjnym miejscu. To samo można powiedzieć o klasycznych klawiszach na kierownicy. To znacząco uprzyjemnia korzystanie z zastosowanych rozwiązań.
Jakość materiałów stoi na wysokim poziomie. Nie jest to może DS 7, ale można mówić o półce Tiguana. Z tą różnicą, że tu jest po prostu przyjemniej, bo nie dominuje minimalizm i szeroko pojęty „dotyk”. Co ciekawe, selektor automatu przeniesiono na kolumnę kierownicy.
Poza tym, poziom praktyczności jest wysoki. Szeroki tunel środkowy daje możliwość uzupełniania energii telefonu za pomocą konwencjonalnych gniazd USB i bezprzewodowej ładowarki. Są tu także duże kieszenie, półki, schowki i uchwyty na butelki.

Fotele wyglądają estetycznie. Na zagłówkach zagościło wytłoczone logo edycji specjalnej. Tapicerka stanowi połączenie skóry z materiałem przypominającym zamsz. Jest więc lekko prestiżowo, co uwydatniają chromowane wstawki na oparciach. Zakres regulacji wydaje się wystarczający. Zabrakło jedynie wysuwanej końcówki siedziska, która zapewniłaby lepsze podparcie długonogim użytkownikom.
Drugi rząd to kolejna mocna strona tego modelu. Hybrydowy SUV Hyundaia oferuje tylko trochę mniej miejsca, niż najnowsza Skoda Kodiaq, ale dysponuje kanapą o bardzo zbliżonych wymiarach. Do tego, ma ona regulowany kąt pochylenia. Daleka podróż dwóch pasażerów odbywa się tu w pełnym komforcie.

A co z bagażnikiem? Jego pojemność jest naprawdę adekwatna do rodzinnych aspiracji. Wynosi 616 litrów, co zapewnia spakowanie kilku dużych walizek i niezbędnego sprzętu. Otwór załadunkowy jest szeroki, dlatego łatwo włożyć większe przedmioty.
Po złożeniu tylnej kanapy (w czym pomagają cięgna po obu stronach), przestrzeń transportowa rośnie do 1795 litrów. A to oznacza, że można załadować sporo kartonów ze sklepu meblowego. Szkoda tylko, że burty nie zostały obite tapicerką. Najpewniej ulegną szybkiemu porysowaniu.
Hyundai Tucson HEV – dane techniczne
Warto dodać, że zastosowany napęd uległ aktualizacji, co zaowocowało delikatnym wzrostem mocy. Niemniej jednak pierwsze egzemplarze dopiero trafią do polskiego parku prasowego. W teście bierze udział ta słabsza, choć na pewno nie słaba wersja.
Hybrydowy SUV Hyundaia posiada doładowany silnik benzynowy o pojemności 1,6 litra. Wspiera go jednostka elektryczna. Potencjał systemowy tego duetu to dokładnie 215 koni mechanicznych oraz 367 niutonometrów.

Przenoszeniem podanych wartości zajmuje się siedmiobiegowa przekładnia automatyczna. Cała moc trafia na przednią oś. Nowy Tucson HEV występuje również z układem AWD, który wymaga dopłaty.
Osiągi są całkiem niezłe. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 8,2 sekundy. Z kolei prędkość maksymalna wynosi 186 km/h. Jeżeli chodzi o zużycie paliwa, to jest zależne od stylu jazdy. W cyklu mieszanym podczas zimowych warunków udało się uzyskać 8 litrów. To więcej, niż w Qashqaiu e-Power, ale wciąż akceptowalnie.
Wrażenia z jazdy hybrydowym Tucsonem
Przede wszystkim jest to dojrzałe auto, co czuć w każdych warunkach (bez względu na wersję). Z jednej strony daje dużą pewność prowadzenia, a z drugiej – spory komfort. W tym samochodzie nie ma problemu z odczuciami przy wysokich prędkości. Kierowca może cieszyć się stabilnością i dobrym wyciszeniem.
Hybrydowy SUV Hyundaia ma wystarczająco dużo wigoru, by jeździć dynamicznie, ale tak naprawdę nie stara się do tego nawet zachęcać. Czuć, że jego przeznaczenie jest inne. Kierowcy o spokojnym usposobieniu z pewnością docenią bardziej ten model.

Napęd hybrydowy działa płynnie, co jest bardzo ważne. Uruchamianiu silnika spalinowego nie wytwarza przesadnych wibracji. Warta uwagi jest również szybka i płynna skrzynia, która została dobrze zestopniowana.
Czy jest coś, co denerwuje? Tak. Chodzi o systemy wspomagające jazdę. Dokładnie takie same uczucia miałem w Santa Fe. Asystenci są po prostu nadgorliwi. Pikają i za głośno, i za często. Oczywiście, można ich każdorazowo wyłączyć, ale nie ma dedykowanego przycisku, dlatego wymaga to „grzebania” w menu. Renault oferuje takie rozwiązanie – po dwóch kliknięciach wprowadza ustawienia użytkownika. To znacznie szybsze i bardziej komfortowe.

Poza tym, to naprawdę dopracowany samochód. Zawieszenie radzi sobie z wszelkimi nierównościami i pracuje cicho. Ponadto, nie pozwala na przesadne przechyły nadwozia, co ma znaczenie podczas gwałtownych zmian toru jazdy.
Manewrowanie tym autem to łatwizna. Nie chodzi jedynie o niezłą widoczność. To duża zasługa wydajnego systemu kamer, który pokazuje każdy kierunek wokół auta. Dzięki temu jest bezpieczniej. Jest tu też asystent awaryjnego hamowania podczas cofania. Tak, lekko nadgorliwy.
Ile kosztuje hybrydowy SUV Hyundaia?
Wszystko zależy od wersji. Ta z prezentowanym napędem jest oczywiście droższa, niż z konwencjonalnym. W regularnym cenniku startuje od 142 900 zł. My jednak znaleźliśmy polską ofertę z wyprzedaży rocznika 2025, która oferuje sztukę z tym układem za 134 900 zł.

Hybrydowy SUV Hyundaia w tej cenie posiada już ten wzmocniony, 239-konny zestaw z automatem i przednim napędem. Wyposażenie jest przyzwoite i oddaje do dyspozycji m.in.:
- przednie i tylne czujniki parkowania
- dostęp bez kluczyka
- 17-calowe felgi aluminiowe
- kamerę cofania
- kanapę składaną na trzy części (40:20:40)
- podgrzewaną kierownicę
- automatyczną klimatyzację dwustrefową
- elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka boczne
- reflektory LED
- dotykowy ekran centralny (12,3 cala)
- tempomat
- cyfrowe wskaźniki (12,3 cala)
- elektrycznie sterowane szyby w obu rzędach
- selektor trybów jazdy
Ostatni lifting tego modelu niewiele zmienił. To wciąż solidny, dobrze zaprojektowany samochód o rodzinnym charakterze. Czy jest lepszy, niż blisko spokrewniona Kia Sportage? Powiedziałby, że oferuje ten sam poziom. Wszystko zależy więc od gustu potencjalnego klienta.


