Nie ma wątpliwości, że polska marka samochodowa mogła liczyć na medialny szum od samego początku. W jej reklamowanie zaangażowały się nawet duże portale motoryzacyjne.
Sceptycy mieli jednak od początku wątpliwości. Izera, bo właśnie o tym tworze mowa, miała być polskim projektem, który w końcu spełni marzenie Polaków o rodzimej marce konkurującej z najlepszymi.
Proces produkowania i wdrażania konkretnego modelu jest wysoce skomplikowany, czasochłonny i kosztowny. Tworzenie całej marki to jeszcze większe wyzwanie. Mówimy przecież o dużej firmie, która miałaby szybko wprowadzić trzy niezależne modele.
Brzmi to, jak utopia – szczególnie na „polskim podwórku”. Jak startowały takie firmy, jak DS czy CUPRA, to korzystały praktycznie w pełni z doświadczenia i podzespołów marek-matek, czyli odpowiednio Citroena oraz SEAT-a. Izera ma być natomiast potomkiem nikogo, co znacznie utrudnia zadanie.
Quo vadis Izera?
W erze globalizacji można jednak liczyć na produkty innych. W końcu okazało się, że płytę podłogową ma dostarczyć chiński potentat Geely, a za stylistykę będzie odpowiadać Pininfarina. Zapowiada się nieźle, prawda?
A teraz rzeczywistość. Od ogłoszenia projektu Izera minęło kilka lat. Fabryka? No cóż, nie istnieje. Pieniądze? Skarb Państwa przekazał 250 milionów złotych z Funduszu Reprywatyzacji. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący Izery, w którym wskazała nieprawidłowości oraz opóźnienia.
Co ciekawe, raport w pełnym zakresie nie został podany opinii publicznej. Trafił natomiast na stół Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Władza jest więc świadoma sytuacji, ale co do tego nie mieliśmy akurat najmniejszej wątpliwości – od samego początku.

W raporcie NIK można przeczytać, że dokapitalizowanie spółki odpowiedzialnej za projekt Izera było realizowane w sposób daleki od rzetelności. Zabrakło pełnej kontroli ze strony KPRM, która miała do niej prawo wynikające z zawartej umowy. Wskazano w tym miejscu między innymi wypłacane nagrodzenia dla Rady Nadzorczej Spółki. Jakie to polskie…
Można zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodzi. Premierę wersji produkcyjnej pierwszego modelu Izery przewidziano na 2025 rok. Poważnie. Tymczasem nie ma za wielu przesłanek, które sugerowałyby dotrzymanie terminu. W sumie to jakiegokolwiek terminu.
>Izera ze wsparciem Pininfariny. Jeszcze daleka droga, a debiut zaplanowany na 2025 rok
Nawet jeśli założymy, że fabryka Izery byłaby jedynie montownią części uzyskanych od innych koncernów i producentów, to i tak mówimy o naprawdę zaawansowanym procesie, który wymagałby ogromnych nakładów, wiedzy i doświadczenia – o czasie nawet nie wspominając. Cena samochodu? Biorąc pod uwagę koszty, trudno byłoby oczekiwać taniego produktu.
Na tym etapie pojawia się już coraz więcej głosów sugerujących, że chodzi o to, by „zbierać na budowę, ale nie dozbierać”. Z pewnością istnieją jednostki, które sporo zarobiły na tej inwestycji już na tym wczesnym etapie. Póki co trudno wybronić czyjąkolwiek pracę w ramach Izery. Czy to się zmieni? Cytując klasyka: „Nie wiem, ale się domyślam”.


