w , ,

Ford Kuga Plug-In Hybrid ST-Line – Wariant ekologiczny

Hybrydy Plug-in zdobywają coraz większą popularność. Ford wie o tym doskonale, dlatego zaoferował taki wariant w segmencie kompaktowych SUV-ów. Czy ekologiczna Kuga zainteresuje klientów?

Kuga upodobniła się do Focusa

Trzecie wcielenie tego modelu upodobniło się do najnowszego Focusa. To oznacza bardziej charakterystyczny pas przedni z większymi reflektorami i takim też grillem. Maska wydaje się poprowadzona pod mniejszym kątem, co wpływa na oryginalny wygląd. Z tyłu zagościły wąskie lampy zachodzące na klapę, lotka dachowa, lekko pochylona szyba i dwie końcówki wydechu wkomponowane w zderzak.

Co ciekawe, osłony biegnące wokół dolnych krawędzi nadwozia zostały pomalowane, dlatego nie odcinają się stylistycznie od karoserii. Terenowy animusz jest więc nieco mniej wyraźny, ale to nie przypadek. W teście bierze udział wersja ST-Line, która ma kojarzyć się z dynamiką, a nie leśnymi duktami. Podkreślają to również dedykowane felgi w rozmiarze 19 cali. Summa summarum, design jest małą rewolucją względem poprzednika.

Wnętrze jest przestronne i dobrze wykonane

Projektanci amerykańskiej marki stawiają na unifikację kokpitów, dlatego wnętrze Kugi mocno nawiązuje do innych modeli Forda. Analogowe zegary zostały zastąpione cyfrowymi wskaźnikami. Te w hybrydzie mają dodatkowe motywy, które ujawniają pracę układu napędowego. Przed wyświetlaczem zagościła świetnie leżąca w dłoniach kierownica. Z kolei na szczycie konsoli centralnej znajdziemy dotykowy ekran multimedialny oparty na systemie SYNC3 – jest czytelny i szybko reaguje na polecenia. Niżej wygospodarowano przestrzeń na panel klimatyzacji. Jego niezależność znacznie ułatwia obsługę. Niestety, nie każdy producent utrzymuje ten pomysł…

W dziedzinie wykończenia, Kuga nie ma czego się wstydzić – reprezentuje klasową średnią. Użyte materiały mają zróżnicowaną fakturę (zarówno miękką, jak i twardą), ale wszystkie są przyjemne w dotyku. Nie można także narzekać na spasowanie, które stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Ponadto, kabina jest praktyczna. Kieszenie i schowki są pojemne, a cup holdery mają różną średnicę, by żaden napój „nie wędrował”. Cieszy również zastosowanie dwóch rodzajów gniazd USB. Złącze typu C dopiero zadomawia się w smartfonach Polaków, dlatego potencjalny klient nie musi od razu biegnąć do sklepu po nowy kabel.

Fotele mają wystarczający zakres regulacji, co umożliwia dobranie odpowiedniej pozycji różnym sylwetkom. Pod względem wyprofilowania nie sposób narzekać – jest tak, jak być powinno. Brakuje jednak dłuższych siedzisk, które lepiej podpierałyby uda długonogich. W drugim rzędzie jest całkiem przestronnie. Cieszy regulowane oparcie i dużo miejsca na nogi. Pasażerowie kanapy mają do dyspozycji nie tylko funkcję podgrzewania (dwustopniową), ale też pełnoprawne gniazdko umożliwiające podpięcie laptopa.

A bagażnik? Jak można się domyślać, został nieco zmniejszony, jak to w hybrydach opartych na konwencjonalnych modelach. W 5-osobowej konfiguracji oddaje do dyspozycji 441 litrów. To wciąż niezły rezultat umożliwiający zabranie wakacyjnego ekwipunku czterem dorosłym osobom. Po złożeniu drugiego rzędu, możliwości rosną do 1534 litrów, co daje szansę przewiezienia długich i szerokich przedmiotów.

50 km zasięgu na samym prądzie

Głównym bohaterem jest tu układ napędowy. Jego fundament to 2,5-litrowa jednostka benzynowa, którą uzupełnia silnik elektryczny. Łączna (tzw. systemowa) moc zestawu to 225 KM. Za przeniesienie jej na oś przednią odpowiada bezstopniowa przekładnia automatyczna. Nie można zapominać o baterii. Ma pojemność 14,4 kWh, co jest słuszną wartością. Dzięki niej można pokonać około 50 kilometrów w trybie elektrycznym. Wykorzystując domowe/garażowe gniazdko, trzeba liczyć się z czasem napełniania sięgającym 6 godzin (jeżeli „zbiornik” świeci pustkami). Korzystając z Wallboxa (wtyczka Typu 2), ten sam proces trwa 3,5 godziny.

To wszystko sporo waży – dokładnie 1844 kg. Jeżeli dorzucimy do tego wysokie nadwozie, to trudno spodziewać się cudownych osiągów. Nie jest jednak źle, bo sprint do setki zajmuje akceptowalne 9,2 sekundy, a rozpędzanie kończy się dopiero przy 200 km/h. A jak jest ze zużyciem paliwa? Gdy mamy do dyspozycji naładowaną baterię, to silnik spalinowy będzie potrzebował około 4 litrów, by „dociągnąć” do 100 km. Jeżeli pracuje głównie samodzielnie na całym dystansie, a elektryk aktywuje się tylko w sprzyjających okolicznościach, to trzeba liczyć się z wynikiem na poziomie 8-9 litrów. To wciąż pozytywny wynik, biorąc pod uwagę dane techniczne.

Dobry układ jezdny ukrywa sporą wagę

Kuga skutecznie ukrywa swoją masę, co jest zasługą wydajnego układu jezdnego. Wszystkie „dodatki” związane z hybrydą zostały umieszczone nisko, dlatego środek ciężkości nie został przeniesiony przesadnie do góry. Auto bardzo szybko reaguje na polecenia biegnące z koła kierownicy, a zawieszenie utrzymuje nadwozie w ryzach. Gwałtowne zmiany toru jazdy nie wyprowadzają Forda z równowagi, nawet przy wyższych prędkościach. I to cieszy.

Napęd działa bardzo harmonijnie. Silnik spalinowy uruchamia się szybko i bez zbędnych wibracji. Elektryczny motor umożliwia natomiast bezszelestną jazdę i korzystanie ze stref wyłączonych dla pojazdów stricte spalinowych. Praca bezstopniowej skrzyni oczywiście wymaga przyzwyczajenia – to rozwiązanie sprawdza się głównie w mieście, ale można nauczyć się też wydajnej jazdy w trasie, jeżeli tylko nie zamierzamy śpieszyć się, jak przedstawiciele handlowi.

W porównaniu do poprzedniej generacji, można liczyć na lepsze wyciszenie kabiny. Nowa Kuga ma także większy zakres aktywnych systemów wpływających na komfort i bezpieczeństwo. Warto w tym miejscu dodać, że nie działają one inwazyjnie, jak w wielu innych zaawansowanych technologicznie autach. Krótko mówiąc, można prowadzić, a nie być prowadzonym na obcych, nie zawsze wygodnych zasadach.

Najdroższy wariant hybrydy

Wariant plug-in jest najdroższym z całej grupy hybryd. Za bazową Kugę trzeba zapłacić 159 100 zł. Kompaktowy SUV z ekologicznym układem napędowym nie występuje jednak ze słabym wyposażeniem – najniższy poziom, jaki jest oferowany to Titanium. ST-Line jest około 10 tysięcy droższy, a do odmiany premium, czyli Vignale trzeba dopłacić 30 tysięcy.

Amerykańskiego SUV-a można nabyć podpisując umowę kredytową. Może ona trwać od 6 do nawet 120 miesięcy. Innym rozwiązaniem są tzw. Ford Opcje umożliwiające zminimalizowanie obowiązków związanych z użytkowaniem pojazdu przy jednoczesnej wymianie na nowy po upływie ustalonej liczby miesięcy. Firmy mają oczywiście do dyspozycji leasing, którego wpłata własna startuje od 0% wartości pojazdu, a umowa może trwać od 24 do 72 miesięcy.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Wojciech Krzemiński (@krzeminski_with_cars)

Taka sama, tylko bardziej ekologiczna

Ford Kuga pozostał dobrze jeżdżącym autem rodzinnym, ale nabrał ekologicznego charakteru. Jeżeli ktoś ma możliwość ładowania auta w pobliżu miejsca zamieszkania/pracy, amerykański SUV jest bardzo dobrym rozwiązaniem, które ogranicza koszty eksploatacji. Warto przypomnieć, że układ został oparty na 2,5-litrowym, odpornym benzyniaku, a nie wyżyłowanej jednostce z małą turbin(k)ą.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

Napisane przez Wojciech Krzemiński

Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym i przedsiębiorcą. Od 2012 roku prowadzę NaMasce.pl. Tworzę dla Was materiały o tematyce samochodowej i motocyklowej, ale też zaglądam do światów technologii, fotografii i biznesu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dacia Hybrid

Hit! Dacia stworzy nowego SUV-a, który zastąpi dwa modele

Pojedynek bawarskich legend – M3 E36 vs M3 E46 vs M2 Competition