Koncepcja samochodu na prąd nie jest zła i powinna móc się rozwijać – co do tego nie ma wątpliwości. Nietrudno jednak odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko.
Ekologiczne lobby robi wszystko, by takie auta zdominowały europejski rynek. Są promowane na wszystkie sposoby. Oprócz tego, ich użytkownicy mogą liczyć na dopłaty, darmowe parkingi, buspasy i inne przywileje. Mimo tego, pragmatycy wciąż kręcą nosami, co ma związek nie tylko z użytkowaniem, ale też kosztami. Przykładem może tu być dwukrotnie droższe ubezpieczenie auta elektrycznego.
I tu musimy przenieść się do Wielkiej Brytanii, gdzie właściciele pojazdów na baterie rzeczywiście płacą o wiele więcej za polisy. Jak wynika z analizy rynku opublikowanej na Bloomberg, ubezpieczenia takich aut w 2023 roku podniosły się o 50 procent.
Droższe ubezpieczenie auta elektrycznego
Posiadacze i zwolennicy aut elektrycznych zarzucają ubezpieczycielom tworzenie spekulacji, które nienaturalnie podnoszą ceny polis. Druga strona tłumaczy się jednak faktami i podaje konkretne liczby, które są mocnymi argumentami.
>Szef Toyoty twierdzi, że auta elektryczne zdobędą maksymalnie 30 procent rynku
Ubezpieczyciele tłumaczą, że składki liczone są na podstawie kosztów i częstotliwości roszczeń. Według ich badań, naprawa pojazdu elektrycznego jest o 35 procent droższa, niż porównywalny proces w przypadku auta spalinowego.
Problem stanowi wrażliwa bateria, brak wykwalifikowanych mechaników, a także wynikający z tego wydłużony czas garażowania pojazdów zero-emisyjnych. Niektórzy użytkownicy mogą więc stracić to, co zaoszczędzili poświęcając czas na ładowanie z domowego źródła energii.
Popularność na siłę?
Pamiętajmy, że technologia elektrycznych napędów dopiero nabiera tempa. Niewykluczone, że po dwóch dekadach będziemy widzieć zupełnie inne rozwiązania, które zniwelują aktualne bolączki tych konstrukcji.
Dziś jednak mówimy o aktualnej sytuacji, która nie napawa optymizmem. Wyobraźmy sobie, że to użytkownicy samochodów spalinowych mogą korzystać z dopłat, mają darmowe parkingi i korzystają z buspasów. Ile procent klientów wybierałoby wtedy modele elektryczne?

Sztuczne tworzenie trendów jest zawsze szkodliwe, a dostosowanie prawa pod eliminację alternatyw stanowi ogromne ryzyko dla samych użytkowników. W takiej sytuacji znacznie łatwiej manipulować rynkiem, bo konkurencja jest praktycznie żadna.
Dwukrotnie droższe ubezpieczenie auta elektrycznego to tylko mała cząstka potencjalnego problemu, który pojawi się w przyszłości. Wystarczy więc podnieść ceny prądu, by pół narodu nie mogło pozwolić sobie na własne cztery kółka.
O wietrze w żagle chińskich koncernów już nawet nie chcemy mówić. Czy europejskie władze w końcu zrozumieją, do czego właśnie dochodzi? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że doskonale zdają sobie z tego sprawę. Pamiętajmy, że polityka może mieć (i często ma) drugie dno.


