Coraz większe udziały azjatyckich marek pokazują postęp, do jakiego doszło w ostatnich latach – zarówno ten technologiczny, jak i projektowy. Nie dotyczy to jednak każdego modelu.
I wydaje się, że to jeden z lepszych tego przykładów. Niewykluczone, że to najbrzydszy chiński crossover. Kiedyś nie byłoby w tym nic dziwnego, ale dziś tamtejsi styliści potrafią robić auta równie atrakcyjne, co renomowani konkurenci z Europy i Ameryki.
Zastanawia nas, dlaczego ktoś stwierdził, że stworzenie takiej karoserii będzie dobrym pomysłem. Być może to świadomy zabieg – aby wzbudzić kontrowersje, którymi uda się zwrócić uwagę potencjalnych nabywców. Jeśli tak, to wydaje się to ryzykowną strategią.
Potencjalnie najbrzydszy chiński crossover
Zacznijmy od tego, że to zupełny debiutant, który jeszcze nie doczekał się oficjalnej premiery zorganizowanej przez samego producenta. Doszło jednak do „wyręczenia”, którego dopuściło się Chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych.
Nie jest to pierwszy taki przypadek. Tak naprawdę z tamtego urzędu wycieka mnóstwo podobnych zdjęć i grafik, które poprzedzają debiut różnych samochodów – również tych japońskich i niemieckich. Z jakiegoś powodu jest to wciąż częste zjawisko.
>Chiński rywal BMW i7. Ma 700 KM i kosztuje mniej
Przejdźmy jednak do głównego bohatera tego materiału. To Changan Qiyuan E07, czyli duży samochód o teoretycznie modnej sylwetce. Wielu stwierdzi jednak, że to najbrzydszy chiński crossover, czego argumenty mają znajdować się przede wszystkim z tyłu.
Zanim tam dojdziemy, warto poświęcić kilka słów pasowi przedniemu. Jego dominującym elementem jest równa blenda, która biegnie przez całą szerokość. uzupełnia ją zderzak o prostym kształcie.

Zdjęcie po przekątnej nie pokazuje wszystkich szczegółów, ale można bez problemu zobaczyć mocno pochyloną, obłą szybę, która niemal zachodzi na błotniki. Wygląda to nietypowo, jak na ten segment.
Tył jest jeszcze mniej przekonujący. Wszystko za sprawą szerokiej, płaskiej klapy uzupełnionej świetlnym „berłem” i dzieloną szybą. Niektórzy widzą w tym Pontiaca Azteka, co ma swoje uzasadnienie.
Duży i mocny
O ile design samochodu może budzić wątpliwości, o tyle gabaryty już nie. Changan Qiyuan E07 ma 5054 milimetry długości, co oznacza, że jest dłuższy, niż Hyundai Santa Cruz. Nie ma wątpliwości, że w jego kabinie będzie dużo miejsca dla pięciu osób.
Choć dane techniczne nie zostały ujawnione, jest już jasne, że potencjalnie najbrzydszy chiński crossover dysponuje elektrycznym układem napędowym. Wariant jednosilnikowy ma generować 338 koni mechanicznych. Z kolei ten wyposażony w dwie jednostki zaoferuje napęd na obie osie i aż 590 koni mechanicznych. Obie wersje potrafią pędzić ponad 200 km/h.
Choć dla niektórych europejskich fanów motoryzacji może to wydawać się kontrowersyjne, prezentowany samochód ma należeć do klasy premium. Czy wygra rywalizację z elektrycznymi Audi, BMW i Mercedesem? Szanse są małe, ale Chińczyków stać, by próbować.


