Kilkanaście marek z Państwa Środka daje się we znaki renomowanym producentom z Europy. Aby nie oddawać im pola do popisu, trzeba odpowiedzieć ofertami, które zainteresują grono pragmatycznych klientów. Ten crossover z salonu jest tego znakomitym przykładem. Trudno uwierzyć, że kosztuje tak mało, a przy tym posiada modne nadwozie.
Crossover z salonu nie musi być drogi
Walka pomiędzy firmami samochodowymi jest korzystna dla potencjalnych klientów, ponieważ nie ma mowy o podwyższaniu cen. Im lepsza konkurencja, tym większa szansa na promocje i benefity, które mają przekonać przyszłych właścicieli. Prezentowany crossover z salonu udowadnia, że można kupić modne auto w dobrej cenie.
Zacznijmy od tego, że nie jest to propozycja z Chin. Nie oferuje jej także budżetowa marka, tylko popularny potentat z branży motoryzacyjnej. Dzięki temu łatwiej o zaufanie, choć wiele zależy oczywiście od oczekiwań i sympatii konkretnych nabywców.

To Citroen C3, co jest podwójnym zaskoczeniem. Po pierwsze, to reprezentant segmentu B, a jego cena sugeruje, jakby był to rywal o 30 centymetrów mniejszej Toyoty Aygo X z wolnossącym, znacznie słabszym silnikiem.
Po drugie, ten model był do tej pory zwykłym hatchbackiem. Jego najnowsze wcielenie ewoluowało jednak w modniejszy pojazd, który ma wyższe nadwozie oraz plastikowe nakładki uatrakcyjniające cały projekt.
Citroen C3 w nowym wydaniu
Choć jest większy od wspomnianej Toyoty, pozostaje zgrabnym, miejskim samochodem. Nowy crossover z salonu ma 4015 milimetrów długości, 1755 milimetrów szerokości 1577 milimetrów wysokości oraz 2540 milimetry rozstawu osi.
Jak łatwo wywnioskować, jest to najmniejszy model w ofercie francuskiej marki. Plasuje się tuż pod C3 Aircross, który uchodzi już za miejskiego SUV-a. Różnice w gabarytach między tymi autami są zauważalne.

Stylistyka opiera się na najnowszych motywach Citroena. To oznacza bardzo ładne reflektory uzupełnione światłami LED do jazdy dziennej. Jako całość tworzą literę „C”. Ten sam motyw zdobi klosze tylnych lamp. Projektanci zachowali więc spójność.
Profil uwydatnia atrybuty modnego nadwozia. Zwisy karoserii są nieznaczne, a sylwetka – stosunkowo wysoka. Przeszklenia są duże, a linia dachu nie opada znacząco, co odrobinę maskuje niewielkie rozmiary tego auta.
Crossover z salonu ma 100 KM
Prezentowany model występuje w 113-konnej wersji elektrycznej, ale stanowi ona margines sprzedaży. Fundamentem jest doładowany silnik benzynowy, który generuje fabrycznie 100 koni mechanicznych i 205 niutonometrów.
Od razu należy zaznaczyć, że jest to konstrukcja po aktualizacji. Posiada łańcuch rozrządu zamiast paska w kąpieli olejowej. To drugie rozwiązanie było przyczyną problemów, które na szczęście zostały już wyeliminowane. Jak widać, nie tylko miękkie hybrydy Stellantis zostały pod tym kątem zmodyfikowane.

Francuski samochód nie oferuje napędu na obie osie, co w tej klasie nie jest żadnym zaskoczeniem. Co ważne, jego doładowana jednostka jest seryjnie zintegrowana z sześciobiegową skrzynią manualną.
Crossover z salonu w takim wydaniu waży 1151 kilogramów, co przy tych wartościach pozwala na całkiem sprawne przyspieszanie. Nowy Citroen C3 rozpędza się do setki w 10,6 sekundy i osiąga 160 km/h (elektroniczny ogranicznik).
Co oferuje francuski crossover z salonu?
Wspomniany wyżej benzynowy układ napędowy stanowi podstawę. Krótko mówiąc, wydając 69 900 złotych, klient otrzymuje egzemplarz posiadający 100-konny silnik i przekładnię manualną o sześciu przełożeniach.
Warte uwagi jest także wyposażenie. Pierwszy poziom nosi nazwę You i obejmuje m.in.: 16-calowe felgi z kołpakami imitującymi aluminiowe obręcze, centralny zamek, systemy bezpieczeństwa jazdy, tylne czujniki parkowania, elektrycznie sterowane lusterka, moduł multimedialny z dedykowaną aplikacją na smartfony, klimatyzację, czarno-szarą tapicerkę, gniazda USB-C, Bluetooth i cyfrowe wskaźniki.

Nie ma więc mowy o skrajnie ubogiej konfiguracji. Jeżeli jednak klient oczekuje bogatsze wyposażenia, może zapłacić 77 550 złotych i wybrać wersję Plus, która posiada dodatkowo: 17-calowe felgi, kolejne gniazda USB-C, dotykowy ekran multimedialny (10,25 cala), podgrzewanie lusterek, dwukolorowy dach, relingi dachowe, fotele Advanced, skórzaną kierownicę i sześć głośników.
Za topowy wariant trzeba zapłacić 85 650 złotych. Nosi nazwę Max i obejmuje m.in.: kamerę cofania, indukcyjną ładowarkę, automatyczną klimatyzację, tapicerkę Metropolitan Grey, dedykowane felgi i satynowe wykończenie kokpitu.
Prezentowany crossover z salonu nawet w podstawowym wydaniu za 69 900 złotych może być ciekawą propozycją. Jego 100-konny silnik po aktualizacji (na łańcuchu), ma wystarczającą moc i niewiele pali. Ponadto, wyposażenie pozwala komfortowo użytkować auto w każdych warunkach. Warto więc poznać ten model bliżej i odbyć jazdę testową.


