Pokonanie producentów z Dalekiego Wschodu wydaje się trudną sztuką. Zachodni koncern znalazł jednak ciekawe rozwiązanie. Postanowił nawiązać współpracę, a następnie zwiększyć swoje wpływy w jednej z marek Państwa Środka. Tym sposobem na polskie drogi wyjeżdża kolejny chiński SUV Stellantis, który ma spory potencjał.
Rozsądna strategia
Niektórzy fani motoryzacji jeszcze nie słyszeli o tej firmie, ale to się zmieni. Zacznijmy od tego, że powstała dekadę temu jako ambitny start-up, który chciał tworzyć samochody. W 2019 roku pokazała swój pierwszy produkt, który zrobił duże wrażenie.
Znany koncern postanowił wykorzystać sytuację i wykupić udziały – najpierw w samej marce (21 procent), a później w globalnej spółce (51 procent), co okazało się bardzo dobrym ruchem. Dziś decyduje o jej przyszłości.

I jest o czym decydować, ponieważ w zaledwie kilka lat wyprodukowała milion pojazdów. W tym roku ma zamiar osiągnąć 600 tysięcy sztuk, co jest imponujące nawet z perspektywy renomowanych graczy w tej branży. W osiągnięciu sukcesu ma pomóc właśnie chiński SUV Stellantis, który wyjechał na polskie drogi.
To Leapmotor B10, czyli nowa propozycja w segmencie kompaktów „dla aktywnych”. W tym miejscu warto zaznaczyć, że dołączył do dwóch wcześniej zaprezentowanych pojazdów: C10 (hybrydowego SUV-a klasy średniej) i T03 (miejskiego hatchbacka).
Leapmotor B10 z bliska
Stylistyka tego modelu wpisuje się w aktualnie panujące trendy. Pas przedni oparto na doskonale znanych formach. Przez całą szerokość, tuż pod linią maski, biegnie blenda LED. Pod nią zagościły dyskretne, kwadratowe reflektory.
Profil samochodu jasno sugeruje przynależność do segmentu C. Chiński SUV Stellantis ma 4515 milimetrów długości, 1885 milimetrów szerokości i 1655 milimetrów wysokości. Z tej perspektywy łatwo dostrzec felgi, które wydają się małe. Pomimo 18 cali, przydałyby się większe obręcze.

Tył może lekko przypominać Porsche Cayenne. Fakt, brzmi to odważnie, ale pas świetlny łączący lampy rzeczywiście przywodzi na myśl niemieckiego SUV-a. Summa summarum, auto wygląda ciekawie i może się podobać.
Leapmotor B10 będzie dostępny w sześciu lakierach. Wszystkie barwy są zdecydowanie stonowane i opierają się na bieli, szarości, czerni, błękicie i purpurze. Wydaje się, że ten ostatni powinien zdobyć największą popularność nad Wisłą.
Chiński SUV Stellantis z udanym wnętrzem
W kabinie czuć nowoczesny minimalizm. Projektanci skupili się na prostych formach, które mają przekonywać przede wszystkim pragmatyków. Zegary osadzono na kolumnie kierownicy, co oznacza, że poruszają się wraz z nią. Są proste i czytelne.
Wieniec dobrze leży w dłoniach i ma odpowiednią średnicę. Na obu ramionach zagościły charakterystyczne rolki i przyciski, które pomagają w obsłudze, ale do ich rozmieszczenia i możliwości trzeba się chwilę przyzwyczaić.

Centralny ekran multimedialny jest bardzo duży (14,6 cala). Równie dobrze mógłby zostać uzupełniony klawiaturą i służyć jako laptop. Za jego pośrednictwem ustawia się niemal wszystko – w tym światła. Ma duże możliwości, acz pochłania uwagę użytkownika. Większość funkcji należy więc ustawiać podczas postoju.
Tworzywa użyte do wykonania kokpitu są twarde, ale starannie spasowane. Ogólnie rzecz ujmując, wydają się solidne. Na szczęście nie mają ciemnego koloru, dlatego brak licznych dekorów nie jest czymś, co powinno przeszkadzać estetom.
Jeżeli chodzi o praktyczność, to jest bardzo dobrze. Dominują tu liczne półki, z których największa znajduje się pod wiszącym podłokietnikiem. Ten ostatni został zintegrowany ze schowkiem oraz indukcyjną ładowarką.

Pozycja za kierownicą nie budzi zastrzeżeń. Osoby średniego wzrostu bez problemu dobiorą optymalną. Fotele są całkiem spore i nieźle wyprofilowane. Przydałoby się jedynie nieco głębsze podparcie boczne.
W drugim rzędzie jest zaskakująco sporo przestrzeni – szczególnie na nogi. Na uznanie zasługują szerokie drzwi drugiego rzędu. Środkowe miejsce też można wykorzystać, jednakże nie jest tak wygodne i szerokie, jak te skrajne.

A co z bagażnikiem? Nie jest wielki, ale powinien być wystarczający dla większości potencjalnych użytkowników. Oddaje do dyspozycji 430 litrów, co umożliwia zmieszczenie kilku sporych walizek lub toreb podróżnych.
Co ciekawe, pod maską znajduje się dodatkowy „kufer”, który jest domeną pojazdów na prąd. Zmieści się w nim 25 litrów, co jest dobrym miejscem na przewody służące do ładowania prezentowanego samochodu.
Na początek elektryczny
Chiński SUV Stellantis jest dostępny wyłącznie z elektrycznymi układami napędowymi. W przyszłości mogą jednak pojawić się warianty ze spalinowym silnikiem pełniącym rolę agregatu prądu (REEV).
Prezentowane auto bazuje na platformie LEAP 3.5, która jest przystosowana do technologii akumulatorowej. Posiada jednostkę generującą 218 koni mechanicznych i 240 niutonometrów. To pokaźne wartości przy tych gabarytach. Trafiają wyłącznie na tylną oś.

Osiągi są zadowalające – przynajmniej z perspektywy polskich przepisów. Przyspieszenie do 100 km/h trwa 8 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 170 km/h. A co ze zużyciem energii? Wiele zależy od warunków i stylu jazdy, ale średnia na poziomie 15 kWh jest możliwa.
Tu należy wspomnieć o bateriach. Producent oferuje dwie pojemności: 56,2 kWh oraz 67,1 kWh. Ta podstawowa (Pro) pozwala pokonać około 360 kilometrów. Z kolei większa (Pro Max) ma umożliwiać przejechanie mniej więcej 430 kilometrów. Dane dotyczą jazdy w cyklach mieszanych WLTP.
Wrażenia z jazdy
Podobnie, jak EX30, auta nie trzeba „odpalać”. Wystarczy je otworzyć. Jak? Przyłożyć kartę lub telefon z aplikacją do lusterka, w którym znajduje się czujnik. Po wejściu do kabiny, owa karta musi wylądować w dedykowanym miejscu na półce pomiędzy fotelami. Tym sposobem auto wie, że ma być gotowe do jazdy.
Od razu czuć, że to samochód skrojony pod rodzinne potrzeby i spokojnych kierowców. Owszem, jego dynamika pozwala na sprawną jazdę, ale cały układ jezdny nie prowokuje do szybkiego pokonywania ciasnych zakrętów. Przypomina nieco poprzednią generację Citroena C5 Aircross.

Zawieszenie oparte na kolumnach MacPhersona i układzie wielowahaczowym z tyłu radzi sobie z polskimi nierównościami. Teoretycznie, auto może też przemieszczać się po leśnych duktach, ale nie aspiracji terenowych.
Wycieszenie jest bardzo przyzwoite. W połączeniu z charakterystyką jednostki elektrycznej owocuje to przyjemną ciszą w miejskich okolicznościach. Na autostradzie można już wyraźnie słyszeć opory stawiane powietrzu.
Układ napędowy wydaje się w pełni wystarczający. Reakcja silnika jest natychmiastowa i nie ma wrażenia niedoboru mocy. Teoretycznie, auto mogłoby mieć 50 koni mechanicznych więcej, ale tak naprawdę nie wpływałoby to znacząco na jego charakterystykę.
Ile kosztuje chiński SUV Stellantis?
Można stwierdzić, że Leapmotor B10 reprezentuje klasową średnią. Wydaje się poprawny w większości kluczowych kategorii, co sprawia, że jest przewidywalny. Dla wielu użytkowników to wystarczający argument, by się nim zainteresować.
Jest jednak coś jeszcze, co wpływa na jego ocenę – cena. I tu można mówić o naprawdę bardzo ciekawej ofercie. Chiński SUV Stellantis kosztuje w Polsce 119 900 złotych. To oznacza, że jest tańszy, niż podstawowe Renault 5. A mówimy przecież o dużym aucie z rodzinnymi zdolnościami.
Prawdziwymi rywalami są jednak Skoda Elroq, MG S5 EV i Renault Megane E-Tech. Jak łatwo wywnioskować, każdy z tych samochodów jest droższy – i to znacząco. Nawet bogata wersja B10 wypada korzystnie na tle bazowych u konkurentów.
A co z wyposażeniem? Też jest zaskakująco korzystne. Pierwszy poziom nosi nazwę Life i obejmuje szereg przydatnych rozwiązań. Wśród nich znajdują się m.in.:
- asystenci jazdy
- reflektory i lampy LED
- panoramiczny dach
- klimatyzacja automatyczna
- kamery 360 stopni
- czujniki parkowania z tyłu
- 18-calowe felgi aluminiowe
- pompa ciepła
- ekran multimedialny (14,6 cala)
- cyfrowe wskaźniki
Dla wielu potencjalnych nabywców będzie to wystarczający zestaw, szczególnie że auto kosztuje naprawdę niewiele. Szybko wzrastająca popularność Leapmotor nie jest więc przypadkiem. Podejrzewamy, że Polacy też będą się coraz śmielej interesować gamą produktową tej marki.


