Legendarny producent z Francji nabiera rozpędu. Jego gama zaczyna się rozrastać, co oznacza, że zagospodaruje większy target. Teraz dołącza do niej Alpine A390, które łączy nowoczesne trendy z pierwotną charakterystyką prowadzenia. I nie ma w tym za grosz przesady. Obawy purystów okazały się nieuzasadnione.
Nisko czy wysoko?
Na pierwszy rzut oka, nowy model ma zadatki na crossovera. Sugerują to masywne błotniki i osłony, które poprowadzono przy dolnych krawędziach karoserii. Później jednak dostrzega się nisko poprowadzoną linię dachu i wąskie przeszklenia. Proporcje też są oryginalne. A więc fastback, bezapelacyjnie.
Nurt designu wykorzystany w Alpine A390 ma w sobie sporo indywidualizmu. Dzięki temu łatwiej będzie utrzymać tożsamość stylistyczną. Front z wieloelementowym oświetleniem LED do jazdy dziennej prezentuje się okazale. Zgodnie z modą, główne reflektory zostały osadzone nieco niżej.

Ładnie prezentuje się wysunięty zderzak, którego centralna strefa nie jest litym, płaskim panelem. Znalazły się tu przetłoczenia i estetyczne kształty. Forma przywodzi na myśl Cuprę Formentor, ale tu jest jeszcze więcej sportowego sznytu.
Tył został ozdobiony panelem świetlnym, który biegnie przez całą szerokość. Wkomponowano w niego zarówno lampy, jak i nazwę marki. Ta ostatnia znajduje się w centralnym miejscu. Oznaczenie modelu jest już klasyczne i umiejscowione pod spodem.
Alpine A390 z wnętrzem w stylu Renault
Kokpit jednoznacznie sugeruje, pod którymi skrzydłami powstało Alpine A390. Bardzo podobnym projektem dysponuje choćby Renault Austral. Czy to wada? Wprost przeciwnie. I dotyczy to klientów zarówno tego pierwszego, jak i drugiego samochodu.
Wszystko za sprawą naprawdę dobrego wykonania – i to na wielu płaszczyznach. Materiały mają przyjemną, zazwyczaj miękką fakturę. Wyróżnia je staranne spasowanie. Jest w tym wszystkim jakiś pomysł, co dziś stanowi wyjątek od reguły, którą jest nudny minimalizm.

Drugą zaletą są nowoczesne instrumenty pokładowe. Zegary są cyfrowe i można je personalizować. Motywy zapewniają dobrą rozdzielczość i czytelność, bez względu na ich wybór. Z kolei pionowo umieszczony ekran multimedialny należy do najlepszych na rynku.
Działa szybko i dysponuje dopracowanymi funkcjami Google. Uzupełniono go zaawansowanym asystentem sportowej jazdy, który uczy wydajności w różnych warunkach. I chodzi tu sportowe pokonywanie zakrętów, a nie eco-driving. Jest tu także monitoring przejazdu okrążenia, który zawiera wszystkie istotne dane.
Małym dziełem jest już sama kierownica. I nie chodzi jedynie o sportowe akcenty. W sąsiedztwie jej ramion zagościły dodatkowe elementy, które świetnie wyglądają. Czerwony odpowiada za 10-sekundowy „boost” pełnej mocy. Natomiast ten niebieski ustawia stopień rekuperacji. Jest jeszcze przycisk od wyboru trybów jazdy. Fajnie.

Fotele podpierają tak, jak wyglądają, czyli bardzo dobrze. Ich dwukolorowość została okraszona mnogością rodzajów tapicerki, co paradoksalnie tworzy spójną całość. Elektryczna regulacja ma wystarczający zakres, by nawet wysocy kierowcy dobrali odpowiednią pozycję.
Tylna kanapa jest zaskakująco wygodna. Dwie osoby średniego wzrostu zmieszczą się bez uprawiania akrobatyki. Jest tu znacznie więcej przestrzeni, niż w modelu A290. Otwór drzwiowy jest spory, pomimo wspomnianej, wyraźnie opadającej linii dachu. Przydałby się tylko nieco większy kąt pochylenia oparcia. Warto dodać, że pasażerowie mają do dyspozycji własne dysze nawiewu.

Samochód o sportowym zacięciu może być praktyczny, czego francuski fastback jest dowodem. Jego bagażnik o pojemności 532 litrów pozwala na przewiezienie zarówno wakacyjnych toreb, jak i sporego kartonu ze sklepu meblowego.
Nie zastosowano tu za wielu praktycznych rozwiązań. Udało się jednak wygospodarować przestrzeń na dwie wnęki przy obu burtach i schowek pod podłogą. Oparcie drugiego rzędu da się położyć, co umożliwi przewiezienie dłuższych przedmiotów.
Alpine A390 – dane techniczne
To drugi w pełni elektryczny model tej marki. Ma na tyle kompaktowe gabaryty, że można mu przypisać sens ekologiczny, a przy tym jest na tyle przestronny, by uznać go za praktyczne auto wykorzystujące technologię akumulatorową. Wbrew pozorom, nie jest to takie oczywiste, co potwierdzają liczne twory konkurencyjnych marek.
Nowość dysponuje dwoma wariantami mocy. Podstawowe Alpine A390 GT oferuje trzy jednostki elektryczne, które rozdzielono pomiędzy osie. Ich potencjał systemowy sięga 400 koni mechanicznych i 661 niutonometrów. Trafia oczywiście na wszystkie koła.

Taka konfiguracja pozwala przyspieszać do 100 km/h w zaledwie 4,8 sekundy. Jej prędkość maksymalna to równe 200 km/h. Z kolei bateria ma pojemność 89 kWh netto, co przekłada się na 557 kilometrów zasięgu w cyklu WLTP.
Mocniejszą alternatywę stanowi Alpine A390 GTS, które również posiada trzy silniki, ale „podkręcone” do 470 koni mechanicznych i 824 niutonometrów. Tutaj także można liczyć na napęd AWD.
Osiągi są jeszcze bardziej sportowe. Francuski fastback przyspiesza do 100 km/h w 3,9 sekundy i potrafi rozpędzać się do 220 km/h. Tak szybkie nabieranie prędkości to poziom A110 R. Drugie wydanie ma taki sam akumulator trakcyjny, dzięki któremu może pokonać 503 kilometry w cyklu WLTP.
Pierwsze wrażenia z jazdy
Polska premiera tego modelu odbyła się na malowniczych drogach w okolicach Karpacza. To oznacza liczne zakręty i pochyłości. Obawiałem się, że auto będzie odczuwalnie za ciężkie na przyjemność z jazdy w takich warunkach. Szybko jednak okazało się, że inżynierowie wykonali świetną pracę.
Alpine A390 zaskoczyło lekkością, z którą radziło sobie w ciasnych łukach przy znaczących prędkościach. Duża w tym zasługa niemal idealnego rozłożenia masy. Zwinność samochodu jest wręcz zaskakująca. Do wspomnianego A110 brakuje, ale nie tak dużo, jak można było przypuszczać.

Nie bez znaczenia jest tu system Alpine Active Torque Vectoring, który opiera się na aktywnym rozdzielaniu momentu obrotowego. Sterownik w ułamkach sekundy decyduje o przekazywaniu odpowiednich wartości na dane koło.
Układ kierowniczy zasługuje na uznanie. Jego precyzja może sugerować skojarzenia z historią marki. Fajnie, że udało się zaszczepić „ducha” tam, gdzie było to trudne do przewidzenia. Tym bardziej należą się ukłony dla twórców.
Pozytywnych niespodzianek było więcej. Charakterność auta nie oznaczała surowości w dziedzinie komfortu. Nowe Alpine sprawnie pokonuje ubytki w nawierzchni. I robi to bardzo cicho. Zawieszenie jest przy tym bardzo wydajne – nie pozwala na przesadne przechyły nadwozia.
Ile kosztuje Alpine A390?
Oficjalną dystrybucją tego modelu zajmuje się dealer Pietrzak, który w tym zakresie dysponuje dwoma obiektami. Pierwszy z nich znajduje się w Katowicach przy ulicy Bocheńskiego. Natomiast drugi umiejscowiono w Warszawie przy Wirażowej.

W oficjalnym konfiguratorze dostępna jest wersja podstawowa. Jej cennik otwiera kwota 298 900 zł (wariant GTS będzie dostępny w czwartym kwartale 2026 roku). Całkowicie bazowa sztuka posiada min.:
- oświetlenie Full LED
- 20-calowe felgi aluminiowe
- dwukolorową tapicerkę
- pompę ciepła
- automatyczną klimatyzację
- cyfrowe wskaźniki
- dotykowy ekran multimedialny
- sportową kierownicę
- elektrycznie sterowane szyby
- elektrycznie regulowane lusterka
- Alpine Active Torque Vectoring
To wystarczy, by poczuć frajdę zjazdy na krętych drogach i jednocześnie komfortowo korzystać z auta podczas codziennej eksploatacji – zarówno na trasie, jak i w mieście. Z pewnością nie jest to model dla wszystkich, ale osoby poszukujące modnego nadwozia, świetnego prowadzenia i oryginalności połączonej z elektrycznym układem napędowym powinny zainteresować się francuską propozycję.


