Renault F1 - Cztery dekady niezwykłej historii | NaMasce

Renault F1 – Cztery dekady niezwykłej historii

0

Pewnie większości z Was na wspomnienie o królowej motorsportu przychodzą pierwsi na myśl tacy producenci, jak Ferrari, McLaren czy Mercedes. W tym panteonie gwiazd nie można jednak zapomnieć o Renault – Francuzi bowiem na przestrzeni lat wielokrotnie w pojedynkę zmieniali oblicze Formuły 1. A wszystko zaczęło się w 1976 roku…

Związki francuskiej marki ze sportami motorowymi sięgają praktycznie jej powstania – w tamtych czasach zdecydowanie najlepszą metodą marketingu był właśnie udział w rozmaitych próbach sprawnościowych, dlatego nie dziwi szeroka reprezentacja marki w wielu dziedzinach. Po latach systematycznego zbierania doświadczeń, inżynierowie Renault mieli na koncie już sporo sukcesów nie tylko na torach wyścigowych, ale też w rajdach. Mimo to drzwi do królowej motorsportu, jak często określa się Formułę 1, ciągle pozostawały zamknięte. Jednak ten stan rzeczy wkrótce miał ulec zmianie – punktem zwrotnym okazała się być popularyzacja silników wyposażonych w turbosprężarki, które pozwalały na wyciśnięcie absolutnego maksimum nawet z jednostek o mniejszym litrażu.

Do zalet lżejszego i bardziej kompaktowego silnika chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Tak się złożyło, że Francuzi byli jednym z pionierów w tym zakresie, więc gdy wyścigowe wozy Renault wyposażone w to rozwiązanie zaczęły odnosić duże sukcesy, to grzechem było nie wykorzystać drzemiącego w nich potencjału w najbardziej prestiżowych seriach, takich jak wyścigi długodystansowe i oczywiście Formuła 1. Pretekstem do rozpoczęcia prac nad pojazdem zdolnym do konkurowania z największymi tuzami w stawce stało się powołanie działu Renault Sport z siedzibą w Vichy w 1976 roku. Niemal z miejsca zaczęto prace konstrukcyjne, a na jedynego kierowcę w nowym teamie wytypowany został doświadczony Jean Pierre-Jaboullie, który łączył tę funkcję z obowiązkami inżyniera rozwojowego. Wkrótce potem powstał pierwszy bolid Renault, który swój debiut zaliczył podczas GP Francji w 1977 roku.

RS01, czyli „żółty czajnik”

To dość pieszczotliwe określenie nie bez powodu zostało nadane przez konkurencję. Początki ambitnych projektów zwykle bywają trudne i tak też miało miejsce w przypadku RS01, który najczęściej kończył swój udział w zawodach przy akompaniamencie pióropuszy białego dymu. Jego turbodoładowany silnik V6 o pojemności 1,5 litra rozwijał co prawda sporą moc, jednak cierpiał z powodu potężnej turbodziury i wysokiej awaryjności. Sam bolid również konstrukcyjnie odstawał od konkurencji, ale ambitni inżynierowie Renault wiedzieli, że ciężką pracą są w stanie zbliżyć się do czołówki i praktycznie na każdy kolejny wyścig szykowali tonę usprawnień. RS01 można w zasadzie traktować jako pojazd czysto eksperymentalny, a wnioski wyciągnięte przy jego budowie miały zaprocentować w kolejnych konstrukcjach.

Po swoje pierwsze punkty Renault sięgnęło w sezonie 1978 podczas GP USA, gdzie udało się wywalczyć znakomite czwarte miejsce – były to równocześnie pierwsze punkty w historii F1 zdobyte przez samochód wyposażony w turbodoładowaną jednostkę. W kolejnym roku zaprezentowano nowy bolid – RS10, który wniósł sporo konstrukcyjnych nowinek. Przede wszystkim zaimplementowano układ bi-turbo, dzięki czemu możliwe było zniwelowanie jednej z największych bolączek poprzednika, a więc występowania turbodziury. Po rozwiązaniu początkowych problemów z niezawodnością, mocny RS10 okazał się być prawdziwą bestią na torze, czego dowodem było pierwsze zwycięstwo zespołu odniesione podczas domowego GP Francji w 1979 roku, odbywającego się na szybkim torze Dijon .

Za kierownicą zwycięskiego bolidu podróżował nie kto inny, jak Jean Pierre-Jaboulie, który do wyścigu startował z pole position – chyba nikt w Renault nie mógł sobie wyobrazić lepszej rekompensaty za wszystkie trudne momenty i ogrom pracy włożonej w projekt. Ozdobą tego wyścigu został ponadto pasjonujący pojedynek między legendarnym Gillesem Vileneuve jadącym w Ferrari i drugim kierowcą Renault, Rene Arnoux – zacięta walka tych dwóch kierowców na dystansie kilku okrążeń przed metą przeszła do historii sportu. Pojawienie się RS10 oznaczało również wstęp do jednego z najbardziej fascynujących okresów w Formule 1 i zakończenie ery silników wolnossących – obok osiągów bolidów Renault nie można już było przejść obojętnie, więc konkurencja, aby liczyć się w stawce, również musiała w pośpiechu opracować własne turbodoładowane jednostki.

I wtedy wchodzi on… Alain Prost!

Redaktor naczelny podczas ostatniej wizyty w Monako miał niewątpliwą przyjemność poznać jednego z najwybitniejszych francuskich kierowców wyścigowych – Alaina Prosta. To człowiek, który do perfekcji opanował nie tylko prowadzenie piekielnie niebezpiecznych bolidów, ale też każdy wyścig rozgrywał z rozmachem rasowego szachowego arcymistrza – nie bez kozery zresztą jego przydomek to „Profesor”. Po obiecującym debiutanckim sezonie 1980 w barwach McLarena przeniósł się do teamu Renault, gdzie zajął miejsce Jeana-Pierre’a Jaboullie’a i partnerował doświadczonemu Rene Arnoux. Prost zasiadający za kierownicą bolidu RE20B szybko udowodnił drzemiący w nim mistrzowski potencjał – w każdym wyścigu w którym udawało mu się dojechać do mety meldował się na podium, trzykrotnie stając na jego najwyższym stopniu. Chociaż ostatecznie nie ukończył aż 9 wyścigów, to cały sezon zakończył na świetnym piątym miejscu w mistrzostwach, ze stratą zaledwie 7 punktów do zwycięskiego Nelsona Piquet’a, a team Renault znalazł się tuż za podium w klasyfikacji konstruktorów.

Kolejny sezon rozpoczął się od dwóch imponujących zwycięstw Prosta na torach Kyalami oraz Interlagos, jednak dalsza część sezonu przebiegała już ze zmiennym szczęściem. Sukcesem było zajęcie trzeciego miejsca w klasyfikacji konstruktorów – to pierwsze podium w tej klasyfikacji dla Renault. Warto przy tym wspomnieć, że kierowcy spod znaku rombu na 16 rund aż dziesięciokrotnie zdobywali pole position. W kolejnym roku Prost wspomagany przez nowego w teamie Amerykanina Eddiego Cheever’a dał prawdziwy popis, zwyciężając kolejne cztery wyścigi – w walce o końcowy triumf uległ jedynie Nelsonowi Piquet’owi, ostatecznie tracąc do niego zaledwie dwa punkty. Wśród konstruktorów Renault musiało uznać wyższość Ferrari, jednak wciąż był to najlepszy wynik w historii zespołu – w ten sposób ostatecznie udało się utrzeć nosa wszystkim, którzy kilka lat wcześniej wyśmiewali niekonwencjonalne podejście Renault.

Silnik Renault gwarancją sukcesu

Kolejne lata niestety dla Renault nie obfitowały już w takie sukcesy – po odejściu Alaina Prosta do McLarena wyniki teamu uległy wyraźnemu regresowi, co zapewne przyspieszyło decyzję o zaniechaniu działań fabrycznego zespołu z końcem sezonu 1985. Nie oznaczało to jednak kompletnego wycofania się marki ze sportu – koncentracja przeniosła się na dostarczanie silników innym zespołom. Jednostki przygotowywane przez Renault z powodzeniem przez wiele lat wykorzystywane były przez takie teamy, jak Lotus, Ligier, Williams czy Benneton. Te dwa ostatnie w dużym stopniu w latach 90. zdominowały stawkę, dając możliwość zdobycia mistrzostwa takim kierowcom, jak Mansell, Schumacher, Hill i Vileneuve, nie wspominając już o wielokrotnych sukcesach w klasyfikacji konstruktorów.

Udany powrót

Wielkie sukcesy odnoszone przez zespoły wspomagane silnikami Renault spowodowały, że zarząd francuskiej marki coraz poważniej zastanawiał się nad przywróceniem fabrycznego teamu. Po co jednak budować coś od zera, skoro można przejąć struktury innego zespołu? Na szczęście dla Renault, udało się tego dokonać inwestując w 2000 roku w zasłużony zespół Benneton. Dwa sezony później oficjalnie zmieniono nazwę na Renault F1, w roli kierowców zachowując młodego Jensona Buttona i Włocha Jarno Trulliego. Kierowcą testowym został zbierający wówczas doświadczenie w barwach Minardi Fernando Alonso, a całym przedsięwzięciem kierował ekscentryczny Flavio Briatore. Jak pokazał czas, współpraca między tymi dwoma ostatnimi dżentelmenami miała okazać się kluczowa w dążeniu do dalszych sukcesów.

Złoty okres przypadł bowiem na lata 2005-2006, kiedy to zespołowi udało się dwukrotnie sięgnąć po tytuł mistrza świata w kategorii konstruktorów oraz kierowców za sprawą fenomenalnego Fernando Alonso, wspomaganego przez Giancarlo Fisichellę. Skala sukcesu była imponująca, szczególnie biorąc po uwagę to, że od 2000 roku niepodzielnie w stawce panowało Ferrari wraz z bezbłędnym Michaelem Schumacherem, którzy w tamtym czasie wydawali się być niemal nietykalni. Rozpędu Renault nie zatrzymała nawet konieczność przygotowania zupełnie nowej jednostki V8 w związku ze zmianą przepisów na sezon 2006.

Po odejściu Alonso wyniki zespołu były przyzwoite, jednak żaden z kierowców nie był w stanie zbliżyć się do indywidualnych osiągnięć Hiszpana. Chwałę francuskiej marce przynosiły jednak sukcesy Red Bulla, który od kilku sezonów korzystał z silników Renault. Przełom nastąpił w 2009 roku, kiedy to młody Sebastian Vettel nieznacznie przegrał rywalizację z Brawn GP i Jensonem Buttonem. Był to jednak początek okresu dominacji zespołu Dietera Mateschitza, który w latach 2010-2013 zdobywał laury w kategorii konstruktorów, a sam Vettel czterokrotnie kończył sezon na czele stawki. W międzyczasie na skutek reperkusji związanych z kryzysem finansowym Renault ponownie zadecydowało o ograniczeniu inwestycji w zespół fabryczny, który w 2012 roku ostatecznie oddano Lotusowi.

Cztery lata później po raz kolejny Renault w stawce było reprezentowane przez własny team, który na początku swojej drogi napotkał na wiele trudności. Młody i niedoświadczony skład kierowców początkowo nie potrafił osiągać dobrych wyników, jednak po kilku sezonach ciężkiej pracy zespół wraca na właściwe tory. Obecnie barwy teamu Renault reprezentują zawsze szybki Nico Hulkenberg i jeden z najsympatyczniejszych kierowców w całej stawce – Australijczyk Daniel Ricciardo. Czy w przyszłości uda się im nawiązać do sukcesów na miarę Prosta czy Alonso? Na odpowiedź przyjdzie nam chwilę poczekać…

Autor: Daniel Banaś
Zdjęcia: Renault, Wojciech Krzemiński