Mercedes-Benz G 350 d - Stare szaty, nowa technologia | NaMasce

Mercedes-Benz G 350 d – Stare szaty, nowa technologia

0

Każdy producent musi odświeżać gamę swoich samochodów – konkurencja przecież nie śpi. Istnieją jednak modele opierające się próbie czasu. Zazwyczaj ma to związek z ich historią i reputacją, które budowano przez dekady. Najlepszym tego przykładem jest Klasa G będąca pomnikiem motoryzacji jeszcze „za życia”. Jej najnowsze wcielenie, choć naszpikowane technologią, wciąż pamięta o korzeniach i ma charakter, jakiego wszyscy oczekują.

Karoseria
Tej sylwetki nie da się pomylić z żadną inną. Jest po prostu ponadczasowa i rozpoznawalna w każdym zakątku naszej planety. W końcu istnieje od ponad 40 lat. Tak, czterdziestu. I pewnie nie ma na tym świecie odważnego (głupiego?), który pokusiłby się o designerską rewolucję tego modelu. Gelenda musi pozostać Gelendą. Bezdyskusyjnie. Właśnie dlatego kanciasta karoseria ulega jedynie drobnym aktualizacjom pomagającym odróżnić od siebie poszczególne generacje. Choć i tak nie jest to łatwe…

Aktualnie oferowana G-Klasa ma kilka cech szczególnych, wśród których znajdziemy oświetlenie. Zarówno przednie reflektory, jak i tylne lampy posiadają swój legendarny kształt, ale zmodyfikowano ich wypełnienia – teraz są ledowe. Fan niemieckiej terenówki dostrzeże również przeprojektowane zderzaki, nieco inną fakturę grilla, nowe progi i lusterka. Typowe dla modelu listwy, klamki i odstające zawiasy pozostały, bo nie było innego wyjścia – to stylistyczne wizytówki , które tylko w tym aucie są akceptowalne, a nawet… atrakcyjne.

Wnętrze
W kabinie dzieje się już znacznie więcej. Tu ingerencja projektantów była wyraźnie większa, choć nie zabrakło elementów szczególnych dla tego modelu. Kokpit nie jest tak „głęboki”, jak w dużych SUV-ach i sąsiaduje z niemal pionową, wąską szybą. Boczne przeszklenia też są „ścięte”, co znacznie poprawia widoczność. Pasażer ma przed sobą masywny uchwyt pomagający utrzymać właściwą pozycję podczas pokonywania autem różnych przeszkód. Te terenowe atrybuty nie oznaczają jednak prostoty i morza tanich plastików. Wręcz przeciwnie. We wnętrzu zastosowano najlepsze materiały wykończeniowe, bardzo starannie spasowane. Skóra to skóra, aluminum to aluminium. Takiego efektu nie powstydziłyby się nawet topowe limuzyny.

Mamy do czynienia z nowym Mercedesem, dlatego nie mogło zabraknąć „ekranizacji”. Oba instrumenty umieszczono w dużej ramce, którą „przykrywa” niewielki daszek. Pierwszy z nich odpowiada za wskaźniki i komputer pokładowy, a drugi został zintegrowany z multimediami i pozostałymi funkcjami pojazdu. Możliwości personalizacji są bardzo duże, a obsługa – całkiem przyzwoita, choć potrzeba odrobiny czasu, by wszystko okiełznać. Najnowszy system marki o nazwie MBUX (który znajdziemy m.in. Klasie A) jest jednak jeszcze bardziej sprawny w działaniu.

Zanim poświęcę kilka słów fotelom, chciałbym wspomnieć o samym wsiadaniu. Drzwi są duże, ale umieszczone na takiej wysokości, że możemy się poczuć, jakbyśmy wchodzili na pierwsze piętro. Ich piękny, toporny wygląd to nie złudzenie – naprawdę trzeba trzasnąć, by je zamknąć. I fajnie, bo niczego nie udają. Przejdźmy teraz do pierwszego rzędu. Zarówno siedziska, jak i oparcia są przepastne. W ich towarzystwie nawet siatkarze poczują się dobrze. Zakres regulacyjny również imponuje. Luksusowe konotacje podkreślają zagłówki – dawno nie miałem do czynienia z tak wygodnymi obiciami. Poza tym, fotele są aktywne. To oznacza, że „pompują” boczne partie podczas pokonywania zakrętów – wszystko po to, by ciało mogło liczyć na właściwe podparcie. Podgrzewanie, wentylacje i masaże są również obecne. Z tyłu jest równie… wysoko. Tu nie ma już tak komfortowych dodatków, ale sama kanapa jest całkiem niezła. Co ważne, można zwiększać kąt pochylenia oparcia. Przestrzeni jest naprawdę dużo, dlatego nawet wysocy pasażerowie nie powinni narzekać.

Klasa G jest wysokim i bardzo masywnym autem, co potęguje wrażenie wielkości. Kabina nie jest jednak ogromna, podobnie jak sam bagażnik. Za otwierającą się na bok klapą kryje się dość krótka, ale głęboka przestrzeń. Według danych producenta, zmieści się tu ponad 650 litrów, ale mam wrażenie, że to bardzo optymistyczna liczba. Po złożeniu drugiego rzędu, możliwości rosną do 1941 litrów. Na pochwałę zasługują regularne kształty, duży otwór i naprawdę genialne wykończenie. Nawet tutaj nie ma mowy o jakichkolwiek oszczędnościach.

Technologia
Mercedes kazał nam czekać nieco dłużej na prezentowaną wersję silnikową, ale było warto. Pod maską szarej Gelendy mieszka „rzędowa szóstka” o pojemności 3 litrów. W tej konfiguracji oferuje 286 KM (3400-4600 obr./min.) i 600 Nm (1200-3200 obr./min.). Przy G 500 i G 63 nie są to oszałamiające liczby, ale wierzcie mi, że ten samochód nie potrzebuje więcej mocy. Warto dodać, że jednostkę uzupełnia 9-biegowy automat i zaawansowany napęd na obie osie. Ten 2,5-tonowy potwór osiąga pierwszą setkę w 7,9 sekundy i rozpędza się do około 200 km/h. Czy w aucie luksusowo-terenowym to za wolno? Zdecydowanie nie. Poza tym, diesel potrafi palić znacznie mniej, niż pozostałe jednostki. Jeżeli przemieszczamy się normalnym tempem bez przesadnego męczenia pedału gazu, średnia w cyklu mieszanym wyniesie około 12,5 litra.

Wrażenia z jazdy
Prowadzenia tego samochodu nie da się pomylić z żadnym innym. Tu jednak należy zaznaczyć, że testowana generacja Klasy G otrzymała nowe podzespoły wpływające na właściwości jezdne. Zacznijmy od tego, że mimo większych rozmiarów (53 mm dłuższa, 121 mm szersza), jest lżejsza o 170 kg. To efekt zastosowania aluminiowych komponentów. Masa rozkłada się nieco inaczej, co wpływa na stabilność podczas pokonywania zakrętów. To oczywiście nie oznacza sportowych właściwości… Gelenda wciąż potrafi bujać się na boki, a jej promień skrętu bardziej przypomina autokar niż osobówkę, ale i tak jest o niebo lepiej, niż w poprzednim wcieleniu.

Układ kierowniczy pozwala wyczuć w jakim położeniu są przednie koła, dlatego przy wyższych prędkościach nie ma uczucia niepewności. Ma w tym swój udział również zawieszenie oparte na podwójnych wahaczach (przód) i osi sztywnej (tył). Ponadto, inżynierowie poradzili sobie z efektami ubocznymi kanciastej sylwetki. Wrażliwość na podmuchy wiatru jest niewielka, a wyciszenie – naprawdę dobre. Legendarny Mercedes może więc bez najmniejszych problemów pokonywać długie dystanse. Czujesz się w nim zupełnie inaczej, niż w SUV-ie, ale to tylko i wyłącznie sprawia frajdę oraz jest czymś, co przyciąga, a nie zniechęca.

Kwadratowy Mercedes prowadzi się lepiej na asfalcie, ale czy zachował terenowe umiejętności? Zdecydowanie tak. I podkreślają to podstawowe liczby. Dzięki prześwitowi sięgającemu 241 milimetrów, bez problemu zachowamy podwozie w całości. Co więcej, możemy brodzić do głębokości 70 centymetrów. Pochyłości też nie powinny stanowić problemu: kąt zjazdu to 30 stopni, natarcia ma 31 stopni, a rampowy wynosi 26 stopni. Można też liczyć na system DYNAMIC SELECT umożliwiający wybór trybu jazdy, wśród których znajduje się Off-Road. Prawdziwą nowość stanowi natomaist G-Mode, który aktywuje się automatycznie, jeżeli włączymy jedną z trzech blokad dyferencjałów lub przełożenie redukcyjne. Możemy więc pokonywać leśne dukty w królewskich warunkach.

Okiem przedsiębiorcy
Marka premium, unikatowa historia, popularność na całym świecie, luksusowy charakter, zdolności terenowe… Mógłbym tak wymieniać, ale i tak trudno będzie uzasadnić cenę. Dlaczego? Klient G-Klasy kupuje bowiem coś więcej, niż sam samochód. I właśnie dlatego nie warto szukać na siłę „usprawiedliwień” takiej decyzji. Bazowy wariant, czyli właśnie 350 d, został wyceniony na 492 000 zł. To dużo, ale… G 63 kosztuje 758 500 zł. I mówimy tu o wersjach bez wyposażenia dodatkowego, które może wywindować cenę o nawet kilkaset tysięcy.

To sprawia, że na tego Mercedesa mogą pozwolić sobie nieliczne osoby prywatne i… obrotni przedsiębiorcy. Właśnie dlatego warto zerknąć na wachlarz finansowania dostępny w polskim oddziale marki. Klient zainteresowany kredytem, może liczyć na umowę na okres od 12 do 72 miesięcy. Raty mogą być równe lub malejące, a także istnieje możliwość stworzenia ostatniej – balonowej. Dla firm przygotowano leasing z umową na okres od 24 do 60 miesięcy. Szczegółowe parametry są oczywiście zależne również od wysokości wpłaty własnej i ustalonej wartości końcowej.

Podsumowanie
Wielu twierdzi, że G-Klasa podkreśla styl życia, ale nie jest to prawda. Niemiecka ikona motoryzacji może bowiem szaleć po arabskiej pustyni, przemierzać autostrady lub kręcić się po bulwarach, jednaże rzadko konkretny egzemplarz służy użytkownikowi do tego wszystkiego jednocześnie. Przedstawia natomiast status społeczny właściciela, który ma na tyle duże zaplecze finansowe, że dużo może, ale nic nie musi. Jest to jeden z tych samochodów, które kupuje się sercem, pasją i marzeniami, dlatego cena nie gra kluczowej roli.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

9.4 9.4

Wielu twierdzi, że G-Klasa podkreśla styl życia, ale nie jest to prawda. Niemiecka ikona motoryzacji może bowiem szaleć po arabskiej pustyni, przemierzać autostrady lub kręcić się po bulwarach, jednaże rzadko konkretny egzemplarz służy użytkownikowi do tego wszystkiego jednocześnie. Przedstawia natomiast status społeczny właściciela, który ma na tyle duże zaplecze finansowe, że dużo może, ale nic nie musi. Jest to jeden z tych samochodów, które kupuje się sercem, pasją i marzeniami, dlatego cena nie gra kluczowej roli.

  • 9.4
Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Skomentuj artykuł