Lexus Driving Emotions 2017 - NaMasce

Lexus Driving Emotions 2017

0

Sprawdzenie możliwości konkretnych samochodów musi odbywać się w odpowiednio dostosowanych warunkach. Doskonale wie o tym Lexus, który po raz kolejny zorganizował imprezę z cyklu „Driving Emotions”.

Miejscem wydarzenia był Silesia Ring – zupełnie nowy obiekt na torowej mapie Polski, który znajduje się w Kamieniu Śląskim (okolice Opola). Charakteryzuje go nitka o długości 3636 metrów uzupełniona 9 prawymi i 6 lewymi zakrętami. Można bezapelacyjnie stwierdzić, że jest jednym z najnowocześniejszych tego typu miejsc dostępnych w naszym kraju, czego dowodem są nie tylko możliwości konfiguracyjne samego toru, ale też znajdująca się wokół niego infrastruktura. Lokalizacja zasługuje więc na uznanie.

 

Lexus LC – tegoroczna gwiazda

Uznanie należy się także dla głównego bohatera całego eventu – modelu LC. Japońskie coupe, które debiutuje na polskim rynku jest pokazem możliwości Lexusa i świetnym przykładem na to, że… można inaczej. Jego design po prostu imponuje. Styliści spisali się na medal projektując futurystyczną i elegancką zarazem sylwetkę. Tymi samymi słowami można określić wnętrze, które daje także poczucie wysokiej jakości i dbałości o detale.

 

Pozostawmy jednak te kwestie, bo z pewnością zostaną rozwinięte po odbyciu pełnowymiarowego testu. Skupmy się na możliwościach, które dał nam Lexus Driving Emotions. Mam oczywiście na myśli tor, na którym przyszło mi sprawdzić obie dostępne wersje tego modelu (500 i 500h). Czy to właściwe miejsce dla tak eleganckiego samochodu? I tak, i nie. Z jednej strony LC idealnie pasuje do garnituru. Z drugiej jednak ma pod maską duży potencjał, który pozwala przypuszczać, że da sobie radę w miejscu zarezerwowanym dla stricte sportowych samochodów.

 

W tym miejscu warto wspomnieć o technologii. Zacznijmy od „zwykłej” 500-tki. Pod jej maską znajdziemy 5-litrowe V8 generujące 477 KM (przy 7100 obr./min.) i 540 Nm (4800-5600 obr./min.). Cały potencjał trafia na oś tylną za pośrednictwem 10-biegowej przekładni automatycznej. W tej konfiguracji Lexus osiąga pierwszą setkę w 4,7 sekundy i rozpędza się do 270 km/h.

Z kolei sercem 500h jest 3,5-litrowa jednostka V6 oferująca 299 KM (przy 6600 obr./min.) i 348 Nm (przy 4900 obr./min.). Współpracuje z nią silnik elektryczny o mocy 179 KM i momencie obrotowym na poziomie 300 Nm. Łączna moc zestawu to 359 KM. Tutaj także mówimy o tylnym napędzie, tyle że w jego przekazywaniu uczestniczy nieco inna skrzynia. A raczej dwie… To układ Multi Stage Hybrid, który łączy bezstopniowy automat (mający „program” na trzy wirtualne biegi) z przekładnią czterobiegową. W sumie mogą one dawać 10 przełożeń – pierwsze trzy wykorzystują „jedynkę” automatu, kolejne trzy „dwójkę”, następne trzy „trójkę”, a „czwórka” pełni funkcję ostatniego, 10-tego przełożenia będącego nadbiegiem. W tym przypadku można przyspieszać do pierwszej setki w 5 sekund i rozpędzać się do 250 km/h.

Podczas pokonywania toru można było zatem dostrzec różnice w pracach przekładni, ale zarówno 500, jak i 500h dawały sobie radę bez większych „ale”. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na wspólne elementy – układy zawieszenia, kierowniczy i hamulcowy. Każdy z nich spisywał się naprawdę znakomicie. Przednie koła bardzo dokładnie słuchały poleceń kierow(ni)cy, „wielowahacze” zamontowane z tyłu i z przodu utrzymywały nadwozie w ryzach, nie pozwalając na przesadne przechyły karoserii, a wentylowane tarcze pozwalały na błyskawiczne wytracanie prędkości. Paradoksalnie, sportowe możliwości niemal 2-tonowego auta nie oznaczają rezygnacji z komfortu. Wręcz przeciwnie. Podczas normalnej jazdy LC „płynie” po drodze i pozwala na sporą dozę relaksu. Summa summarum, kompletne, wzorcowo zaprojektowane coupe.

Lexus NX – doświadczony gracz

Na Lexus Driving Emotions nie mogło oczywiście zabraknąć popularnego SUV-a, czyli modelu NX. Mimo trzech lat rynkowych doświadczeń, auto wciąż budzi spore zainteresowanie klientów. Powodem takiego stanu rzeczy jest ciekawy wygląd idący w parze z praktycznym wnętrzem i dobrą jakością.

Auto było wykorzystywane do próby terenowej zwanej LEXPERIENCE. Wielu producentów w taki sposób pokazuje i udowadnia, że auto daje większe możliwości poza asfaltem, niż potencjalny nabywca uważa. I rzeczywiście, NX potrafił pokonać dość grząskie błoto, leśne dukty, wodę i wiele innych przeszkód. Pomógł w tym nie tylko rozsądny prześwit, ale także dość krótkie zwisy karoserii.

Lexus RX – flagowy SUV do zadań specjalnych

Z kolei RX to największy tego typu model japońskiej marki oferowany na polskim rynku. On także wygląda ciekawie i cechuje go jeszcze większa jakość, którą uzupełnia przestronna kabina. Na Lexus Driving Emotions służył do dwóch kluczowych zadań.

Pierwszym z nich było tzw. Game View polegające na sprawdzeniu zaufania do… samego siebie. W testowanym aucie zaklejono bowiem wszystkie szyby czarną folią, by nie zdradzały otoczenia. Zamiast tego do dyspozycji kierowcy był centralnie umieszczony monitor, który przekazywał obraz z kamery umieszczonej na wysokim maszcie zamontowanym na dachu RX-a. Niby wszystko okej, ale w praktyce kierowcy nie czują się pewnie. Doskonale wiedzą to ci, którzy mimo posiadania kamer wokół auta i tak korzystają z lusterek podczas cofania, bo nie do końca ufają „monitoringowi”. Tak czy inaczej, specjalnie przygotowany tor przeszkód udało mi się pokonać bez komplikacji i konieczności przeprowadzania napraw blacharskich…

Drugą funkcją tego modelu był słynny test łosia. W tym celu wykorzystano dwa egzemplarze, które różniły się jednym, acz ważnym szczegółem – posiadaniem systemu AVS. To nowoczesne rozwiązanie pomaga w okiełznaniu auta i utrzymaniu jego stabilności podczas gwałtownej zmiany toru jazdy. Co istotne, początkowo nie zdradzono którą sztukę wyposażono w system. Musiał to rozpoznać kierowca kolejno zasiadający za kierownicami obu aut. Warto dodać, że nikt nie miał problemu z rozpoznaniem różnicy i wskazaniem bezpieczniejszego NX-a. To oczywiście dowodzi, że AVS jest skuteczny.

Lexus GS F – przenieść moc na asfalt

Ostatnim zadaniem uczestników był tzw. drag race, czyli słynny wyścig na prostej. Idąc nieco na przekór, wykorzystano do tego dwa egzemplarze modelu GS – limuzyny o słusznych gabarytach. Żeby jednak nie zabrakło emocji, obie sztuki to wersje F. A to oznacza 477 KM, które trafiają na tylną oś za pośrednictwem 8-biegowego, sportowego automatu. W takiej konfiguracji japoński sedan rozmienia pierwszą setkę w 4,6 sekundy i kończy przyspieszać dopiero przy 270 km/h.

W tej próbie liczył się oczywiście czas reakcji kierowcy, który musiał wyczuć moment pojawienia się zielonego światła. Jak przy każdej próbie, warto było zwrócić uwagę także na zachowanie auta. Spore gabaryty nie ograniczają możliwości auta, które potrafi dać naprawdę wiele frajdy z jazdy i zarzucić bokiem, kiedy tylko trzeba. Z drugiej strony GS F bardzo wydajnie przekazuje moc na asfalt, mimo że jego ogromne stado trafia tylko na dwa tylne koła. Dzięki temu można swobodnie korzystać z jego pełnej mocy nawet przy najniższych prędkościach. Auto o dwóch twarzach.

Podsumowanie

Czwarta edycja Lexus Driving Emotions okazała się bardzo udana. Po raz kolejny spełniła dziennikarskie oczekiwania i pozwoliła na jeszcze lepsze poznanie gamy modelowej Lexusa, wśród której na największe ukłony zasługuje bez wątpienia nowość – LC 500.

Tekst: Wojciech Krzemiński
Zdjęcia: Lexus

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

Skomentuj artykuł