Kierowcy TIR-ów, protest, mocny spot - moja opinia - NaMasce

Kierowcy TIR-ów, protest, mocny spot – moja opinia

2

Ostatnia akcja policyjna wyłapująca tych kierowców TIR-ów, którzy łamią przepisy przelała czarę goryczy i zaowocowała strajkiem drogowym. To z kolei wywołało falę hejtu.

Nie, nie jestem tirowcem, ale myślę, że moja praca pozwala na obiektywną ocenę sytuacji, nie tylko dlatego, że branża transportowa jest mi bliska. I nie chodzi też o to, że pełnię funkcję dziennikarza. W tym momencie chciałbym, byście odbierali mnie jako kierowcę, czyli użytkownika korzystającego z tych samych dróg. Pokonuję rocznie 60 000 – 100 000 kilometrów przeróżnymi autami/motocyklami i po różnych odcinkach, dlatego chciałbym dosypać do tego transportowego słoika własną opinię.

Zacznijmy od policyjnej akcji, która była momentem zapalnym w całej tej historii. Nie przypominam sobie, by kierowcy osobówek organizowali protest, bo zaostrzył się taryfikator. Nie pamiętam też, by ktokolwiek odpowiadał na kaskadowe pomiary prędkości, akcje „znicz” i inne tego typu historie. I choć jestem świadomy, że wiele pomiarów zostało wykonanych sprzętem o wątpliwej legalności, gdzieś tam z tyłu głowy wierzę, że wśród mundurowych znajdują się tacy, którzy chcą dbać o bezpieczeństwo. Zresztą, ich ostatni protest (pouczenie zamiast mandatu) pozwala wnioskować, że nie do końca podobają się im polecenia „odgórne”, o których tak często jest mowa. Miejmy więc nadzieję, że świadomość policjantów będzie im coraz mocniej pozwalała na pełnienie służby, a nie wykonywanie pracy, która ma przynieść przełożonym pochwały i pieniądze.

Teraz przejdźmy do formuły, jaką przybrał protest kierowców TIR-ów. Nie wiem ilu kolegów zdecydowało się na realizację tego planu, ale… Czy utrudnianie ruchu innym użytkownikom jest dobrym posunięciem? Czy pomoże? A może wpływa na osłabienie wątpliwego wizerunku, o którym mowa w poniższym materiale video? Krótko pisząc,  inni mieli cierpieć/irytować się/nie zdążyć, bo tak chciały osoby z branży transportowej. Jeśli pewne grupy społeczne chcą być zauważone, to organizują się pod Sejmem i zwracają uwagę tych, od których zależy prawo. Protestująca pielęgniarka z pewnością nie dosypie pacjentowi trucizny do kroplówki, bo tylko na tym straci. Równie dobrze kierowcy osobówek mogą mieć genialny pomysł na blokowanie TIR-ów w ramach protestu przeciwko za małym gaśnicom w autach. Nie tędy droga.

Łyżką dziegciu są również dziesiątki materiałów z rejestratorów video, które pokazują niebezpieczne zachowania kierowców TIR-ów. Ktoś może powiedzieć, że jeszcze więcej z nich dotyczy kierowców osobówek. I rzeczywiście, tak jest. Problem w tym, że trzeba w tym wszystkim zachować proporcje – ciężarówek jest znacznie mniej niż samochodów osobowych, stąd różnice w liczbach. I nie ma tu też mowy o usprawiedliwianiu którejkolwiek strony, bo po obu znajdziemy złe nawyki, które często doprowadzają do niepożądanych konsekwencji.

Najbardziej irytującym zachowaniem, którego dopuszczają się kierowcy ciężarówek jest oczywiście wyprzedzanie z minimalną prędkością albo jazda obok siebie. Gdzieś słyszałem wypowiedź jednego z nich, że w ten sposób można oszczędzić godzinę. I nie był to trucker z Antypodów… Weźmy więc pod lupę możliwości. Kierowca posiadający w aucie „tacho” może jechać 4,5 godziny bez przerwy. Skoro jedzie szybciej od wyprzedanego kierowcy o 1-2 km/h to może nadrobić kilka kilometrów. Ale… czy nie spotkają się zaraz na wszechobecnych zwężeniach, światłach, zatorach drogowych? Czy wyprzedzający zdoła utrzymać różnicę? W polskich warunkach jest to po prostu trudne do zrealizowania, a najczęściej – niemożliwe.

Opłacalność wyprzedzania jest więc wątpliwa. Do tego sama próba realizowania manewru… Wszechobecna opinia „jedzie osobówką, to zdąży wyhamować” nie jest zbyt rozsądna. To że osobówka szybciej przyspiesza również nie jest wytłumaczeniem. Jakby się uprzeć, osoby ze zwykłych samochodów mogą blokować „ciężarowców”, bo „przecież oni i tak wolno jadą”. Jazda w ruchu drogowym polega na wzajemnym rozumieniu, wyobraźni i szanowaniu innych. Wiem, że brzmi to utopijnie, ale tylko tak możemy coś osiągnąć. Wszyscy razem.

Kilka razy miałem okazję odbyć szczere rozmowy z kierowcami ciężarówek. Po zbiciu ich z tropu i rozsądnej argumentacji zawsze pojawiało się to samo stwierdzenie, które brzmiało mniej więcej tak: „ale wiesz, jedziesz non stop z tą samą prędkością i ta monotonia jest niezwykle męcząca, co też prowokuje do zmiany pasa, wyprzedzenia, by zachować czujność/koncentrację za kółkiem”. I oczywiście jestem to w stanie zrozumieć, bo podróż nocą z taką prędkością może zwyczajnie usypiać. Warto więc zastanowić się nad przepisami dotyczącymi czasu pracy kierowców. I tu znowu wracamy pod Sejm…

Teraz kilka ciepłych słów. Każdy doskonale wie, że transport drogowy ma ogromne znaczenie dla gospodarki i społeczeństwa. Ktoś może powiedzieć, że praca kierowcy nie jest skomplikowana: wsiada i jedzie, a do tego przeważnie dobrze zarabia. Wymaga to jednak wyrzeczeń, które z pewnością nie są przyjemne. Nikt bowiem nie lubi rozstawać się ze swoją rodziną i z godziny na godzinę oddalać się od miejsca zamieszkania, bo obowiązki wzywają. Oczywiście nie uznam tu argumentu, że kierowca TIR-a wymusza pierwszeństwo czy wyprzedza przez 10 minut, by dotrzeć szybciej do rodziny – to tylko i wyłącznie granie na emocjach, które jest zwyczajnie nieuczciwe. Powinno nam bowiem chodzić o to, by wszyscy mogli sprawnie i bezpiecznie dotrzeć do rodzin. Podkreślam, wszyscy. Każdy z nas bowiem pracuje – często ciężej.

Przejdźmy do materiału, który pojawił się na YouTube dzięki kanałowi firmy ADAR. Znajduje się tam mocny przekaz przedstawiający wzorcowego ojca wykonującego zawód kierowcy – wszystko po to, by utrzymać rodzinę. Zamiast szacunku innych „zyskuje” jednak hejt (który słychać w tle). I tu musimy użyć słowa „uogólnianie”. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Jest mnóstwo truckersów, którzy rozumieją swoją pracę i świetnie ją wykonują. Nie tylko nie blokują ruchu, ale potrafią wykazać się wyrozumiałością i uprzejmością do pozostałych użytkowników. Problem w tym, że jak w każdej grupie, są też tacy, którzy mają „w poważaniu innych”. A jak każdy wie, trudno zdobywa się dobrą opinię, a niezwykle szybko można ją stracić.

Wnioski nasuwają się więc same: edukacja i zrozumienie. Jeśli wykażemy się rozsądkiem na drodze i szacunkiem do innych, będziemy mogli oczekiwać tego samego. Nie brońmy na siłę osób ze swoich branż, gdy robią źle, nawet jeśli to koledzy. Zamiast tego zwracajmy im uwagę, eliminujmy (w miarę swoich możliwości) patologie drogowe i poprawiajmy kulturę jazdy wykazując się uprzejmością, a nie lekceważeniem czy cwaniactwem. Tylko tak możemy realnie przyczynić się do postępu na naszych drogach.

 

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

2 komentarze

  1. W Polsce tylko osobowym. Nie wyobrażam sobie z takim chamstwem dzielić drogę. Jeżdzę na C+E od 12 lat. Od 7 lat na 25 metrach. Po zrobieniu prawa jazdy ciężarówka zrobiłem w PL ok 500km. To mój protest na polskie drogi. O kiepskich pensjach szoferów w Polsce nie wspomnę

Skomentuj artykuł