Kia Picanto 1.2 MPI XL - Good morning - NaMasce

Kia Picanto 1.2 MPI XL – Good morning

0

W Korei nosi nazwę Kia Morning. A mogłaby, Good Morning. Wygląda naprawdę sympatycznie. Całkiem żwawo się porusza. Przez kilka dni służyła nam, jako pojazd transportujący nasze, niezbyt dobudzone jeszcze ciała do pracy. I obok kawy, był to najsympatyczniejszy moment poranka…

 

Pierwsza generacja Picanto wyjechała z salonów na przełomie 2003 i 2004 roku. Nie była specjalnie urodziwa. Nawet po liftingu w 2007 roku. Ale nie oszukujmy się, nikt, poza Włochami nie budował wtedy ładnych aut w segmencie A. Czasy jednak się zmieniły. Kryzys wymusił na producentach i centrach stylistycznych wszystkich marek przewartościowanie wszystkich wartości. Efekt, jak widać…

 

Na zewnątrz…
Powiem bez ogródek. Z ofert wszystkich koncernów znikają auta nijakie. Nawet miejskie maluchy muszą być ładne albo bardzo ładne. Nic dziwnego, że Kia/Hyundai przyłożyły się do stylistyki Picanto i bliźniaczego i10. Niby dwubryłowe, ale przez pochylenie przedniej szyby i delikatne przetłoczenie maski wygląda prawie jak jednobryłowiec. Przetłoczenia na bokach, spoiler nad klapą bagażnika i samo ukształtowanie tyłu auta nadają mu nietuzinkowego, bardzo dynamicznego wyglądu.

 

Zadziorny przód z dzielonym grillem i dużymi reflektorami (z całą baterią diod do jazdy dziennej) sprawiają wrażenie, że auto jest większe i szersze niż w „realu”. Ot, taka optyczna zagwozdka dla konkurencji. Tył, typowy dla hatchbacków, ale na pewno nie monotonny. Ciekawa linia tylnych lamp (też diodowych oczywiście) masywny zderzak i spora szyba nadają autu sportowego sznytu.

 

Nie, zdecydowanie nie mamy się do czego w designie Picanto przyczepić. Auto, choć z segmentu miejskich maluchów wygląda na sporo większe, niż jest w rzeczywistości. I mimo tego, że jest pięciodrzwiowe (a takie nadwozia w segmencie A podobają nam się jakby mniej), nic nie zakłóci dobrego postrzegania Picanto.

 

… i w środku
Auta segmentu A są zazwyczaj wewnątrz tak wesołe jak twarz pracownika domu pogrzebowego. I my cudów się nie spodziewaliśmy. I… niesłusznie. Powiem szczerze, nieco mnie zatkało, kiedy wsiadłem do Picanto pierwszy raz. Dwukolorowa deska zrobiła na mnie spore wrażenie. Szczególnie, że jest biało-czarna. Białe elementy pomalowano lakierem tzw. fortepianowym. Wszystko wygląda lepiej niż porządnie.

 

Konsola środkowa i panel zegarów: ładne, czytelnie. Plastiki, którymi wszystko to obudowane wprawdzie twarde, ale o co najmniej zadowalającej jakości. Ogromny plus za wejście USB w miejscu ogólnie dostępnym i jedynym słusznym. Gniazdom USB w schowkach i podłokietnikach mówimy stanowcze nie!

 

Kolejny szok to fotele i tylna kanapa. Nie tylko duże i wygodne, ale przede wszystkim wykończone bardzo porządnymi materiałami. Nie okropne kocyki, ale materiał w dotyku przypominający tweed, kawałki skóry, ciekawe, kontrastowe przeszycia. O tak, jest wygodnie i elegancko. Takiego wnętrza nie powstydziłoby się auto segmentu C.

 

Dwa łyki arytmetyki
Kia Picanto to typowe auto z segmentu A. Z 3995 mm długości, 1595 szerokości I 1480 wysokości i 2385-milimetrowym rozstawem osi gwarantuje niezły komfort podróżowania dla 4 osób. W takiej konfiguracji w bagażniku możemy pomieścić nie rekordowe wprawdzie, ale akceptowalne 200 litrów ładunku. W konfiguracji 2-osobowej – 920 litrów.

 

Technologia
Picanto napędza znany ze starszych modeli 1,2-litrowy silnik z wielopunktowym wtryskiem. Pełną moc, 85 koni, osiąga przy 6000 obrotach. Maksymalny moment obrotowy – 121 Nm. przy 4000 obrotów. Nie są to liczby powalające, ale samochód porusza się naprawdę bardzo żwawo. Testowy, z manualną, 5-biegową skrzynią osiągnął 171 km/h. Od 0 do 100 auto daje się rozpędzić w 11,4 sek. I to są całkiem dobre liczby, zważywszy, że akurat to auto (w odróżnieniu do egzemplarzy z Kia Cup) w wyścigach udziału nie bierze.

 

Trudno też przyczepić się do ekonomiki. 85-konne Picanto według katalogu pali 5,8 litra w mieście, 3,8 na trasie i 4,5 średnio. W zasadzie, zgadzamy się z danymi katalogowymi, choć przez duże obciążenie i włączoną klimatyzację auto może spalić do pół litra więcej. Szczególnie w ruchu miejskim.

 

Wrażenia z jazdy
Auto prowadzi się lekko i precyzyjnie. Konstruktorzy nie zdecydowali się na techniczną dezynwolturę i postanowili zawiesić Picanto na tradycyjnych „makpersonach” i belce skrętnej. Efekt? Lepiej niż dobry.

 

Jakość amortyzacji, jak na auto segmentu A oczywiście, zaskakująco dobra. Do wnętrza Picanto nawet w czasie jazdy po wyjątkowo nierównym podłożu nie dochodzą odgłosy pracy amortyzatorów i sprężyn. Mała Kia wybiera nierówności spokojnie i bez narowów. W zakręty wpisuje się z godnością większego auta. Nie stwierdziliśmy nadmiernych tendencji do pod ani nadsterowności.

 

85-konny silnik zapewnia Picanto niezłe przyspieszenie. Jest też w miarę elastyczny. Charakteryzuje się również umiarkowanym apetytem na etylinę. Za wrażenia z jazdy, ocena bardzo dobra a plusem.

 

Okiem przedsiębiorcy
Kia Picanto to wymarzona propozycja dla flot. Jest stosunkowo tania (od 30 990 złotych za wersję trzydrzwiową z silnikiem 1,0 do 42 990 złotych za 1,2 85 KM), w miarę pakowna i ekonomiczna.

 

Zakup Picanto najłatwiej sfinansować dzięki Kia Finance. Obecnie w ofercie są trzy rodzaje kredytu: 50/50 z wpłatą własną 50% wartości, 3X33 z wpłatą własną 33% i Niski %, bez wpłaty własnej. Kia Leasing to dodatkowo 3,5% rabatu przy zakupie auta. Okres leasingu od 24 do 60 miesięcy z wplata własną 0%. Zarówno kredyty jak i leasing dotyczą aut z rocznika 2012 i 2013.

 

Podsumowanie
Kia, goniąc konkurencję przyspieszyła tak bardzo, że niektórych, tzw. „markowych” producentów prześcignęła. I to jest znak czasów…

 

Tekst i zdjęcia: Artur Balwisz

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

Skomentuj artykuł