Co myśli Krzemiński: Karetki w przyszłości... - NaMasce

Co myśli Krzemiński: Karetki w przyszłości…

0

Każdy z nas wie, jak wyglądają karetki. Większości zdarzało się nawet uciekanie na pobocze lub chodnik, by sprawnie przejechały. Są też tacy, którzy korzystali z ich dobrodziejstw.

Temat tego felietonu może Was trochę dziwić, ale myślę o tym za każdym razem, gdy mija mnie tego typu pojazd uprzywilejowany. Bez wątpienia jego funkcjonowanie wiąże się z ratunkiem – życia i zdrowia. A w takich przypadkach bardzo często, w sumie najczęściej liczy się czas. Mieć czas to móc. A żeby móc, trzeba mieć… moc. O co chodzi? Spieszę z wyjaśnieniami.

Karetki swoje ważą. Przeważnie ich masa waha się od 2 do 3,5 tony. Są też wysokie i muszą sobie radzić z dużymi oporami powietrza. Nie macie więc wrażenia, że powinny mieć większy potencjał pod maską? Jakiś czas temu czytałem, że pewien szpital z północy kraju otrzymał kilka nowych ambulansów, z których każdy ma silnik generujący 190 KM. Z wypowiedzi ich przyszłych kierowców wynikało, że nigdy takimi mocnymi pojazdami ratowniczymi nie jeździli. A mnie wydaje się, że to i tak zdecydowanie za mało…

Od razu pragnę zaznaczyć, że nie chcę popadać tu w skrajność. Nikt nie mówi, żeby do Audi RS6 wstawiać nosze, a na dachu montować tzw. „koguty”. Chociaż… Bądźmy jednak realistami. W karetce musi być wystarczająco dużo miejsca, dlatego za bazę muszą wciąż służyć auta dostawcze/użytkowe. Jeśli jednak dysponowałyby mocą 300-400 KM i napędem na obie osie, mogłyby oszczędzić sporo czasu. Pamiętajmy, że dojazd do wypadku na autostradzie lub drodze ekspresowej może być czasochłonny. I właśnie w takich sytuacjach duży potencjał silnika miałby największe znaczenie. Tu nie chodzi o to, by przewożony na noszach poszkodowany musiał dodatkowo walczyć z przeciążeniami podczas błyskawicznego przyspieszania karetek. Mam na myśli raczej to, by mógł szybko się w tej karetce znaleźć.

To oczywiście jedna z możliwości. Ciekawym pomysłem są także karetki… motocyklowe. Wiem, brzmi dość nietypowo, ale takie rozwiązanie świetnie funkcjonuje w Wielkiej Brytanii. Część służb pogotowia ratunkowego dysponuje jednośladami wyposażonymi w podstawowe narzędzia do ratowania życia. Dzięki niewielkim gabarytom i dobremu stosunkowi mocy do masy, tego typu motocykl jest w stanie szybko dotrzeć do ofiary wypadku czy poszkodowanego w każdych warunkach. Wyszkolony ratownik udziela wtedy niezbędnej pomocy i w razie potrzeby zostaje z taką osobą do czasu przybycia pełnoprawnej karetki.

Pewnie większość z nas uzna te pomysły za bardzo ciekawe, ale… niemożliwe do realizacji. Powód? No jasne, że pieniądze. Problem w tym, że w czasie każdych kampanii wyborczych (czy to prezydenckich, czy parlamentarnych, do Europarlamentu lub samorządowych) słyszymy, jak ważny jest każdy głos, jak bardzo liczy się każdy człowiek. Oddawać głosy mogą jednak tylko ci, co żyją… Jeśli więc do naszych władz (przeszłych, obecnych i tych przyszłych) nie przemawia argument zwykłego interesu społecznego, niech spojrzą na ten problem, jak na interes polityczny…

 

Tekst: Wojciech Krzemiński

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

Skomentuj artykuł