Isuzu D-Max 2,5 TD 4WD LS - Do zadań wszelakich - NaMasce

Isuzu D-Max 2,5 TD 4WD LS – Do zadań wszelakich

3

Jest zgrabny niczym stodoła na kółkach. I tak samo aerodynamiczny. Trudno mu jednak zarzucić brak urody. Choć od aut do ciężkiej pracy, finezji i wyrafinowania nikt nie oczekuje.

 

Z zewnątrz…
Tym razem jeździliśmy D-Max’em z tzw. kabiną przedłużoną. W praktyce oznacza to, że auto obok dwojga pełnowymiarowych drzwi ma też dwoje drzwi „awaryjnych” pozwalających na zajęcie miejsca na równie awaryjnych miejscach dla dwójki pasażerów. Drzwi zrobiono tak sprytnie, że ich nie widać. Zresztą, można otworzyć je tylko wtedy, kiedy otwarte są drzwi kierowcy i pasażera.

 

Spore wrażenie robi przód auta. Nowy grill zaakcentowano chromami. Lampy cofnęły się nieco na błotniki, a wlot powietrza pod masywnym zderzakiem nadaje autu sportowej lekkości. Tak, nowy D-Max może się podobać, choć tak naprawdę nikt od niego tego nie wymaga…

 

… i w środku
D-Max to roboczy wół. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby był też w miarę komfortowy. I tym razem producent postawił na podwyższenie poziomu komfortu w kabinie. Motyw przewodni: „by siedziało się lepiej”. I to zarówno kierowcy, jak i pasażerowi. I jest lepiej i wygodniej. A przede wszystkim, wygodniej, bo właśnie to w autach przeznaczonych do ciężkiej pracy liczy się najbardziej. Niejako przy okazji, poprawiła się też widoczność z miejsca kierowcy.

 

D-Max z przedłużoną kabiną zapewnia też w miarę wygodne miejsca dla dwójki okazjonalnych pasażerów. Tuż za miejscami dla kierowcy i pasażera producent „wykombinował” nieco przestrzeni dla dwóch osób na krótki dystans. Miejsca te, na co dzień, można wykorzystać, jako dodatkową przestrzeń ładunkową. W miarę potrzeby, rozłożyć dwie ławki z oparciami i pasami bezpieczeństwa. Pomysłowość i pragmatyzm godny pozazdroszczenia. Tak samo jak dodatkowe drzwi otwierane „pod wiatr”, dzięki którym dodatkowa dwójka pasażerów może wsiąść do auta nie depcząc po plecach kierowcy i pasażera.

 

Sporo na zmianach zyskały też panele wskaźników i środkowy. Są po prostu czytelne, ergonomiczne i… ładne. Moje zdziwienie wzbudziły zarówno doskonałe materiały, którymi wykończono kabinę jak i ich spasowanie. Tzw. obce odgłosy, nawet w czasie jazdy w terenie są w aucie rzadkością, co dobrze mu wróży na przyszłość. Nikt przecież nie lubi, gdy plastiki są głośniejsze od silnika…

 

Dwa łyki arytmetyki
D-Max to auto o imponujących parametrach. W przypadku modelu z przedłużoną kabiną mierzy 5295 mm. Pozostałe parametry są identyczne dla obu typów nadwozia: rozstaw osi 3095 mm, wysokość bez relingów 1780 mm, a szerokość bez lusterek – 1860 mm. Ładowność auta wynosi 1945 kg, a maksymalna waga ciągniętej przyczepy to 3 tony z hamulcem najazdowym i 750 kg bez hamulca.

 

Część ładunkowa ma imponujące wymiary: wysokość burt 465 mm, długość paki 1795 mm i szerokość 1530 mm (wymiary wewnętrzne). Należy też pamiętać, że D-Max to auto o doskonałych własnościach terenowych nawet w wersji standardowej. Kąt natarcia wynosi 30 stopni, zejścia 25, wjazdu 55, zjazdu 60, rampowy 25, a trawersowania – prawie 50!

 

Technologia
W testowym D-Maxie pracował równo i bez narowów 2,5-litrowy turbodiesel z intercoolerem generujący 400 Nm od około 1700 do 4000 obrotów. Napęd na tylne koła (lub 4×4) przenosiła manualna, 6-przekładniowa skrzynia. Do pracy skrzyni nie mamy najmniejszych zastrzeżeń. Biegi wchodziły lekko, precyzyjnie i… już.

 

Auto, jak typową terenówkę, wyposażono w napęd 4WD. Pokrętłem umieszczonym obok lewarka automatycznej skrzyni biegów można było dołączyć napęd na przód bez blokady dyferencjału także w czasie jazdy z prędkością do 100 km/h albo z blokadą, po zatrzymaniu pojazdu. To dość wygodne rozwiązanie, bo permanentny napęd na obie osie równa się spalanie wyższe nawet o 2 litry na 100 km.

 

Wrażenia z jazdy
Isuzu D-Max, pomimo imponujących gabarytów jest autem przyjemnym w prowadzeniu. Mimo ciężarowego rodowodu, auto ma precyzyjny układ kierowniczy. Jeżeli nie zapomnimy, że to „tylnonapędowiec”, jazda D-Maxem może być w miarę przyjazna. Choć zawieszenie jest tak twarde, jakiego po tego typu aucie trzeba się spodziewać. Według producenta auto z manualną skrzynią konsumuje około 9 litrów w mieście, 6,5 na trasie i 7,4 w cyklu mieszanym. W naszym teście, bez dołączonego napędu (za to z pracująca klimatyzacją), auto spaliło około pól litra więcej. Z napędem na 4 koła, więcej o 1 litr..

 

Okiem przedsiębiorcy
Isuzu D-Max na pewno nie jest tzw. bulwarówką. To twardziel wywodzący się od niezawodnych aut ciężarowych. Jest stworzony do pracy, a więc dla biznesu. Szczególnie, że jako ciężarówka „załapuje się” na pełne odliczenie 25% podatku VAT od zakupu auta, ale także od paliwa.

 

D-Max w wersji z przedłużoną kabiną kosztuje od około 84 do 118 tys. złotych. Kwestie finansowania zakupu auta można załatwić na miejscu u dealerów marki. Tak jak bardzo korzystny pakiet ubezpieczeń i długą gwarancję. D-Max zakupiony w krajowej sieci dealerskiej jest objęty 5-letnią gwarancją z limitem 150 tys. kilometrów. I jest to obecnie najdłuższa tego typu opieka „pozakupowa” na pick-upy w Polsce.

 

Podsumowanie
Isuzu to jeden z największych na świecie producentów aut użytkowych. Każde auto japońskiego producenta ma w genach ciężką pracę. Polakom, przez wiele lat Isuzu kojarzyło się z modelem Gemini, które w latach 80. można było kupić w Pewexie. Montowany w nim silnik diesla 1,7 był niezniszczalny, palił około 4 litrów oleju napędowego i okazał się tak dobry, że do dziś w każdym silniku 1,7 koncernu GM można znaleźć jego geny. Ale tak naprawdę, produkcja aut osobowych to dla Isuzu epizod. Zyski od zawsze przynosiły japońskiej firmie ciężarówki, auta terenowe i pickupy, z których najbardziej znany, D-Max świętował w ubiegłym roku 50. urodziny…

 

Tekst i zdjęcia: Artur Balwisz

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

3 komentarze

  1. mamy taki w firmie, tyko w wersji z pelna kabina i zabudowanym tylem – swietnie daje rade na co dzień i nawet się sprawdza jako auto rodzinne w weekendy (z tylu jest DUZO miejsca)… zrobione już ponad 60tys. i jak na razie spokoj – tylko przeglądy i klocki

  2. z tą stodołą to przesada :D, auto jest nie do zajechania, duże, ładowne i mało pali czego chcieć więcej od pickupa? Przecież to samochód do pracy i to trudnej a nie przejażdżek po mieście

  3. i ja również mogę polecić – już ponad półtora roku mam w firmie i znosi wszystko bez problemu – czy to wożenie towaru, ciągnięcie przyczepy czy gromadę dzieciaków w weekend. A najważniejsze – mimo ponad 80tys. przelotu w serwisie byłem dotąd TYLKO na przeglądach!

Skomentuj artykuł