Infiniti Q60 - pierwsza jazda i spotkanie z twórcą designu - NaMasce

Infiniti Q60 – pierwsza jazda i spotkanie z twórcą designu

0

„Grand tour” – właśnie tak nazywa się bardzo popularny typ podróży z XVIII wieku, w jaką w wyruszali przedstawiciele europejskiej elity. Przemierzając tak wspaniałe miejsca jak Rzym, Wenecja, Paryż czy Wiedeń, podróżujący mieli okazję, aby poszerzać swoją wiedzę o świecie, szeroko pojętej kulturze, a także nabierać dobrych obyczajów i kształtować swoje artystyczne gusta…

W dzisiejszych czasach schedą tej bez wątpienia wspaniałej idei są samochody typu GT (Grand Tourer). Bez wątpienia jest to jednak dość wysoko zawieszona poprzeczka, dostępna głównie dla samochodowych entuzjastów z odpowiednio zasobnym portfelem. Przykładowi reprezentanci tego gatunku, Maserati GranTurismo czy Alfa Romeo 8C to wydatki przynajmniej 500 tys. złotych. Czy da się pójść nieco inną drogą? A i owszem. Infiniti stworzyło bowiem model, który mimo tego, że oferowany jest za połowę tej kwoty, może śmiało pretendować do miana auta tego typu. Dwudrzwiowe nadwozie w stylu coupe, duże stado koni mechanicznych pod maską oraz komfortowo zestrojone zawieszenie – zapraszamy na spotkanie z Infiniti Q60.

Pisząc w jednym z testów o modelu Q30, nie dało się nie zauważyć, że ma on wiele cech wspólnych z Mercedesem klasy A, zaczynając od samej sylwetki, a na elementach wnętrza kończąc. Mogliśmy spodziewać się podobnego finału i w tym przypadku. Tym razem jednak japońsko-niemiecka komitywa jest zdecydowanie bardziej subtelna, za co należy się duży plus. Owszem – o ile przeglądając gamę silnikową, widać, że podstawowa jednostka oferująca 211KM, to dzieło niemieckich inżynierów, o tyle druga, jak najbardziej zasadna propozycja, to rdzennie japońskie, 3-litrowe podwójnie turbodoładowane V6 o mocy 405 koni mechanicznych – oferowana jedynie w asyście napędu na 4 koła.

Grand Tour to podróż w poszukiwaniu inspiracji, obcowania z zachwycającymi widokami i pięknymi dziełami sztuki. Bez wątpienia zespołowi projektantów Nissana nie zabrakło ani inspiracji, ani wyczucia dobrego stylu i elegancji. Samochód prezentuje się po prostu znakomicie – sylwetka nowego Q60 jest niższa i szersza od poprzednika, a śmiało poprowadzone linie nadwozia i bezramkowe drzwi nie pozostawiają cienia wątpliwości, że mamy do czynienia ze sportowym coupe klasy premium. Intrygujący kształt reflektorów, bardzo ciekawe, smukłe linie nadwozia oraz charakterystyczne wybrzuszenia na masce tworzą bardzo przyjemne wrażenie. Nie bez powodu użyłem określenia „wrażenie” – w kolorze Dynamic Sunstone Red mamy bowiem do czynienia z naprawdę eleganckim samochodem, który wzbudza niemałe zainteresowanie przechodniów mimowolnie podążających wzrokiem za japońskim sznytem.

Nie oceniajmy jednak książki po okładce. Fantastyczna prezencja to dla wielu wystarczający impuls do zakupu. Sprawdźmy jednak, co kryje się pod tym dobrze dopasowanym ubraniem. Zajmując miejsce w bardzo wygodnych, dobrze dopasowanych fotelach można stwierdzić, że na brak komfortu i materiałów wysokiej nie można tu narzekać. Dosyć mięsisty wieniec kierownicy dobrze leży w dłoniach, a centrum multimedialne InTuition rozlokowane jest na dwóch wyświetlaczach w konsoli centralnej. Korzystanie z tego typu rozwiązania jest… zadawalające, czasem po prostu więcej, wcale nie oznacza lepiej.

Mankamentem jest dość niska rozdzielczość kamery cofania, na plus jednak zastosowanie przydatnego gadżetu w postaci panoramicznej kamery 360°. Do naszej dyspozycji mamy również inteligentny tempomat z kontrolą dystansu, system hamowania awaryjnego Forward Emergency Braking, z sytemem reagowania na pieszego, a także system zapobiegania kolizjom z tyłu. Gratką dla melomanów będzie natomiast precyzja dźwięku jaką oferuje Infiniti – o oprawę audio wysokiej jakości zadba 13-głośnikowy zestaw Bose® Performance Series w połączeniu z systemem aktywnej redukcji hałasu.

Kręte drogi pod Wrocławiem były znakomitym miejscem do sprawdzenia jak prowadzi się ta maszyna. Pierwsza setka w czasie 5 sekund, prędkość maksymalna wynosząca 250 km/h, zwinne dysponowanie mocą 405 koni między osiami, oraz 7-biegowy automat pozwalają na dynamiczneprzyspieszanie i znakomite trzymanie auta w zakrętach. Pamiętajmy, że samochód pochodzi z Japonii, technologicznej mekki . Jedną z nowinek jest na pewno dopracowany układ kierowniczy steer-by-wire. W praktyce oznacza to, że koła nie mają fizycznego połączenia z kierownicą i na pewno trzeba się do tego przyzwyczaić, ponieważ pierwsze odczucie jest nieco specyficzne. Układ kierowniczy możemy jednak dostroić według własnych potrzeb i oczekiwań. Dodatkowo, przełącznik trybu jazdy ustawiony w pozycji Sport+ wzmacnia reakcję całego mechanizmu zwiększając siłę, jaką musimy włożyć w ruch „kółka”, a zmniejszając tym samym zakres obrotu do skrajnych jego położeń.

Nie jest to oczywiście typowo sportowa zabawka. Dźwięk układu wydechowego jest grzeczny, co w tym wypadku oznacza komfort podróżowania nad innymi wrażeniami. Warto dodać, że wyłączenie układu stabilizacji toru jazdy nie oznacza pełnej dezaktywacji, a jedynie lekkie uśpienie. W rezultacie cały czas czujemy elektroniczne lejce, które nie pozwolą nam zrobić sobie krzywdy. To z kolei ogranicza możliwości ostrzejszej zabawy, ale w tego typu aucie nie jest to zaskoczeniem.

Na prezentacji testowanego modelu we Wrocławskim Centrum Infiniti, gościem specjalnym był Matthew Weaver. Jako szef Europejskiego Centrum Designu japońskiej marki w Londynie był on odpowiedzialny również za projektowanie nowego Q60. Matt opowiadał o pracy car designera, gdzie można dopatrzeć się „walki” dwóch zupełnie różnych światów – tego należącego projektantów z tym, do którego należą inżyniererowie. Mówił o tym, w jaki sposób trzeba wypracować kompromis między jednym i drugim, a także w jaki sposób elementy stylistyczne nie tylko cieszą oko, ale mają również zastosowanie praktyczne min. w chłodzeniu hamulców czy aerodynamice. Ciekawym i wyjątkowo trudnym wyzwaniem dla ekipy projektantów był na pewno samochód, który mieliśmy okazję zobaczyć na targach w Poznaniu – Infiniti Q60 Project Black S – stworzenie jeszcze lepiej wyglądającego samochodu niż ten na którym bazuje, pokazuje jak owocnie może wyglądać współpraca tych dwóch, teoretycznie różnych planet.

Już na pierwszy rzut oka widać, że siadając przy desce kreślarskiej, w ich ręce trafiły zdecydowanie ostrzejsze ołówki. Samochód bazujący na Q60 jest bardziej agresywny i przyprawiony całą masą włókna węglowego i rozwiązaniami aerodynamicznymi rodem z bolidów Formuły 1. Zastosowany w modelu system odzyskiwania energii ERS – opracowany został wraz Reanult Sport Formula 1 Team. Dopełnieniem całości jest tytanowy wydech, który wydobywa z takiej samej jak w Q60 (3-litrowej V6 twinturbo) fenomenalny, rasowy dźwięk. Świetna robota!

Wróćmy jednak na rynek samochodów seryjnie produkowanych… Bardzo dobrze wyposażone już na wstępie Infiniti Q60 to wydatek 184 600zł. Za tę kwotę klient otrzymuje wersję Premium z turbodoładowaną jednostką dwulitrową. Z kolei do wersji Q60S musimy doliczyć blisko 100 000zł. W cenie 276 100zł dostaniemy atrakcyjnego konkurenta dla Mercedesa klasy C Coupe, Lexusa RC oraz BMW serii 4.

Czy Infiniti Q60 odnajdzie się wśród innych przedstawicieli samochodów typu GT? Dysponując odpowiednią mocą, pewnym prowadzeniem, doskonałym komfortem i wysmakowaną sylwetką na pewno nie ma się czego wstydzić, sprawiając niemało przyjemności – na niemal każdej drodze.

 

Tekst i zdjęcia: Rafał Łakus

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

Skomentuj artykuł