Infiniti M30d S - Nissan na wypasie? - NaMasce

Infiniti M30d S – Nissan na wypasie?

0

Pierwszą i drugą generację tego auta Nissan zbudował głównie z myślą o amerykańskim rynku, jako konkurencję dla Lexusa i Acury. Auto przedostało się jednak na jedynie słuszną stronę oceanu i… spodobało się. Dlatego, od 2010 roku Infiniti M dostępne jest również w Europie.

 

Pierwsze Infiniti M było “zwykłym” Nissanem po wizycie u Armaniego. Drugie powstało, jako Infiniti i dla Infiniti. Tak samo jest z trzecią generacją, którą znamy już trzy lata. Auto, typowy przedstawiciel segmentu E, prezentuje jednak inny styl projektowania niż japońska konkurencja.

 

Z zewnątrz…
Wydaje się, że jedną z głównych wytycznych dla projektantów Infiniti M był umiar. Patrząc na samochód czujemy dyskretny dotyk luksusu, a nie tani blichtr. Jako typowy przedstawiciel segmentu E, japońskie auto mierzy blisko 5 metrów długości. Majstersztyk designerów polegał na tym, że owych 5 metrów w zasadzie nie widać. Auto wyprofilowano tak, że patrząc z profilu na pewno nie zgadniemy, że bagażnik to mierzy około 500 litrów! Owszem, przód auta jest długi i majestatyczny. Ukrywa wszak spory, bo 6-cylindorwy motor z podwójnym doładowaniem. A do tego cała masę osprzętu. Kabina, tez nie sprawa wrażenia jakiejś szczególnie wielkiej. No i krótki, jak na sedana, bardzo sportowy tył. Tylko spory, obramowany chromem grill i 18-calowe obręcze kół zdradzają, że auto jest szybkie i… nietanie.

 

Przód i tył auta cechuje stylistyczny umiar godny reszty „eMki”. Obok sporego grilla, lekko skośne oczka reflektorów i… żadnych innych zbędnych detali. Tył to diodowe lampy i dwie, może zbyt ostentacyjne, ale też podkreślające moc auta „fajki” wydechu.

 

… i w środku
W środku tez bez stylistycznej dezynwoltury. Wszystko jest do czegoś i po coś. To znaczy, że auto nie wygląda niczym choinka. Nam bardzo podobał się ciekawie wystylizowany panel środkowy. Lekkie załamanie pomiędzy sterowaniem strefa audio a wylotami nawiewów i eleganckim zegarem dzieli panel na dwie strefy. Wygląda to ciekawie i jest praktyczne. Dzięki temu pod wielofunkcyjnym wyświetlaczem tworzy się dość głęboka pólka a tych w aucie nigdy dość. Wszystkie elementy kokpitu wykończono skórą, aluminium i plastikiem w lakierze fortepianowym. W bardzo dobrym miejscu leży również krótka dźwignia automatycznej, 7-przełożenowej skrzyni jak i pokrętło zmieniające charakter jej działania (cztery opcje: Sport, Normal, Eco i Snow).

 

Także to, co znajduje się przed oczyma kierowcy, robi wrażenie. Naprawdę ładne dwa duże zegary – prędkościomierz i obrotomierz z wkomponowanymi wskaźnikami temperatury i paliwa. Pomiędzy nimi czytelny wyświetlacz. Całości dopełnia wielofunkcyjna kierownica i łopatki, którymi możemy manualnie zmieniać biegi.

 

Auto gwarantuje bardzo wysoki komfort podróżowania czterem osobom. Obok kierowcy i pasażera, na brak miejsca nie mogą narzekać dwaj pasażerowie tylnej kanapy. Jest wprawdzie i piąte miejsce na środku, ale nie polecamy…

 

Dwa łyki arytmetyki
Jak wspomnieliśmy wyżej, auto mierzy prawie 5 metrów, Aby jednak być dokładnym, podajemy dane katalogowe. Otóż, Infiniti M mierzy 4945 mm długości, 1845 mm szerokości i 1500 mm wysokości. Rozstaw osi wynosi 2900 mm. Pojemność bagażnika to około 500 litrów.

 

Katalogowo auto konsumuje 7,5 litra ON/100 km w cyklu mieszanym, około 5,9 litra na trasie i około 10,3 litra w ruchu miejskim. O tym, ile Infiniti M spaliło w naszym teście, w następnym akapicie.

 

Technologia
Jest to auto z gatunku „wszystko mających”, dlatego przepisywanie listy wyposażenia wydaje mi się zbędne. Niemniej słów parę o tym, co najistotniejsze. Testowy egzemplarz napędzał 6-cylindrowy diesel zbudowany w układzie V z podwójnym doładowaniem. Motor generował 238 KM przy 3750 obrotach. Potężny silnik wykręca też spory moment obrotowy – konkretnie, 550 (!) Nm. od 1750 obrotów. Dzięki temu pierwszą setkę Infiniti M30d S przekracza po 6,9 sekundy. A pozwala się rozpędzić do „znaaaaacznie” ponad 200 km/h.

 

Silnik, choć potężny, jest bardzo ekonomiczny. Wprawdzie danych katalogowych nie uzyskaliśmy w naszym redakcyjnym teście, ale też nie przekroczyliśmy ich zbytnio. Średnio, w całym teście auto spaliło średnio około 8 litrów oleju napędowego. W mieście, nieznacznie przekraczało 11, a na trasie, 6,5 litra.

 

7-przełożeniowa skrzynia biegów przenosiła potężny moment obrotowy na tylne koła. I „szacun” dla Infiniti, że nie kombinowało z napędem na obie osie. Dzięki temu, auto pozwala nie tylko na komfortową jazdę, ale po wyłączeniu części elektroniki, także na wspaniałą zabawę.

 

Wrażenia z jazdy
Autem jedzie się luksusowo. We wnętrzu jest cichutko. Prowadzenie Infiniti M to czysta przyjemność. Potężna moc, świetne przyspieszenie, a do tego delikatny i miły dla ucha gang 6-cylindrowcego, 240 konnego podwójnie doładowanego motoru diesla. Szmerek wiatru opływającego tego mastodonta i… zapach lasu mile drażniący nasze nozdrza. Otóż Infiniti wyposażyła swoje auta w zasobnik zapachu i można go, w miarę potrzeb, opróżniać w trakcie pracy klimatyzacji. Miłe i przyjemne.

 

O ile model FX może sprawić nieco kłopotu przy parkowaniu, o tyle M jest o wiele prostszy w codziennym, miejskim użyciu. Manewrowanie i parkowanie autem ułatwia cały system kamer i czujników, a do długiej maski można się bardzo szybko przyzwyczaić.

 

Okiem przedsiębiorcy
Najtańsze Infiniti M z wysokoprężnym motorem kosztuje 231 tys. zł. Najbliższe ideowo Infiniti M30d S, Audi A6 wyceniono na około 220 tys. zł. Porównywalny Mercedes Klasy E kosztuje około 250 tys., przy czym obaj konkurenci  są nieco gorzej wyposażeni.

 

Jak sfinansować zakup tego luksusu? Pierwsza możliwość to leasing. Minimalna opłata wstępna to 10% wartości auta, okres leasingu trwa natomiast od 24 do 60 miesięcy . Samochód jest ubezpieczony równocześnie z zawarciem umowy leasingu. Koszt ubezpieczenia w pakiecie jest rozłożony na miesięczne, nieoprocentowane raty, a stawka ubezpieczenia już od 4,9% ceny samochodu. Kredyt na zakup auta jest udzielany nawet do 8 lat. Wysokość wkładu własnego zależy od zdolności kredytowej firmy. Obejmuje on także wyposażenie dodatkowe montowane przy sprzedaży samochodu a także ubezpieczenie komunikacyjne.

 

Infiniti M30d S objęte jest 3-letnią gwarancją podstawową limitowaną do 100 tys. kilometrów, 3-letnią na powłokę lakierniczą bez limitu kilometrów i 12-letnią na perforację nadwozia.

 

Podsumowanie
Czy Infiniti M to Nissan na wypasie? Na pewno nie. Nissan Maxima miał wprawdzie podobne gabaryty, ale był znacznie gorzej wyposażony i wykończony. Innymi słowy, Infiniti to prawdziwy dotyk luksusu, Do tego za rozsądna cenę. I bez przymrużania oka można go porównywać zarówno do Audi jak i Mercedesa. I wcale nie wypada od nich gorzej…

 

Tekst i zdjęcia: Artur Balwisz

 

Udostępnij.

O autorze

Rafał Łakus

Skomentuj artykuł