Grand Prix Bahrajnu - podsumowanie, ostre słowa Kubicy | NaMasce

Grand Prix Bahrajnu – podsumowanie, ostre słowa Kubicy

0

Za nami drugi wyścig Formuły 1 w tym sezonie. Grand Prix Bahrajnu okazało się pełne zwrotów akcji i nie dla wszystkich szczęśliwe.

Jako pierwszy z rywalizacji odpadł Romain Grosjean. Problemy od samego początku mieli także Carlos Sainz i Lance Stroll, którzy musieli szybko zaliczyć pit stop. Ten pierwszy na ostatnich okrążeniach zjechał do boksu i już nie wrócił na tor. Ogromny pech mieli kierowcy Renault – zarówno Daniel Ricciardo, jak i Nico Hulkenberg nie ukończyli wyścigu z powodu awarii bolidów.

Wiele działo się na czele stawki. Mimo szybkiej utraty pole postion, Charles Leclerc wrócił na pierwszą pozycję i przez większość dystansu to on wyznaczał tempo. Niestety, na kilkanaście okrążeń przed końcem pojawiła się usterka, która znacznie spowolniła jego maszynę. Wykorzystali to i Hamilton, i Bottas – to oni zajęli dwa najwyższe stopnie podium. Gdyby nie wyjazd samochodu bezpieczeństwa, Leclerc mógłby stracić trzecie miejsce na korzyść Verstappena. Piąta pozycja przypadła Vettelowi, który zaliczył poślizg i utratę przedniego skrzydła.

A co z Williamsem? Początek był zaskakująco dobry. Obaj kierowcy mieli całkiem niezłe tempo i znaleźli się na początku drugiej dziesiątki. Kubica był wyraźnie szybszy i jechał na średniej mieszance. Bardzo szybko zrobiono jednak pit stop obu kierowców i nastąpiła „roszada opon”. Trudno wytłumaczyć, dlaczego taką strategię obrano, tym bardziej że tempo Roberta było niezłe. Potem sytuacja się odwróciła i to Russell jechał znacznie szybciej. W drugiej połowie wyścigu nasz rodak zaczął coraz więcej tracić, co wyglądało jak testy. Dziwne…

W rezultacie Russell i Kubica skończyli wyścig na dwóch ostatnich miejscach. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że brytyjski talent ma nieco łatwiejszą sytuację. I nie chodzi tylko o lepiej prowadzący się bolid. Nie chce być czarnowidzem, ale początek sezonu wygląda podobnie do sytuacji z Saubera, kiedy to Robert miał być tłem Nicka Heidfelda. Po każdym wyścigu i treningu Polak jest szczery, ale tym razem pozwolił się na znacznie odważniejsze komentarze, które mogliśmy usłyszeć w Eleven Sports:

„Jazda bolidem w stylu rajdowym nie odpowiada niczemu”,

„Bardziej walczyłem, by utrzymać ten bolid na torze, niż nim konkretnie jechać”,

„Jak chłopaki nie zrozumieją, co się dzieje, to naprawdę ma to mały sens, jest to bardziej walka o przetrwanie, niż jazda”

„Jak mam nowe opony to jestem w stanie coś zamaskować, ale jak jest degradacja opon (…) ten bolid jeszcze gorzej się prowadzi”

O zbliżającej się sesji testowej:

„Z tego, co wiem, jeździmy moim autem. Chyba George będzie mógł się przekonać o wielu rzeczach  przez najbliższe parę dni…”

Trudno nawet odnosić się do słów polskiego kierowcy. Sytuacja jest bardzo zła, bolid jeszcze gorszy. Dziwi jedynie, że Williams nie przygotował trzeciej maszyny  – zapasowej, zbudowanej od podstaw. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Robert jedzie tym, co udało się „poskładać”. Kłopoty finansowe? Po otrzymanych zastrzykach sponsorskich, ekipa z Grove nie jest najuboższą w stawce.

Pozostaje tylko wierzyć, że ktoś wyleje na Williamsa kubeł zimnej wody i zmieni ich politykę o 180 stopni. Inaczej ten zespół zamknie swoją wieloletnią historię, a przy okazji utrudni i tak już ciężkie sytuacje Russella i Kubicy.