Ford Mustang GT - W zgodzie z amerykańskimi zasadami - NaMasce

Ford Mustang GT – W zgodzie z amerykańskimi zasadami

4

Muscle cars – tych aut nikomu przedstawiać nie trzeba. Są głośnym, prostym, ale też pięknym okrzykiem amerykańskiej motoryzacji. Od niedawna polski klient może kupić w salonach Forda najpopularniejszego przedstawiciela tego gatunku – legendarnego Mustanga. Czy mięśniak wyznający zupełnie inną filozofię niż europejscy atleci może odnaleźć się na tak skomplikowanym rynku?

Karoseria
To pierwsza generacja tego modelu oferowana w Polsce, dlatego zainteresowanie nim od chwili debiutu nie spada. Ba! Wciąż rośnie… Dla wielu jest spełnieniem dziecięcych marzeń i wzbudzeniem filmowej wyobraźni. Odzwierciedla to design, który nawiązuje do jego poprzednich wcieleń. Długa maska, zadziornie spoglądające reflektory, szeroki grill, pazurowate lampy tylne czy wreszcie masywne zderzaki – to wszystko sprawia, że nie da się przejść obok tego auta obojętnie.

Wnętrze
Amerykanie cenią sobie prostotę i praktyczność, co nie zawsze przypada do gustu nabywcom ze Starego Kontynentu. Ford poprawił więc jakość wykończenia tego modelu i najnowsza generacja nie ma się czego wstydzić. Kabina została wykonana z dobrych, starannie spasowanych tworzyw. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to wskazałbym panele drzwi, które mogłyby wyglądać nieco bardziej estetycznie.

Warto dodać, że sam projekt kokpitu również nawiązuje do klasycznych Mustangów, co dla fanów modelu ma spore znaczenie. Cieszy to podwójnie, bo oznacza spójność z fajnie narysowaną karoserią. Konsolę centralną tworzy ekran dotykowy (prosty w obsłudze, ale niezbyt szybki), pod którym zmieścił się panel klimatyzacji i kilka odrębnych przycisków w stylu retro. Zegary są natomiast analogowe i osadzone w głębokich tubach. Co ważne, mimo dość skromnej przestrzeni, z przodu nie zabrakło wnęk, schowków czy cup holderów.

Przednie fotele zaprojektowano po amerykańsku – są szerokie, mają długie siedziska i miękkie zagłówki. Nieźle trzymają na boki, co nie jest takie oczywiste na pierwszy rzut oka. Ich zakres regulacji także nie budzi zastrzeżeń. Z kolei w drugim rzędzie znajdziemy dwa dość skromne miejsca, na których zmieszczą sie jedynie niższe osoby – o specjalnym komforcie mówić jednak nie można.

Pod zgrabną klapą kryje się natomiast naprawdę godny bagażnik. Oferuje on 408 litrów przestrzeni, co jest bardzo dobrym rezultatem. Owszem, otwór załadunkowy jest dość wąski, ale nawet duże torby podróżne przejdą bez najmniejszych przeszkód. Jeśli zaistnieje potrzeba przewiezienia dłuższych przedmiotów, to zawsze można złożyć oparcia drugiego rzędu.

Technologia
Europejskie standardy w tym przypadku mają marginalne znaczenie. Pod maską prezentowanego Mustanga mieszka bowiem 5-litrowe V8, które generuje 421 KM (przy 6500 obr./min.) i 530 Nm (przy 4250 obr./min.). Jednostka współpracuje z 6-biegową przekładnią automatyczną, która przekazuje całe stado koni na oś tylną. Efekty? Mustang GT rozmienia pierwszą setkę w 4,8 sekundy i rozpędza się do 250 km/h. Jak można się domyślać, ogromny silnik ma… ogromny apetyt. I rzeczywiście, według producenta średnia w cyklu mieszanym powinna wynieść 12 litrów. W moim teście udało się natomiast osiągnąć 14 litrów. Warte uwagi jest również zawieszenie, nad którym inżynierowie pracowali znacznie dłużej, niż w przypadku poprzednich generacji. Opiera się ono na kolumnach MacPhersona z przodu i układzie wielowahaczowym z tyłu.

Wrażenia z jazdy
Mustang GT ma duży potencjał, ale nie osiągi są tutaj najważniejsze. Najbardziej cieszy bowiem brzmienie. Od razu po odpaleniu wiesz, że pod maską nie mieszka nastolatek, którego napompowały odżywki, tylko gość w średnim wieku z ochrypłym głosem zawdzięczający swą siłę naturze. Nie jest on może tak szybki jak młodzież, ale jak znajduje się w biegu to czujesz do niego znacznie większy szacunek…

Pozostawmy jednak metafory na boku. Mustang w nowym wcieleniu ma wreszcie dopracowany układ jezdny pozwalający na skręcanie tam, gdzie trzeba. Kierowca poinformowany jest w wystarczająco komunikatywnym stopniu o tym, co dzieje się z przednią osią. Wspomniane wyżej zawieszenie utrzymuje natomiast nadwozie w odpowiednim położeniu. Co więcej, całkiem rozsądnie tłumi nierówności.

Należy także pamiętać, że taka moc kierowana na tylną oś to spore wyzwanie. Mocniejsze wciśnięcie pedału gazu przy niskich prędkościach oznacza momentalne zerwanie przyczepności, co w parze z zakrętem może dać niezamierzony efekt… Warto jednak zaznaczyć, że Mustang, mimo narowistego charakteru, jest łatwy w opanowaniu i przyzwoity kierowca nie będzie mieć najmniejszych problemów z okiełznaniem auta.

Amerykański charakter nie oznacza zagubienia na europejskich terenach. Mustang wpisuje się w luki parkingowe i da się go opuścić w takim sam sposób, jak auta typu coupe. Widoczność do przodu jest wystarczająca, a podczas cofania pomaga kamera. Trzeba się jedynie przyzwyczaić do średnicy zawracania, która przekracza 12 metrów. To jednak drobnostka.

Okiem przedsiębiorcy
Co ciekawe, Ford Mustang oferuje najtańsze V8 na rynku. Zresztą, mało który producent ma jeszcze tak dużą jednostkę napędową w swojej ofercie. Ceny wersji z tym silnikiem startują od 183 tysięcy złotych. Za automat trzeba dopłacić 9000 zł. Egzemplarz biorący udział w teście, wyposażony w kilka dodatków, kosztuje natomiast nieco ponad 200 tysięcy.

Poza standardowym zakupem auta, amerykańska marka oferuje kredyt z umową na okres od 6 do 60 miesięcy, ratami równymi lub malejącymi i sugerowaną wpłatą własną od 10% (choć istnieje możliwość spłaty 100% wartości pojazdu). Przedsiębiorcy mogą natomiast postawić na leasing (operacyjny i finansowy) z umową na okres do 84 miesięcy i ratami dostosowanymi do indywidualnych potrzeb klienta.

Podsumowanie
Popularność Mustanga w Europie nie powinna nikogo dziwić. To auto jest nie tylko spełnieniem dziecięcych marzeń wielu fanów motoryzacji, ale też dopracowaną konstrukcją, która daje sporo frajdy podczas jazdy. Nie bez znaczenia są również poprawiona jakość, cywilizowany charakter umożliwiający codzienną eksploatację i całkiem atrakcyjna cena.

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

9.1 9.1

Popularność Mustanga w Europie nie powinna nikogo dziwić. To auto jest nie tylko spełnieniem dziecięcych marzeń wielu fanów motoryzacji, ale też dopracowaną konstrukcją, która daje sporo frajdy podczas jazdy. Nie bez znaczenia są również poprawiona jakość, cywilizowany charakter umożliwiający codzienną eksploatację i całkiem atrakcyjna cena.

  • 9.1
Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

4 komentarze

  1. A autor jezdzil poprzednim Mustangiem ze twierdzi ze dopiero ten ma”dopracowany uklad jezdny”?
    Jesli tak to prosze o link do testu poprzedniej generacji Mustanga:)

    • Wojciech Krzemiński
      Wojciech Krzemiński dnia

      Czyżbym uraził posiadacza Mustanga IV/V? 🙂 Oczywiście, że jeździłem, ale nie pisałem testu auta, który nie był oferowany w Polsce. Więc miałem z nim do czynienia poza pracą. Dopiero aktualna generacja jest dostępna w salonach sprzedaży. Ale jeśli chcesz poznać moje zdanie, to proszę: układ kierowniczy jest bardziej precyzyjny – został lepiej zestrojony i kierowca wie dokładniej, co dzieje się z przednią osią. Tylne zawieszenie, wielowahaczowe, to też inna liga – oprócz naprawdę dobrego utrzymywania karoserii w odpowiedniej pozycji (przechyły jak na muscle cara są niewielkie), oferuje ludzki komfort. Miałem też wrażenie, że auto jest znacznie lepiej wyważone, co sprawiało, że pewnie czułem się w zakrętach, ale też łatwiej było nad nim zapanować przy kontrolowanych poślizgach.

        • Wojciech Krzemiński
          Wojciech Krzemiński dnia

          To dobrze, że nie uraziłem. Poprzednia generacja wypada blado przy tej. Również w kwestii jakości wykonania wnętrza. To praktycznie nowa epoka dla tego modelu 🙂

Skomentuj artykuł