Ford Mustang 2018 - pierwsza jazda - NaMasce

Ford Mustang 2018 – pierwsza jazda

0

Wypuszczenie Mustanga na europejski wybieg było strzałem w dziesiątkę. Legendarny Ford szybko skupił wokół siebie uwagę i został liderem sprzedaży w segmencie samochodów sportowych. Teraz jego szósta generacja przeszła kurację odmładzającą. Czy przeprowadzone zmiany wystarczą, by podtrzymać świetną kondycję i zainteresowanie klientów?

Jak już dowiedzieliście się w materiale ze zlotu Mustangów (tam można było zobaczyć po raz pierwszy w Polsce najnowszą odsłonę), auto ma za sobą kilka zmian stylistycznych. Nowością jest pas przedni ze zmodyfikowanymi reflektorami i grillem. Warto dodać, że maska została poprowadzona nieco niżej (o 20 mm). Z tyłu natomiast pojawiły się przeprojektowane lampy (pazury w kształcie litery C) i dodatkowe końcówki wydechu. Nie zabrakło też ciekawych lakierów i uzupełnionej listy wzorów felg. Wszystko jednak ewoluowało w taki sposób, by dalej nikt nie pomylił tego modelu z żadnym innym.

We wnętrzu znajdziemy natomiast lepsze materiały wykończeniowe (więcej miękkich obić). Na konsoli centralnej znalazł się ekran multimedialny oparty na systemie SYNC3, który wyróżnia się prostotą obsługi i szybkim działaniem. Analogowe zegary zastąpił natomiast wyświetlacz zmieniający swoje oblicze wraz z trybami jazdy.

Z kolei fotele to dobry kompromis pomiędzy komfortem a sportem. Łączą całkiem dobrze zaprojektowane siedziska z odpowiednim podparciem bocznym. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że kierowcy szukający większych wrażeń mogą postawić na opcjonalne kubełki Recaro. Drugi rząd siedzeń trzeba traktować awaryjnie albo zapraszać tam (naprawdę) niskich pasażerów i nie przesuwać się zbyt bardzo do tyłu… Gwoli ścisłości dodam, że bagażnik oferuje ok. 400 litrów pojemności, czyli naprawdę sporo.

Pod maską może pracować 2,3-litrowy Ecoboost lub 5-litrowe V8. Pierwszy z nich oddaje do dyspozycji kierowcy 290 KM (-24 KM) i 440 Nm. Mocniejsza jednostka oferuje natomiast 450 KM (wzrost o 29 KM) i 529 Nm. Cały potencjał trafia oczywiście na oś tylną za pośrednictwem 6-biegowej przekładni manualnej lub 10-stopniowego, zupełnie nowego automatu. Słabszy wariant umożliwia przyspieszanie do setki w 5,5-6 sekund, a mocniejszy w 4,3-4,8 sekundy (w zależności od przekładni). A jak wypada apetyt? Średnie zużycie w cyklu mieszanym waha się od 9 do 13 litrów – podczas normalnej jazdy, rzecz jasna.

W nowym Mustangu możemy również znaleźć wielu asystentów. Większość z nich skupia się na bezpieczeństwie (np. asystenci pasa ruchu i ostrzegania przed kolizją, wykrywania pieszych czy aktywny tempomat), ale jest też jeden, który spodoba się fanom gadżetów. Mam tu na myśli system odpowiedzialny za aktywny układ wydechowy. W trybie tzw. „Przyjaznego sąsiada” potężne V8 tylko delikatnie informuje o swojej obecności. Po aktywacji wariantu sportowego zmienia jednak ton i może obudzić do życia całkiem spore osiedle… Bajka!

Już egzemplarze przedliftingowe potrafiły sprawiać wiele frajdy. Miało to związek z wyraźnym postępem w dziedzinie prowadzenia. Teraz jest jeszcze lepiej, co ma związek z zawieszeniem MagneRide posiadającym amortyzatory o zmiennej charakterystyce. Wystarczy, że kierowca wybierze odpowiedni tryb i układ dostosuje się do jego preferencji bądź warunków panujących na drodze. Zmiany w charakterystyce są rzeczywiście odczuwalne, ale nawet w najbardziej sportowym ustawieniu amerykański sprzęt jest przyjazny i nie odczuwa się dyskomfortu. I za to należą się brawa!

Pierwsze kilometry odbyłem za kierownicą wersji Convertible wzbogaconej silnikiem V8 i przekładnią automatyczną. Mimo kiepskiej pogody, spodziewałem się oczywiście dobrej zabawy, ale i tak nie obyło się bez zaskoczenia – było nim dopracowanie układu napędowego. Największa w tym zasługa nowoczesnej, 10-biegowej skrzyni. Na pierwszy rzut oka liczba przełożeń wydaje się absurdalnie duża, ale po kilku chwilach stwierdziłem, że nie oddałbym żadnego z nich. Dzięki krótkiemu zestopniowaniu można liczyć na szybkie rozpędzanie, a przy wysokich prędkościach utrzymywać stosunkowo niskie obroty. Ponadto, przekładnia pracuje płynnie i spontanicznie reaguje na gwałtowne wciśnięcie pedału gazu. Brawo!

Ile kosztuje ta przyjemność? Za bazowego Mustanga trzeba zapłacić 170 300 zł. To więcej niż w przypadku wersji sprzed liftingu, ale szereg zmian pozwala na pełną akceptację ceny. Z kolei podstawowa sztuka z 450-konną jednostką kosztuje 195 300 zł. I jest to najtańsze V8 na rynku. Kabriolet z tym samym silnikiem i 10-biegowym automatem kosztuje natomiast 221 300 zł. Ceny są więc bardzo atrakcyjne, biorąc pod uwagę to, co klient dostaje w zamian.

Kuracja odmładzająca okazała się bardzo udana. Mustang zyskał wiele systemów bezpieczeństwa, odświeżoną „twarz”, genialny układ wydechowy i takie też zawieszenie. Na najwyższe noty zasługuje jednak automat, który świetnie pasuje do charakteru auta. Jeśli więc polujesz na wyjątkowy sprzęt w cenie ok. 200 tysięcy, trudno o ciekawszy wybór.

Tekst i zdjęcia: Wojciech Krzemiński

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

Skomentuj artykuł