Ford Fiesta Active i ST - premiera - NaMasce

Ford Fiesta Active i ST – premiera

0

Fiesta to jeden z najważniejszych produktów Forda. Aby zwiększyć zainteresowanie tym modelem i zdobyć kolejnych klientów władze marki postanowiły rozszerzyć jego gamę. Nowa generacja doczekała się więc nie tylko charakternej odmiany ST, ale również tej uterenowionej, którą okraszono dopiskiem Active. Obie poznaliśmy podczas oficjalnej premiery w Nicei.

Ford Fiesta Active
Zacznijmy od wersji aspirującej do grona crossoverów. Nie jest to pierwszy taki pomysł na rynku, ale z pewnością jeden z nielicznych, który już pod względem stylistycznym możemy uznać za udany. Przede wszystkim auto nie wygląda sztucznie, co jest częstym zjawiskiem przy takich zabiegach. Plastikowe nakładki biegnące wokół dolnych krawędzi karoserii, zwiększony o 18 mm prześwit, a także relingi dachowe dodają całej sylwetce animuszu.

Ciekawie prezentuje się także wnętrze, które wzbogacono nieźle wyprofilowanymi fotelami z obiciem uzupełnionym pomarańczowymi wstawkami. Poza designerskimi dodatkami, to wciąż projekt z najnowszej Fiesty, co oznacza dobrą ergonomię i taką też czytelność. Jakość materiałów także nie rozczarowuje, choć przydałby się nieco przyjemniejszy plastik na panelach drzwiowych. Rolę centrum dowodzenia pełni dotykowy ekran multimedialny oparty na systemie SYNC3, którego cechują prosta obsługa i szybka reakcja. Pod względem przestronności nie ma żadnych różnic. Cztery osoby średniego wzrostu zmieszczą się zatem bez najmniejszych problemów. Gwoli ścisłości dodam, że bagażnik dysponuje pojemnością 311 litrów.

W gamie Fiesty Active znajdują się dwa silniki dostępne w sześciu wariantach. Pierwszy z nich to 1-litrowy Ecoboost, który może oferować 85, 100, 125 i 140 KM. Zwolennicy diesli mogą natomiast postawić na konstrukcję 1.5 TDCi występującą w wersjach 85- i 120-konnej. Prawie wszystkie jednostki zostały seryjnie zintegrowane z 6-biegowym manualem. Wyjątek stanowi 100-konny benzyniak współpracujący z automatem o tej samej liczbie przełożeń. Bez warunku na odmianę, cała moc zawsze trafia na oś przednią.

Pierwsze kilometry odbyliśmy egzemplarzem z jednostką TDCi. Zacznijmy więc od zespołu napędowego. Diesel Forda nie ma zbyt mocnego „dołu”, co da się odczuć szczególnie podczas wyprzedzania. Na wyższych obrotach ujawnia jednak swój wigor i sprawnie rozpędza auto przy każdej dozwolonej prędkości. Poza tym, jest wystarczająco kulturalny. Do zintegrowanej z nim skrzyni nie można mieć zastrzeżeń – jest właściwie zestopniowana, a jej lewarek ma precyzyjne i stosunkowo krótkie skoki.

Choć prześwit został zwiększony o skromne 18 mm, czuć niewielką różnicę w trakcji. Wersja Active wydaje się także nieco bardziej miękka, co z pewnością docenią zwolennicy komfortu. Z drugiej strony, to wciąż jeden z najlepiej prowadzących się samochodów w segmencie B, dlatego wpisywanie się w zakręty czy dynamiczna zmiana toru jazdy nie stanowią dla niego najmniejszych problemów. Co równie ważne, auto skutecznie ukrywa swoje skromne rozmiary i zachowuje się dorośle także na autostradach.

Ford Fiesta ST
Przejdźmy do drugiego debiutanta. Fiesta ST jest ikoną miejskich hot hatchy i przez lata wypracowała sobie świetny wizerunek. Nowe wcielenie wprowadziło jednak sporo nowości, które wzbudziły obawy niektórych fanów marki. Czy słusznie? Na szczęście nie. Ale po kolei…

Jeśli chodzi o design, ST jest bardzo zbliżona do ST-Line, co oczywiście nie jest żadną wadą. Samochód wygląda bowiem bardzo zadziornie i zwraca na siebie uwagę. Charakterystycznymi elementami są nakładki progowe, przeprojektowane zderzaki, czarny wlot powietrza, lotka nad tylną szybą i srebrno-czarne felgi aluminiowe. Oko cieszą także reflektory z ciemnym wypełnieniem oraz dwie końcówki układu wydechowego. W tym miejscu warto dodać, że sportowa Fiesta występuje zarówno z 3-, jak i 5-drzwiowym nadwoziem.

We wnętrzu mamy niemal taki sam kokpit, jak w wersji Active, tyle że bardziej stonowany kolorystycznie (czarne i aluminiowe wstawki). Różnicę stanowią sportowa kierownica (jej wieniec mógłby być nieco mniejszy, ale świetnie leży w dłoniach) oraz prędkościomierz wyskalowany do wyższej wartości. Z kolei fotele to ekstraklasa – nazwa Recaro jest w pełni uzasadniona. Genialnie podtrzymują ciało i dysponują wystarczająco dużym zakresem regulacji. Nie bez znaczenia jest także długie siedzisko dobrze podpierające nogi. W wersji 3-drzwiowej dostęp do tyłu jest oczywiście nieco utrudniony, ale dwie osoby o europejskich gabarytach nie powinny specjalnie narzekać.

Wspomniane wyżej obawy mają związek przede wszystkim z zespołem napędowym. Został on oparty po raz pierwszy w historii tego modelu na 3-cylindrowym silniku o pojemności 1,5 litra. Co więcej, dysponuje on systemem, który podczas spokojnej jazdy dezaktywuje jeden z nich. Poważnie… Niewielki benzyniak oferuje kierowcy 200 KM (przy 6000 obr./min.) oraz 290 Nm (1600-4000 obr./min.). Współpracuje z nim 6-biegowy manual przekazujący cały potencjał na koła przedniej osi. Fiesta ST umożliwia przyspieszanie do setki w 6,5 sekundy i rozpędzanie się do 232 km/h. Osiągi są więc bardzo dobre.

Po odpaleniu auta dźwięk nie wzbudza zachwytu, ale wkręcenie silnika na obroty – już tak. Basowe brzmienie uzupełnione strzałami z dobrze zaprojektowanego wydechu ucieszą każdego fana motoryzacji. Czy jednak można ukryć brak jednego cylindra? Teoretycznie nie, ale inżynierowie Forda musieli się napracować, ponieważ silnik wykazuje się naprawdę wysoką kulturą pracy i wigorem w każdym zakresie obrotowym. Nie można mieć zatem najmniejszych zastrzeżeń do tej konstrukcji – i piszę to z pełnym przekonaniem.

W dziedzinie właściwości jezdnych Ford podniósł postawioną przez siebie poprzeczkę. Auto dysponuje świetnym układem kierowniczym, który wzorcowo informuje o tym, co dzieje się z przednią osią. Tworzy on zgrany duet z zawieszeniem wzbogaconym sprężynami o zmiennym kierunku działania. To wszystko uzupełniają świetne opony Michelin Pilot Sport, które po odpowiednim rozgrzaniu pozwalają na zachowanie wzorcowego toru jazdy.

Genialna trakcja to też zasługa mechanizmu różnicowego o ograniczonym poślizgu (Quaife LSD), który jest dostępny jako opcja za 4100 zł. Wraz z nim nabywca otrzymuje system Launch Control umożliwiający błyskawiczny i wydajny start od zera. Tak naprawdę trudno oczekiwać lepszego zestawienia w tej klasie. Ford wykonał więc świetną robotę i każdy, kto miał jakiekolwiek wątpliwości, co do nowej Fiesty ST, wymaże je z pamięci zaraz po pierwszej przejażdżce. I za to należą się wielkie brawa.

Co istotne, na premierze poznaliśmy bazową cenę topowej odmiany tego modelu. Za egzemplarz pozbawiony dodatków trzeba zapłacić 84 650 zł. I jest to kwota jak najbardziej konkurencyjna, która nie daje argumentów konkurencji…

Tekst: Wojciech Krzemiński
Zdjęcia: Bartłomiej Urban

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Skomentuj artykuł