Dacia Sandero 0.9 TCe Celebration - Budżetowo i na bogato! - NaMasce

Dacia Sandero 0.9 TCe Celebration – Budżetowo i na bogato!

7

Reanimacja marki Dacia, to był dla francuskiego koncernu strzał w dziesiątkę. Prosta konstrukcja i mniej wyrafinowana, niż w przypadku nowych modeli Renault technologia, sprzedaje się bardzo dobrze nie tylko na tzw. rynkach wschodzących. A i sama Dacia ewoluuje. Pierwsze auta z Pitesti były siermiężne z wyglądu i zaawansowane technologicznie niczym przysłowiowy młotek. Pomimo tego doskonale się sprzedawały. W Niemczech czy Francji trzeba było na nie czekać w kilkumiesięcznej kolejce. Z każdym kolejnym modelem Francuzi „dopieszczali” rumuńskie auta. Efekt jest zaskakujący. Może i zewnętrznie auta nadal nie są szczytem elegancji i wyrafinowania, ale za to technologicznie, nie odbiegają od „renówek”. I… nadal świetnie się sprzedają.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_2

Z zewnątrz…
Któryś z kolegów skonstatował, że Sandero drugiej generacji to taki plus-minus. Coś fajnego sąsiaduje z czymś wyjątkowo niefajnym. Prawda, oj prawda. Patrząc z profilu widzimy nowocześnie zaprojektowany przód i tył, jakby z zupełnie innego auta z początku lat 90.! Pas przedni prezentuje się okazale i nowocześnie. Tył, mimo ingerencji stylisty, jest nieco ładniejszy niż w Sandero I generacji, ale… i tak cudów nie ma. Wydaje się więc, że styliści pracujący dla Dacii mają kłopot z projektowaniem tylnych części karoserii. Ot, choćby Duster. Z przodu wygląda doskonale. Z tyłu lepiej… nie mówić.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_3

Wracając do Sandero, projektanci postarali się o ciekawszy look auta. Kilka przetłoczeń na nadwoziu i wyraźnie poszerzone nadkola wyglądają bardzo nowocześnie. Trudno też mieć zastrzeżenia do ładnego grilla z dużym znaczkiem Dacii. Dodatkowej lekkości przedniej części auta nadają światła przeciwmgłowe i drugi, większy wlot powietrza. Do tego, ciekawy spojler. Wszystko to razem wzięte wygląda ładnie, a nawet nieco… sportowo.Nad tyłem więcej pastwić się nie będziemy. Mamy tylko nadzieję, że w Sandero III generacji będzie od strony kuperka wyglądał znacznie lepiej…

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_4

… i we wnętrzu
Wnętrze, w porównaniu z I generacją Sandero zdecydowanie poprawiono. Wygląda wprawdzie tanio, ale naprawdę nowocześnie. To, co najbardziej przysłużyło się poprawie designu, to stacja multimedialna z 7-calowym ekranem dotykowym. Obsługa, w odróżnieniu do wielu tego typu urządzeń, jest intuicyjna. Powiem tak, po raz pierwszy od dawna nie musiałem sięgać po instrukcję. A wszystko działało tak, jak tego oczekiwałem. Niezbyt lubię proponowane przez producentów nawigacje. Są przeważnie zbyt udziwnione i bezsensownie rozbudowane. Tak, jakby nad ich interfejsami pracowali spece z… kontrwywiadu. Tymczasem w taniej Dacii jest czytelnie, prosto i bez zbędnych ozdobników. Bez zastrzeżeń działał też Bluetooth do spięcia systemu z telefonem. I pochwała za umieszczenie w widocznym miejscu i do tego bardzo logicznie, wejścia USB. Dodatkowym plusem jest też forsowane mocno przez koncern Renault sterowanie spod kierownicy. System audio brzmi przeciętnie. Rozumiemy, dobre głośniki to spory koszt. Jednego wszak wybaczyć nie mogę… braku odtwarzacza CD!

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_5

Miejsca w Sandero jest pod dostatkiem. Dla czterech osób, rzecz jasna. Pasażerowie z przodu mają oczywiście fotele. Umieszczono je wysoko, dlatego wsiada się do auta bardzo wygodnie. Minus to zbyt krótkie siedziska. Za to można je daleko cofnąć. Tyle że wtedy z tyłu zabraknie miejsca na nogi. Również pasażerowie tylnej kanapy nie będą szczególnie zachwyceni ergonomią siedziska. Tak jak w przypadku foteli, jest zbyt krótkie. Za to oparcie jest przewygodne i może do pewnego stopnia zrekompensować ból tej części ciała gdzie plecy straciły już swą szlachetna nazwę. Zupełnie inna historia to wygląd siedzeń, tylnej kanapy i tego z czego je zrobiono. I tu spore zaskoczenie, bo prezentują się elegancko, by nie napisać… drogo! Dwa kolory, kontrastowe szwy i sam materiał tapicerki nie budzą najmniejszych zastrzeżeń. Powiem więcej, fotele i kanapa w Sandero podobały mi się bardziej niż te w… Clio. Wyposażenie standardowe auta nie jest bogate. Ale, za niewielka dopłatą dokupimy klimatyzacje i wspomniany wyżej system multimedialny. Warto, bo dzięki temu auto zyskuje na praktyczności a my niewiele tracimy…

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_6

Wnętrze auta to też bagażnik. I tu już bez zastrzeżeń. 320 litrów w konfiguracji 5-osobowej to ponad standard w klasie, 1200 litrów przy położonej kanapie też. Bagażnik ma także względnie niski próg załadowczy, co doceni płeć piękna, gdy w pobliżu nie odnajdzie dżentelmena, który pomoże wrzucić do wnętrza „drobne” sprawunki.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_7

 

Technologia
Sandero to auto budżetowe. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony, niezłe jakościowo i dobrze wykończone wnętrze. Ciekawa (no, może nie w całości) sylwetka. Całkiem sporo nowoczesnej techniki. I dobra cena. O tym, jak jest na zewnątrz i we wnętrzu już pisałem. Teraz o tym, co pod maską. I tu spore (co najmniej) zaskoczenie. Po latach upychania w Dacii konstrukcji „nowoczesnych inaczej”, tym razem naprawdę nowoczesny silnik z gamy Renault. 90-konny motor TCe ma 3 cylindry. I oczywiście turbinę. Ale jego kultura pracy bardzo przypomina nowoczesne jednostki 4-cylindrowe.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_8

Dzięki turbosprężarce wytwarza 90 KM (od 4000 obrotów) i 140 Nm. momentu obrotowego już od 2500 obrotów. Efekt? Całkiem niezłe przyspieszenie. Od 0 do 100 w 11 sekund. To naprawdę niezły wynik. Tak, jak i prędkość maksymalna, która wynosi około 170 km/h. Średnie spalanie zaskakuje bardzo pozytywnie. Producent podaje kolejno 4,9 w cyklu mieszanym, 4,3 litra w trasie i 5,8 litra w mieście. W teście, odbywającym się w cyklu mieszanym, auto konsumowało średnio 5,4 l/100 km i około 6,5 litra w ruchu miejskim. I choć nie lubię trzycylindrowych silników z turbiną, ten zaskoczył mnie pozytywnie.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_9

Wrażenia z jazdy
Spore wrażenie zrobiło na mnie zawieszenie II generacji Sandero. Auto jest typowym, budżetowym „jeździdłem” na polskie drogi. I w naszych, jeszcze czasem siermiężnych warunkach drogowych spisuje się perfekcyjnie. 15-calowe opony i po francusku miękko zestrojone zawieszenie, zapewniają niebywały dla tej klasy aut komfort. Do tego niemal perfekcyjne pokonywanie podłużnych i poprzecznych nierówności. Nawet głębokie „ubytki w warstwie ścieralnej” Dacia pokonuje bez dobijania nie informując kierowcy i pasażerów, że równo nie jest… Miękkie zawieszenie to czasem problem dla kierowcy. Miękkie auta niezbyt precyzyjnie się prowadzą. W mojej opinii, system stabilizacji toru jazdy w Sandero radzi sobie z tym problemem bez trudu.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_10

A teraz coś na NIE. Fajny i dynamiczny silnik traci wiele przez skrzynię biegów, która jest fatalna. Działa ciężko i mało precyzyjnie. Każdego biegu trzeba szukać. Do tego długie przełożenia nie pozwalają korzystać z potencjału, „uturbionej” jednostki. Dynamiczna jazda kończy się na 5 biegu. Choć auto powinno dojechać do 170 km/h, zrobi to tylko na 4 przełożeniu. Na „piątce” zabraknie i to przynajmniej 15 kilometrów. Szkoda, bo gdyby skrzynia odpowiednio wsparła świetną, nowoczesną jednostkę, auto byłoby pewnie jeszcze oszczędniejsze, nie wspominając o dynamice.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_11

Okiem przedsiębiorcy
Podstawowy model Dacii Sandero to wydatek niespełna 30 tysięcy złotych. Oczywiście, wyposażenie takiego modelu będzie wyjątkowo ubogie. Można by rzec, że… wcale go nie będzie. Testowany egzemplarz nie jest już tak tani. Nowoczesny silnik i bogata wersja podniosły cenę do jak najbardziej akceptowalnych 45 tys. złotych. zł. Porównując tę ofertę do konkurencji można powiedzieć, że… to mega okazja!

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_12

Oczywiście na Dacię Sandero II można wziąć kredyt obejmujący ubezpieczenie pojazdu. Okres kredytowania może trwać nawet 8 lat (spłaty w równych ratach przy stałej stopie procentowej). W ofercie rumuńsko-francuskiej marki jest również leasing – od 24 do 60 miesięcy, wpłata własna od 0%, raty równe lub malejące, możliwość wykupu od 1% do 35% wartości pojazdu.

dacia_sandero_0.9_tce_celebration_test_1

Podsumowanie
„Cudów nie ma, jeżeli auto kosztuje niewiele ponad 40 tysięcy złotych, to nie może być dobre”. Taka opinia o Dacii funkcjonuje od lat w Lechistanie. Polak woli za 40 tys. kupić strucla z niemieckiego komisu, niż nowe auto z salonu Dacii. Dlaczego? No cóż, to już nasze narodowe kompleksy. Rumuni nie mogą zrobić lepszego auta, jak my. Ale… robią. Za porównywalną cenę nie kupimy porównywalnego auta z polskich fabryk Fiata, Volkswagena czy Opla. I dlatego wolimy przechodzone starocie. Polak, to zazwyczaj vir incomparabilis! Szkoda tylko, że ta nieporównywalność bywa spowodowana brakiem logiki.

 

Tekst i zdjęcia: Artur Balwisz

 

8.2 8.2

„Cudów nie ma, jeżeli auto kosztuje niewiele ponad 40 tysięcy złotych, to nie może być dobre”. Taka opinia o Dacii funkcjonuje od lat w Lechistanie. Polak woli za 40 tys. kupić strucla z niemieckiego komisu, niż nowe auto z salonu Dacii. Dlaczego? No cóż, to już nasze narodowe kompleksy. Rumuni nie mogą zrobić lepszego auta, jak my. Ale… robią. Za porównywalną cenę nie kupimy porównywalnego auta z polskich fabryk Fiata, Volkswagena czy Opla. I dlatego wolimy przechodzone starocie. Polak, to zazwyczaj vir incomparabilis! Szkoda tylko, że ta nieporównywalność bywa spowodowana brakiem logiki.

  • 8.2
Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

7 komentarzy

  1. A ja coraz bardziej zastanawiam się właśnie nad zakupem Dacii. Dobry test. Nawet te 45 tys. nie jest wygórowaną ceną. Szkoda, że nie udała się skrzynia, ale za tę cenę nie można (chyba) spodziewać się ideału 😉

    • WK

      Dokładnie. Cena czyni cuda. Wszystko zależy od oczekiwań. Jeśli ktoś szuka auta miejskiego, bez bajerów, ale za to rozsądnie wycenionego, to warto się nad Dacią zastanowić 🙂

Skomentuj artykuł