Co myśli Krzemiński: jazda na zderzaku i okupowanie lewego pasa - NaMasce

Co myśli Krzemiński: jazda na zderzaku i okupowanie lewego pasa

0

Ostatnio pojawiła się informacja na temat projektu, który zakładałby karanie kierowców, którzy jeżdżą „na zderzaku”. Choć wydaje się to oczywiste, problem jest znacznie bardziej złożony. Pokonuję rocznie ok. 80-100 tysięcy kilometrów. Nie jest to dystans rekordowy, ale z pewnością wystarczający, by móc zaobserwować zachowania nas-kierowców.

Jazda „na zderzaku” to oczywiście część polskiego stylu jazdy, który bywa bardzo niebezpieczny. Wystarczy jedno niepożądane zdarzenie przed poprzedzającym pojazdem, by zaistniała konieczność nagłego hamowania. Jeśli trzymamy się za blisko, to nasza spóźniona reakcja nie pomoże w wydajnym wytraceniu prędkości, co może skończyć się kolizją, a w najgorszym przypadku – poważnym wypadkiem.

I to jest oczywiste. Tutaj jednak pojawia się temat kultury i rozumienia jazdy w zgodzie z przepisami ruchu drogowego. Istnieje bowiem mnóstwo kierowców, którzy trzymają się lewego pasa jak przyklejeni, a z lusterek korzystają sporadycznie. Warto dodać, że przed nim też wieje pustka. Okraszone jest to bardzo często niską prędkością, która nie sięga granic tej dozwolonej na danym odcinku.

Co wtedy? Byłbym hipokrytą, gdybym nie powiedział Wam, że samemu też mi się zdarzyło podjeżdżać blisko do poprzedzającego pojazdu. Owszem, ryzykowałem, ale w innym przypadku nie mogłem liczyć na to, by wolniejszy kierowca zjechał na prawo – nawet gdy było tam zupełnie pusto. Dlaczego? Bo nie zwracał uwagi na to, co dzieje się za nim albo miał to zupełnie gdzieś.

To trochę tak, jak ze słynnym szeryfowaniem – „nie będzie mnie żaden cwaniak wyprzedzał, niech czeka”. Zdarzają się też zwykłe zagapienia i przeprosiny, ale to wciąż to ten mniejszy kawałek niezbyt dobrego tortu. Sam jestem człowiekiem (wiem, Ameryki nie odkryłem) i zdarzają mi się błędy na drodze, ale jeśli już do nich dochodzi – staram się je szybko naprawiać. Problem w tym, że nie wszyscy myślą w ten sposób i nawet jeśli ktoś wyprzedzi ich prawym, mrugnie, wrzuci kierunkowskaz czy nawet „zatrąbi”, to i tak będą trzymać się lewego.

Kiedyś można było to usprawiedliwiać słabszą jakością prawego pasa. Dziś, szczególnie na nowych ekspresówkach i autostradach nie można już użyć takiego argumentu, bo cała nawierzchnia jest pozbawiona większych kolein czy dziur. Jak więc wytłumaczyć to zjawisko? Być może to przyzwyczajenie. Niestety, częste, bardzo irytujące i blokujące ruch. Doświadczam tego często na A2 z Warszawy do Łodzi, gdzie prawy bywa szybszy od lewego… To jednak jedno z wielu takich miejsc.

Proponowałbym więc wszystkim, by starali się korzystać z lewego pasa tylko wtedy, gdy zamierzają wyprzedzić, a w innych przypadkach – zapraszam na prawy. Nie usprawiedliwiam jazdy na zderzaku, ale wydaje się, że gdyby wszyscy korzystali z lewego pasa we właściwy sposób, to oba negatywne zjawiska przestałby istnieć na taką skalę. Proponuję więc panom funkcjonariuszom, aby podeszli do tego problemu od właściwej strony i karali tych, którzy są rzeczywistym źródłem problemu.

Udostępnij.

O autorze

Wojciech Krzemiński

Mówią, że dziennikarz motoryzacyjny.

Skomentuj artykuł